Wpis i wciśnij enter.

3 po 3 na trzecie urodziny bloga11 min. czytania

Nie wiem jak Wam to powiedzieć, ale… cztery dni temu blog skończył trzy lata. Serio, że trzy i serio, że zapomniałam, że urodziny mamy dokładnie 18.09. Note to self – ustawić sobie przypomnienie, żeby za rok nie było takiej wpadki.
Z ręką na sercu, kiedy 18. września 2016 podniecona widokiem Ashley Graham na wybiegu nowojorskiego Fashion Week publikowałam tu pierwszego posta, za nic nie przypuszczałam, że to się tak potoczy. 

To znaczy, wiecie, bardzo chciałam. Wyobrażałam sobie, że za parę lat będę miała może ze stu regularnych czytelników i ktokolwiek będzie może w niszy kojarzył, że Galanta Lala to ta gruba dziewczyna z Łodzi. Tymczasem w prezencie na 3. urodziny dostałam pierwszą stronę na Onecie i to w zasadzie dosyć dobrze podsumowuje cały ten czas poświęcony pracy przy blogu.

Przez te trzy lata wydarzyło się niesłychanie dużo i myślę sobie, że gdyby ciałopozytywność i plus size nie były takimi bardzo niszowymi sprawami, gdybym tu pisała na przykład o dietach albo dzieciach, to może miałabym już swój program w tv. Żartuję oczywiście, choć jest w tym żarcie ziarenko prawdy. Niezależnie od kategorii wagowej była przecież i telewizja, i wywiady, zaczęłam regularnie pisać felietony do prasy, co od zawsze było moim marzeniem. Były targi, wywiady, sesje zdjęciowe, konferencje prasowe i całe mnóstwo sytuacji, w których nigdy bym się nie znalazła, gdyby nas tutaj nie było. 

Odebrałam w tym czasie wiele cennych lekcji i pomyślałam, że skoro są ważne dla mnie, to może i Wam pomogą postawić kolejny krok w kierunku robienia tego, co kochacie. Ja wiem, że to jest bardziej popularny pomysł, żeby zostać modelką plus size – nie macie pojęcia, jak często dostaję o to pytania! Ale wiecie, bycie blogerką też jest super i jeśli bijecie się z myślami czy jest w ogóle sens zaczynać, to ja Wam mówię że jest i że do roboty. 

Także tak, z okazji trzecich urodzin przygotowałam takie (wcale nie) małe 3 po 3, zbiór różnych myśli, które mnie napadają, kiedy się blogowo oglądam przez ramię w urodziny:

3 zderzenia z rzeczywistością, które mi zafundowało blogowanie

Darmoszka

Podobnie jak wielu zaczynającym osobom wydawało mi się, że blog wiąże się z otrzymywaniem różnych rzeczy ZA DARMO. Nie zżymajcie się, wiem doskonale, że spora część osób, również wśród czytelniczek uważa, że dostaję różne rzeczy za darmo. Trzeba to powiedzieć jasno: podobnie jak w życiu, w blogowaniu niewiele rzeczy jest za darmo.

To, że firma przysyła mi produkty, jest zwykle częścią umowy biznesowej, w ramach której wzajemnie realizujemy wobec siebie konkretne zobowiązania. Tak, w grę oczywiście wchodzą pieniądze, bo chociaż z przyjemnością inwestuję w bloga (nie, do tej pory się jeszcze nie zwraca), to jego dalszy rozwój będzie wymagał środków. Bez pieniędzy nie ma fotografa, reklamy na facebooku, nowego czytelniejszego wyglądu, dostępu do interesujących badań, książek, które pokażą mi kolejne oblicze ciałopozytywności. Bez współprac nie ma pieniędzy. Jestem najszczęśliwsza, bo wiem, że to rozumienie i nie oburzacie się, kiedy na blogu pojawiają się treści sponsorowane. Wiem, że czekacie na Patronite i obiecuję, że zrobię wreszcie to konto, bo lista książek, o których chciałabym Wam opowiedzieć rośnie i w zasadzie przekracza już dawno wielokrotność mojego wynagrodzenia na etacie. 

Robienie swojej roboty

Na samym początku wydawało mi się, że żeby jakkolwiek ruszyć z miejsca, potrzebna mi jest akceptacja ze strony dziewczyn ze środowiska, które już coś w nim znaczą i to jest prawda, ale tylko do pewnego stopnia. W naszym plus sajzowym światku poznałam kilka świetnych osób, które chciałabym nazywać przyjaciółkami, ale też kilka razy spotkałam się z chłodnym przyjęciem i wskazano mi miejsce w szeregu. I wiecie co? To super.

Najważniejszym elementem w prowadzeniu bloga było dla mnie odnalezienie swojego głosu i zbudowanie konkretnej tożsamości. Jeśli jesteście ze mną choćby od kilku miesięcy to wiecie już, że możecie się ode mnie spodziewać szczerych, ale nie brutalnych, opinii, podważania kultury diety, akceptacji, oglądania każdego zagadnienia z wielu stron czy kompletnej niechęci do rozmawiania o odchudzaniu. Oglądanie się na to, co robią inni nie służy słuchaniu siebie. Tak samo jak zazdrość, śledzenie statystyk i kontrola nad tym komu idzie lepiej, a komu gorzej.
Wielokrotnie w ciągu tych trzech lat słyszałam od ważnych dla mnie osób “rób swoje”. Takich głosów warto słuchać. 

Strefa komfortu

Znacie pojęcie strefy komfortu? To powiem Wam, że rozwijanie bloga nie ma z nim nic wspólnego. Blogowanie to jest sport dla wytrwałych i dla tych, którzy gotowi są uczyć się non stop. Ale serio non stop. Od założenia blog, przez prowadzenie stale się zmieniających social mediów, aż po pomysły na to, żeby współpracę nie były selfie z kremem przy twarzy. W moim osobistym rankingu trudności na szczycie wciąż pozostają negocjacje biznesowe. Pewnie spora część z Was to zrozumie, bo jestem tym przypadkiem, który w obliczu konieczności zamówienia pizzy mówi do swojego Starego “Ty zadzwoń”.

Niezależnie od wewnętrznych oporów, próbowanie nowych rzeczy i bezustanne eksperymentowanie okazało się najskuteczniejszym sposobem na rozwój bloga i lekarstwem, żeby się nim nie znudzić. Gdybym tego w sobie nie przewalczyła, nigdy nie zgodziłabym się na sesję u Ewy Michalak, nie broniłabym publicznie prawa do życia pełnym życiem niezależnie od rozmiaru, czy nie odważyłabym się powiedzieć Chodzie fuck off, co przecież miało poważne konsekwencje. 

3 wyzwania, z którymi przyszło mi się zmierzyć przez trzy lata prowadzenia bloga

Kryzysy

O tych mitycznych stworzeniach słyszał każdy z nas. Cokolwiek robimy dostatecznie długo, w końcu trafimy na kryzys. To bardzo trudna sytuacja, kiedy siadasz do komputera i trzy godziny siedzisz nad pustym oknem w Wordzie. Albo kiedy zarzucasz wędkę w głowie i nie przypływa żaden pomysł. Tym trudniejsze, jeśli umiejętność pisania przyzwoitych tekstów jest jedną z Twoich najważniejszych kompetencji zawodowych, a nie wiem czy Wam już to kiedyś pisałam, że swoją dream job dostałam również dlatego, że sprawnie piszę.

No więc te kryzysy. One są i to bez żartów. Tym, co mnie niejednokrotnie uratowało, była lekcja z przygotowywania się na to, że przyjdą, którą odrobiłam podczas jednego ze szkoleń. Zamiast wypierać i wmawiać sobie, że mnie to na pewno nie spotka, staram się mieć w zeszycie kilka tematów, które będę mogła wyjąć z rękawa w chwili, gdy w głowie tylko pustka. I może to zabrzmi trochę banalnie, ale to pomogło mi zaakceptować kryzysy w innych dziedzinach życia.

Czynnik ludzki

Jak wiecie, za jeden z największych sukcesów w blogowaniu uważam Was, czyli społeczność, która się wokół bloga wytworzyła. Jak każdy kij, również ten ma swój drugi koniec – ludzi, którzy w ogóle nie dopuszczają do siebie, że można myśleć inaczej, a wersja świata, która mają wgraną nie jest jedyną słuszną.

Każde wychylenie głowy na szersze zasięgi przynosi nową falę komentarzy, w których czytam, że robię innym krzywdę, zaraz umrę z grubości, że robię kasę na wpędzaniu ludzi w otyłość i czy ja wiem, że jestem idiotką. Mam szczelny system weryfikacji, jasne zasady, ale nadal mnie to trochę dziwi, że ktoś , kto był na przykład na grupie, w której regulaminie jest jasno postawiony punkt, że nie rozmawiamy o odchudzaniu, potem na innych grupach nazywa nas sektą. Nie da się wymusić zrozumienia, ale stawianie czoła tym falom to jest wyzwanie. Teraz już mniejsze niż kiedyś, ale nadal.

Systematyczność

Mało rzeczy w blogowaniu jest równie skuteczne jak systematyczność. Regularna praca, nawet jeśli nie są to spektakularne wygibasy, zawsze przynosi efekty. Nie wszystko co robię od razu widać na blogu, ba, czasami oddaję się czynnościom zupełnie na pozór niezwiązanym z Galantą Lalą, i nagle BĘC, zyskujemy na tym wszyscy.

Systematyczność nie jest moją mocną stroną. Lubię mieć efekty od razu i to najlepiej z fajerwerkami i orkiestrą. Blogowanie mnie uczy, że przed tą orkiestrą warto wcześniej rozwinąć czerwony dywan czy wypastować buty. Wciąż pracuję nad tym, żeby po prostu zaplanować w kalendarzu czas na pisanie. Kompletnie niezależnie od weny, ale żeby siadać i robić. 

3 rzeczy, które przez te trzy lata zyskałam

Wyjątkowe znajomości

Nie będzie w tym przesady, jeśli napiszę, że część moich ulubionych ludzi poznałam z powodu bloga. Świadomość, że jest nas, myślących podobnie, więcej jest budująca, bo chociaż największą pracę każda z nas musi wykonać w samotności, to poczucie przynależności naprawdę dodaje sił. Dzięki blogowi zyskałam to, o czym marzyłam przed laty – swoją paczkę. Was. 

To bardzo przyjemne, spotykać kreatywnych, zapalonych do pracy ludzi, z którymi można razem świętować i pomstować na to samo. Dzięki blogowaniu poznałam wielu ludzi, którym kiedyś przyglądałam się z daleka i to jest wręcz zaskakujące, jacy są normalni. To wcale nie jest tak, że autorzy blogów czy popularnych profili w social mediach siedzą na Panteonie, każdego w zasadzie można zaczepić i zagadać! 

Siła

Nie ma sensu udawać, że przez te trzy lata nie było wokół bloga żadnych nieprzyjemnych sytuacji, bo też nie o to chodzi, żeby polukrować tu domek z piernika na różowo. Jedna z najbardziej nieprzyjemnych sytuacji, związana z ośmieszaniem mojego zdjęcia na grupie dla nastolatków o nazwie hejted:życie skończyła się tak, że dziewczyna, która przypuściła ten atak, dzisiaj sama próbuje prowadzić ciałopozytywnego bloga. 

Dużo siły i dużo cierpliwości daje mi świadomość, że to jest naprawdę słuszny kierunek. Przyglądanie się jak ciałozytywność odmienia życia ludzi i jak im dodaje sił do tego, żeby dać sobie spokój z zamartwianiem się rozmiarem noszonych ubrań jest bardzo wzmacniająca. Cały ten poświęcony blogowi czas wywołał duże zmiany we mnie. Bo wiecie, każdego dnia pracuję nad sobą tak samo jak Wy. Innym przejawem tej nowej siły jest wybieranie własnych walk. Umiejętność niewdawania się we wszystkie internetowe przepychanki jest bezcenna, ale nie będę ściemniać, jest to proces, a sukcesów nie liczy się w tej kategorii zerojedynkowo. 

Wiedza

Całe morze wiedzy. Od kwestii technicznych w stylu „czy ten rozmiar grafiki wystarczy?” czy „co to, do licha, jest ten SSL”, poprzez kontakty, aż po ardo konkretną, rzetelną wiedzę płynącą ze znajomości opublikowanych badań naukowych. Kiedy zaczynałam tworzyć tego bloga, moja świadomość problemów plus size ograniczała się do „ciężko się ubrać”. Trzy lata później obserwuję cały złożony aparat dyskryminacyjny oparty na fatfobii. Wkurza mnie i irytuje, że inni tego nie widzą, dlatego robię ten rachunek sumienia. Żeby, wiecie, mieć więcej cierpliwości. 

Mam wobec całej tej wiedzy dużo pokory, bo będąc jednocześnie autorką tekstów, wydawczynią, marketingowcem, działem sprzedaży, managerką marki i koordynatorem merytorycznym mam świadomość, jak wielu rzeczy jeszcze w ogóle nie wiem i jak wiele z tych, które znam dzisiaj jak własną kieszeń jutro przestanie być aktualne. Odkąd weszłam w buty aktywistki i zaczęłam się przyglądać weight bias w kontekście codzienności, w której żyjemy, marzą mi się kierunkowe studia. Wiecie, że istnieje taki kierunek jak „fat studies”? 

Same widzicie, niemało się tu wydarzyło od 18. września 2016. Dziękuję, że jesteście. A jeśli doczytałyście do końca, to tym bardziej dziękuję za wytrwałość. Bez Was by tego nie było, bo chociaż oczywiście, blog ma w pewnym sensie charakter zapisu mojej drogi do ciałozytywności, to przy tych wszystkich wpadkach i potknięcia, jakoś tak łatwiej się pozbierać, kiedy wiem, że patrzycie. 

To dla mnie ważne, dlatego przepraszam Was, że się tak wzruszam, kiedy się spotykamy na żywo. Nic nie poradzę, że mam oczy na Żuławach Wiślanych. Ściskam Was najserdeczniej i z okazji naszych wspólnych trzecich urodzin, życzę Wam WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

9 comments

  1. O ja Cię!!! Już trzy lata… Szok!!! Pamiętam początki 😉 Gratuluję Gwiozdo 😁

    1. Ha! Sekretne początki w pewnym biurze bez światła słonecznego 😎

  2. Gratulacje!

  3. Gratuluję tych trzech lat i życzę dalszej wytrwałości, pozytywnego spojrzenia na otaczający nas świat i na nas samych. Dziękuję Ci za to,że jesteś… Bądź nadal 🤗

    1. Ja również dziękuję – i za życzenia, i za to, że wpadasz 😊

  4. 3 lata w blogowaniu i taie sukcesy to naprawde spore osiagniecie!
    Ja wlasnie staram sie dopiac swego, a czytajac takie wpisy to mnie jeszcze bardziej motywuje!
    Najlepsiejszego ❤

    1. Trzymam za Ciebie kciuki!

  5. gratulacje i dzięki, że jesteś!!! 🙂

  6. Gratulacje!!!
    Cieszę się, że jesteś.