fbpx

Wpis i wciśnij enter.

Dramat na kwarantannie, czyli daj spokój swojemu ciału, kobieto!5 min. czytania

W tym tygodniu upłynęły dwa miesiące odkąd pracuję z domu. Dwa miesiące. Od 12 marca pracuję przy moim i improwizowanym biurku, tj. kuchennym stoliku o powierzchni 50×60cm. Oznacza to w praktyce, że minęły dwa miesiące od dnia, w którym dla uspokojenia liczyłam makaron kuchennych szafkach. W tamtej chwili nie byłam wcale pewna, że jeszcze kiedyś nastąpi jakiś 17 maja. Dwa miesiące temu byliśmy w panice. Zaopatrzeni w ryż i góry papieru toaletowego, kto mógł, zamknęliśmy się w domach. 

Ostatnie dwa miesiące pokazały, że spora część z nas wcale nie musi codziennie stać godzinami w korku, żeby usiąść za biurkiem pod czujnym okiem szefa. Że nie musimy latać, chodzić na paznokcie i do klubu fitness. 

IDZD i fatfobiczna memetyka

Szczególną trwogę budzi to ostatnie. Okazało się bowiem, że co najmniej równie mocno jak wirusa, boimy się przytyć. Paranoję tę podsycali co niektórzy internetowi trenerzy, z zajadłością broniący dostarczonych przez IDZD informacji, że, hurr durr, ⅔ ciężko przechodzących covid pacjentów to grubi ludzie. To była jedna z pierwszych teorii spiskowych o fatfobicznej podszewce – jeszcze zanim ukazały się jakiekolwiek badania, zanim w ogóle zebrano do nich dane, ONI WIEDZIELI. Czego nie wiedzieli, to tego, że czytanie takich informacji bez kontekstu to prosta droga do zrobienia z siebie durnia. Nie wiedzieli również najwyraźniej, że IDZD, czyli Instytut Danych Z Dupy, bardzo lubi takie łakome kąski, jak ludzie, którzy nie mają w zwyczaju zadawać pytań, tylko z radością przyjmują od wszechświata wszystko, co tylko potwierdza ich przekonania. Kontekstem do informacji o tym, że ⅔ ciężko przechodzących covid stanowił fakt, że dane pochodzą z USA, gdzie odsetek osób o wysokiej masie ciała to ~ 72%, czyli – niespodzianka – nieco ponad ⅔ populacji.*

(*- stawiam tu gwiazdkę, bo każde liczące dziecko wie, że ~72% to nie jest to samo co ⅔, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami jak liczby, kiedy można ludzi postraszyć, że jak będą grubi, to umrą również na covid.)

Wkrótce po tym, internet zalała powódź memów o tym kto i jak bardzo przytyje na kwarantannie. Oczywiście, że próba oswojenia strachu żartem to nic nowego. Ba, na niektórych pewnie działa. Mnie wkurza. wszystkie żarty tego typu usuwam ze swoich social mediów. Nie muszę obcować z treściami, które wywołują u mnie dyskomfort. I – dobra wiadomość – Ty też nie musisz. 

Ciało w czasie

Cały ten przydługi wstęp ma nas wprowadzić do rozmowy o tym, jak ciało zmienia się w czasie. Bo wiesz, to nie jest tak, że pandemia przyszła i pozamiatała. To nie jest tak, że bez niej ciała ludzi – w tym nasze – trwałyby szczupłe i młode po kres czasu. No nie.

Strach przed zmianą w ciele bywa paraliżujący. Mamy tendencję do tego, żeby swoją fizyczność przyjmować za pewnik. Nie myślisz o zdrowiu, dopóki nie zachorujesz, ani o starzeniu, póki nie zauważysz pierwszej zmarszczki. Tymczasem ani zdrowie, ani gładka skóra, ba, często nawet szczupła sylwetka, nie są dane na zawsze. Jak się nad tym zastanowić, to człowiek myśli sobie, że, no tak, nikt w moim otoczeniu nie wygląda tak samo, jak 10 lat temu. Oczywizm przecież. No to jak to jest, że ten oczywisty, najnaturalniejszy proces zmiany ciała w czasie, jest jednym z największych lęków ludzkości?

Uciekam dzisiaj od filozoficznych rozważań o źródle ludzkich lęków, bo jeśli po przeczytaniu tego tekstu chciałabym zostawić Cię z czymś, to raczej ze spokojem i przestrzenią na akceptację zmian, z którymi się mierzymy.

Skazani na lockdown

Jeszcze nie widać końca kwarantanny, a soszal media już wyświetlają mi reklamy zachęcające, żeby się pozbyć quarantine fat, tych kilku kilogramów, które zdecydowana większość z nas zgromadzi(ła) przez dwa miesiące zamknięcia w domu. Widuję je i bardzo się wkurzam, bo tak jakbyśmy nie mieli jeszcze dosyć napięcia i stresu, o nie, dowalmy sobie jeszcze i to, weźmy udział w konkursie piękności. Nie jest przecież istotne, że nie wiemy co dalej, że gospodarka leży, że ludzie są na skraju wyczerpania po dwóch miesiącach 24/h z dziećmi, ani nawet to, że od miesięcy nie widzieliśmy swoich rodzin. Nie, najważniejsze jest, do cholery, to, że przytyjemy. Koniec świata. 

Piszę to po to, żeby podkreślić, że Twój – i mój też! – Ięk przed przytyciem ma także swoich zewnętrznych sponsorów. Wiem, wiem, mówienie ludziom, że przytycie kilka kilo to nie jest życiowy dramat, to rewolucja, ale… Nadal jest kilka rzeczy gorszych niż bycie grubą. I jedną z nich jest żerowanie na ludzkim strachu. 

Tylko żebyśmy się dobrze zrozumiały: nie mam NIC przeciwko zajęciom ruchowym prowadzonym online. To cudowne, że dzięki nim możemy zostać w kontakcie ze swoimi społecznościami. Dbanie o ciało i troska nad tym, żeby było sprawne na miarę naszych możliwości jest bardzo ważne. Skupienie na sobie jest ok, dopóki Ci służy. Wysyp diet odchudzających, który zacznie się już za chwilę jest zaprzeczeniem troski o cielesny dobrostan.

Największe dobro jakie możesz sobie teraz podarować, to zgoda na to, że Twoje ciało się zmienia. To jest ten ostateczny „wellness”. Ciało ma prawo zmieniać się w czasie. Dzisiaj nie jest takie, jakie było 3 lata temu. I za trzy lata nie będzie takie jak dzisiaj. Co możemy zrobić, to spojrzeć na nie z życzliwością i spróbować docenić. Nie to jak wygląda, tylko co możesz dzięki swojemu ciału. Uczciwie sobie odpowiedz na pytanie, co te kilka kilo zmienia w Tobie, jako człowieku. I nie bądź zdziwiona, jeśli okaże się, że nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.