Wpis i wciśnij enter.

Jak wygladać na plaży grubo i mieć to wszystko w…

słaba, acz zabawna graficzka z Galantą Lalą na plaży

TYSIĄC DOBRYCH RAD

No i dobra, znów mamy TĘ porę roku. I przez TĘ nie rozumiem bynajmniej spływających na niebiańskim obłoku z góry płatków śniegu (a szkoda), włosów anielskich i karpia w wannie. Bynajmniej. Dla wszystkich grubasek na północnej półkuli globu nadchodzi Czas Wielkiej Smuty, czyli SEZON PLAŻOWY. Która odważna, a z dobrą pamięcią policzy ile od początku tego miesiąca widziała reklam nawołujących do “osiągania plażowej figury”? Ja nie umiem, ale jedną taką – dzięki czujności Syreniego Gangu – udało się nam zdjąć z internetu i nie będzie już dłużej obrażać żadnej z nas, tych wyrodnych córek cielesnej rewolucji, które zamiast szukać kolejnego jadłospisu 250 kalorii, szukają kostiumu kąpielowego w rozmiarze 50.

Prasa, telewizja, reklamy na fejsbuczku, co chwilę ktoś mnie (mało)uprzejmie zapytowuje, czy ja się aby zdążę wylaszczyć, zanim zawlokę obłe me kształty na plażę. Post, detoks, 8 sposobów na szczupłe uda i wiem już, jak bardzo cieszę się, że żyję sobie w akurat tym konkretnym, tłustym i dzikim jak alaskański łosoś cielsku.

Z łososiem łączy mnie, nota bene, więcej, bo podobnie jak on preferuję temperatury raczej w kierunku 10, niż 50 stopni. Ale nie o tym. Lato jest, a latem to wiadomo – trzeba nadrobić deficyty witaminy D, pocieszyć się życiem, napić wina na plaży czy jaki tam jeszcze macie pomysł na idealny letni wypoczynek.

Co to będzie?!

Zanim jednak czerwiec, lipiec i sierpniowa zgroza zatłoczonych plaż, japonek na Morskim Oku oraz kleszczy w lesie, przyjdzie nam się zmierzyć z horrorem po stokroć większym. Droga na plażowy ręcznik wiedzie przecież przez zasieki społecznych oczekiwań, nienawiści do ludzkiego ciała w jego tyleż obłej, co rozlazłej i nietkniętej fotoszopem formie oraz okopy wroga – własną głowę. Kolorowa prasa czuwa, kolorowa prasa radzi. 10 sposobów jak nie wyglądać grubo na plaży? A co powiesz na zakopanie się w piasku po szyję? Hę? Newsflash: JEŚLI JESTEŚ GRUBA TO BĘDZIESZ WYGLĄDAĆ NA PLAŻY GRUBO. No i CO Z TEGO?! Gdzie ta Apokalipsa, pytałam rok temu, gdy jako pierwsza ze zgromadzonych na małym piaszczystym spłachetku plaży nad zalewem, wyskakiwałam z ciuchów do bikini. Nie nadeszła. I wiecie co? W tym roku też jej nie będzie.

Niezawodnie, przychodzę w sukurs wszystkim udręczonym, bo oto specjalnie przez Was i dla Was, Syreny Lądowe, przedstawiam poradnik pod tytułem:

JAK WYGLĄDAĆ NA PLAŻY GRUBO I MIEĆ TO SERDECZNIE W DUPIE

  1. Wybierz odpowiedni strój kąpielowy dla swojej sylwetki

Idealny kostium kąpielowy musi spełniać kilka istotnych kryteriów, wśród których chciałabym wyróżnić dwa najważniejsze: po pierwsze primo – powinien posiadać otwory, przez które przełożysz głowę, nogi i ręce ORAZ, po drugie primo, powinien Ci się podobać.

Cała reszta porad w temacie dopasowania kapielówek do figury jest owszem, interesująca i może zainspirować; są kąpielówki mniej i bardziej wygodne, ale przyznasz, że to, co w tej materii najważniejsze, zostało właśnie powiedziane.

2. Pamiętaj, że nic nie musisz

W kwestii plażowej mody, oczywiście. Strój plażowy nie powinien stać się dla Ciebie kolejnym środkiem autoopresji, ale drogą do wolności w wyborze co chcesz, a czego nie chcesz na siebie założyć. Potrzebujesz się trochę zakryć, zrobić pół milowego kroku, bo boisz się wylądować po drugiej stronie lasu? To też jest w porządku!

Moda jest dla nas, grubych bab, coraz łaskawsza. Pareo, kimono, sukienka plażowa – do wyboru, do koloru. To prawda, trzeba się nagimnastykować (zwłaszcza w temacie kimono!), ale da się kupić coś ładnego i w dużym rozmiarze. Nie naciskaj na siebie bardziej, niż to niezbędne. W sensie: idź na plażę w kostiumie, ale jeśli tego potrzebujesz, weź ze sobą jakąś protezkę ubrania i to wcale nie będzie znaczyło, że jesteś niedostatecznie body positive.

3. Przygotuj się do wyjścia na plażę

Jest tylko jeden słuszny sposób, żeby to zrobić: stań pośrodku pokoju, rozbierz się do rosołu, załóż kostium. Voila! Jesteś gotowa do plażowania. Masz kąpielówki, masz ciało na które możesz je założyć, a to oznacza tylko jedno: jesteś #GOTOWANAPLAŻĘ
Serio.

4. W kupie siła

Ponieważ doskonale rozumiem to uczucie, kiedy stajesz samotnie pod ostrzałem spojrzeń i czujesz się jak Bambi, któremu na lodzie rozjeżdżają się nóżki i ponieważ wierzę w siłę grupy, pomyśl kogo mogłabyś zabrać do towarzystwa na tę plażę. Może to twoja rodzina, a może przyjaciółki?

5. Spotkaj się z rzeczywistością

Po angielsku to się ładnie nazywa reality check. Ludzie nie myślą o nas nawet w połowie tak często jak nam się wydaje i trzeba to wziąć do głowy, choćbyś miała sobie to cegłą wbijać. Ja też widzę nieistniejące smoki, to znaczy oceniające spojrzenia, które być może wcale nie nie oceniają. Nie wiem. Nie chcę wiedzieć, tak po prawdzie. Gówno mnie obchodzi, co sobie myślą o mnie przypadkowi ludzie w siatkowych podkoszulkach albo młodzież z włosami na sztywno. Zdarza mi się, że słyszę komentarze. I obchodzą mnie one tyle samo.
Jak każdy miewam czasami gorsze dni i wtedy robi mi się z ich powodu zwyczajnie smutno, ale czy mam na to wpływ? Jedyne życie, które realnie mogę odmienić to moje własne i to jest kierunek, w którym zmierzam. A odczucie bryzy na odsłoniętej skórze znacząco poprawia mój komfort latem.

Pomyśl o tym od tej strony. Poza tym – jesteśmy narodem Parawaniaży, nie mylić z parweniuszami. Na plaży okopujemy się w swoich norach, zawsze możesz się na początek rozebrać w zaciszu własnego plażowego

7. Napisz czarny scenariusz

Trąci kołczingiem, ale mnie akurat pomaga: odpowiedz sobie na pytanie co najgorszego może się stać, kiedy wyjdziesz na plażę w stroju kąpielowym. Mówię tutaj o realnych przykrościach, nie kosmicznych głupotach w stylu rozstąpienia się ziemi. Zatrzesz się, ktoś skomentuje, I CO Z TEGO? Co jeszcze się może zdarzyć? Puść wodze wyobraźni – może się okazać, że nazwane zagrożenia nie są nawet w połowie tak groźne jak te, które sobie nie do końca wyobrażamy.

Uciekam się do tego za każdym razem, kiedy czegoś się boję. Jestem jedną z tych osób, które stojąc nad urwiskiem zdecydowanie NIE zastanawiają się a co jeśli polecą? Nie. Jestem Królową Czarnych scenariuszy i boidudkiem. Kiedyś wstydziłam się do tego przyznawać wierząc, że skoro świat widzi we mnie lokomotywę, to ja muszę temu wizerunkowi sprostać. Zarządzanie strachem jest ważniejsze, niż nieodczuwanie do w ogóle.

I najważniejsze: weź głęboki wdech

I pomyśl, jakie to cudowne uczucie, wystawić na słońce/bryzę/co kto lubi, praktycznie całe ciało. Jakie to daje… poczucie wolności i siły. Myślenie o tym jak układa się Twoje ciało, albo czy Twoje fałdy przypadkiem nie urażają czyjegoś wątpliwego poczucia estetyki nie mają większego sensu.
Skoro zaszłaś tak daleko, możesz równie dobrze poklepać się po plecach i cieszyć chwilą. Zasłużyłaś.

I już. I koniec poradnika. Idź, rób co chcesz. Wyglądaj grubo i miej to w poważaniu. Enjoy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

19 comments

  1. Jedynymi osobami, które tak naprawdę obchodzi nasza dupa w bikini, jesteśmy my. Serio. 99% ludzi na plaży ma to gdzieś. Dałyśmy się zbombardować fotami przed i po, horrorycznymi reklamami z odliczaniem do lata i ciągle myślimy, że „trzeba się za siebie wzionść, bo idzie lato”. Obserwuję to zjawisko co roku, jak rozlewa się jak tsunami po wszystkich kobietach, bez względu na ich cyferki na metce i wadze. Nie dajmy się temu tsunami porwać. Każda dupa zasługuje na przyklejony do niej plażowy piasek, spalony poślad i wodę. Nie musimy sprawiać, by zasługiwała.

  2. Jako że stroje plażowe bliske są tematowi bieliźnianemu, mimochodem wchodzą mi w oczy te wszystkie “jak dobrać kostium kąpielowy”, lejące się zewsząd, gdy tylko niebo przestaje przypominać szarą szmatę. Że jakie majtki na jaką pupę, że jak biodra wąskie to wycięte o tak, że jak szerokie to śmak, że jak brzuch to wyszczuplający model jednocześciowy z dekoltem w serek, że jak biust duży to to, a jak mały to śmo. Matko jedyno! Jakże odświeżająco jest przeczytać coś zupełnie innego w temacie plażowym! Pod wszyskim podpisuję się oczywiście, choć przyznam, że moje doświadczenie z gorącym piaskiem jest nikłe. Wakacje kojarzą mi się prawie wyłącznie z górami i chodzeniem, nie z morzem i leżeniem, i może dzięki temu nie mam traumy, jakoś udawało mi się zawsze uniknąć “przygotowań” do sezonu plażowego 🙂

  3. a ja tylko dodam: SUNBLOCK!
    nie olejek do opalania, ale ochronny, poparzenia słoneczne to paskudztwo a jak mamy tatuaże, to je szlag trafia
    mnie do używania mleczek ochronnych zmusiła moja tatuatorka właśnie mówiąc, że jej dzieł nie szanuję i w te pędy się paćkać już już już, bo ona nie może patrzeć na mojego biedfnego przypieczonego liska
    teraz nabożnie smaruję jak tylko ogryzek słońca się pokaże (nie zapomnijmy o stopach i uszach, rany jak to boli jak się spieką!)

  4. Możesz też NIE IŚĆ NA PLAŻĘ! Jest tam straszliwie gorąco, nudno, piasek włazi wszędzie, a wokół tłoczą się masy ludzi. Ja unikam plaży od lat i bardzo to sobie chwalę.

    Co do meritum, to problem mogą stanowić np. bliscy współurlopowicze, którzy co i rusz będą rzucać pozornie troskliwe uwagi, albo koleżanki zamartwiające się wielkim brzuchem w rozmiarze 40 i komentujące figury innych ludzi.
    Przykre jest też to, że jeśli człowiek co i rusz czyta negatywne komentarze o grubych, to potem podejrzewa, że część osób w realu myśli tak samo. I to jest naprawdę mało przyjemne.

    1. “Możesz też NIE IŚĆ NA PLAŻĘ!” – no cóż, ja też nie rozumiem tego obowiązkowego połączenia letniego urlopu z plażowaniem, ale uznaję, że ludzie są różni i mają prawo lubić coś, co mnie pociąga w najlepszym razie średnio. Z drugiej strony, istnieją na świecie plaże mniej gorące i zatłoczone, na których przyjemnie się leży, moczy tudzież spaceruje w skąpem odzieniu, morze szumi, a wiatr przyjemnie chłodzi.

      1. Oczywista, to najpiękniejsze, że jest dowolność. Byle faktycznie, była dowolność, a nie światło stopu w postaci kompleksów

    2. No właśnie trochę mnie dziwi ta powszechność plażowego strachu. Tak jakby Polacy obowiązkowo mieli wolne w lipcu i wszyscy udawali się na plaże, żeby tam lec pokotem 😉 Przecież letni sezon wyjazdowy może trwać od maja do października, a pusta lipcowa Warszawa ma sporo uroku. No i nawet latem można odpoczywać na wiele sposobów. Więc nie wiem, czemu kobieta, która nie czuje się komfortowo w kostiumie kąpielowym, miałaby wyjeżdżać latem nad morze?

      Z drugiej strony może jestem rozbestwioną warszawską singielką, a sytuacja matek małych dzieci jest inna?

      1. A czemu nie miałaby? Wpis dotyczy stricte traumy kąpielówkowej, nie alternatywnych sposobów na spędzanie urlopu.

        Współdzieliłam ją z niezliczoną rzeszą kobiet, piszę o tym, co znam 🙂 Nie ma obowiązku wychodzenia na plażę czy kąpielisko. Nie ma też obowiązku niewychodzenia, kiedy jest się grubym.

        1. Może to kwestia różnych traum? Bo dla mnie dużo bardziej dotkliwe jest wspomnienie braku aprobaty otoczenia dotyczącej mojego wyglądu i sposobów spędzania wolnego czasu. I drogą prób i błędów doszłam do tego, że jednak mniej przykrości niesie ze sobą realizowanie własnych planów niż dostosowywanie się do oczekiwań innych.

          Więc jeśli kogoś stresuje myśl o obnażaniu się na plaży, to naprawdę warto żeby się zastanowił, dlaczego w ogóle na tę plażę wychodzi. A jeśli ma po temu poważne powody (np. małe dzieci, które kochają plażę), to niech się chociaż nie oszukuje się, że robi to dla przyjemności. I niech uwzględni w planach urlopowych aktywność, którą naprawdę lubi.

  5. Świetne podejście! Najważniejsze to po prostu wyjść i cieszyć się plażą! 🙂

    1. dokładnie,na golasa, w bikini a nawet okutana od stóp do głów – jak tylko chcemy 😛

  6. Tak, tak!
    Jak mieć ciało gotowe do bikini: Czy masz ciało? Czy masz bikini? Załóż to drugie na to pierwsze. Voila, udało się. I tyle. Więcej nie trzeba.

    Jak te wszystkie zacne rady o chowaniu brzucha, maskowaniu nóg, drapowaniu pupy, modelowaniu biustu są w gruncie rzeczy dyscyplinującym nahajem.
    Kiedy idę na plażę, to idę tam, w kolejności od najważniejszego: 1. Jeśli tylko się da – PŁYWAĆ, w miarę możliwości z maską i oglądać wodne źwirzątki (takie rzeczy tylko w ciepłych wodach, chlip)2. Grać w coś siedzącego i gadać 3. Grać w piłkę/badmintona/inne cosie 4. Przysmażyć odwłok
    Nie idę tam się laszczyć, nie idę tam brać udziału w konkursie na Najchudszą Nogę i Bikini Bridge, nie idę tam szukać męża, porównywać się, dostawać kompleksów, cholery i piegów. Tzn. piegów mogę dostać, lubię je.

    Plaża to nie klub z selekcją. Nie róbmy sobie tej selekcji same, we własnym mózgu.

    1. Doskonały komentarz! Plaża jako miejsce laszczenia się to koncepcja tkwiąca w głowach masy ludzi, kobiet zwłaszcza. Pamiętam z czasów nastoletnich nadmorskie wakacje z koleżankami – jedna była gruba i miała z tego powodu kompleksy, druga była chuda i miała jeszcze większe kompleksy (co do dziś trudno mi zrozumieć, bo wyglądała jak przeciętna dziewczyna w jej wieku). Obie jednak przezwyciężając owe kompleksy smażyły się dzielnie codziennie, ponieważ najważniejszym celem wakacji było wrócić z nich Opaloną (ja też miałam kompleksy – że jestem blada i słabo się opalam, dziś mam dreszcze na myśl, że nie miałam nawet kremu z filtrem). No i faktycznie dla nastoletnich dziewcząt ta plaża to było solarium i konkurs piękności w jednym. Może niektórym to na stare lata zostaje? 😉

      By the way, dziś z pewnym smutkiem przeczytałam na jednym z blogów, na który czasem wpadam, bo prowadzi go elegancka pani po pięćdziesiątce (skarb w świecie, w którym po przekroczeniu czterdziestki najwyraźniej odcinają ludziom internet) post o tym, jak autorka „pofolgowała sobie” i przez to dorobiła się brzucha, no i teraz przed plażą musi go obowiązkowo zrzucić… Tu mała dygresja oftopicznie feministyczna. Był to post o diecie pudełkowej (do której to koncepcji nic nie mam – sama używam i lubię), a pod nim coś, co jeszcze bardziej mnie zasmuciło – komentarz z pytaniem, czy mąż też jest na tej diecie, bo jak nie, to przecież i tak MUSI MU GOTOWAĆ. Ech, kobiety mają naprawdę przechlapane na tej planecie.

    2. @SHIRAISHI napisał(a):
      “Czy masz bikini? Załóż to drugie na to pierwsze.”

      No więc właśnie czasami ten warunek wcale nie jest taki łatwy do spełnienia 🙁 W pewnych rejonach rozmiarowych, kupno pasującego kostiumu wcale nie jest takie łatwe. I wymaga raczej planowania z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i zamrażania pieniędzy w przesyłanych pocztą kostiumach, a nie krótkiej wycieczki do sklepiku przy plaży.

      1. Wiem. 🙁 I to nie jest miłe, że najczęściej rozmiarówka dwuczęściowych kostiumów kąpielowych kończy się na rozmiarze 40, w porywach do 42. Za to ceny od tego rozmiaru stają się nieprzyjemnie trzycyfrowe – a kolory zawężają się do czerni, granatu i czerwieni.

        Chodziło mi o to, że pójście na plażę nie powinno mieć wyśrubowanych warunków do spełnienia. To nie jest przejście Orlej Perci, gdzie należałoby mieć: porządne buty, kondycję, doświadczenie w chodzeniu po górach, odporność na ekspozycję, wodę, plasterki itd. To powinna być taka sama decyzja, jak pójście do kawiarni, do kina, na spacer: chcę, to idę.

        I jest coś bardzo nie tak w naszej kulturze, że sami/same sobie próbujemy regulować, którym rodzajom ciał co wolno.

  7. Bardzo pozytywna notka ogromny dystans do siebie i innych. Lepiej byc grubsza jak autorka niz wiecznie nie zadowolona na diecie. Piszac to jestem kobieta o przecietnym rozmiarze ale to bycia fit mi daleko

  8. Ale się uśmiałam 🙂 Najważniejsze to mieć dystans do siebie i kochać siebie. Ja kiedyś miałam problem tylko w odwrotną stronę. Jestem osobą bardzo szczupłą i dosyć często słyszałam komentarze typu ” płaskorzeźba” ” szpak” ” kościotrup” to bolało bo to były słowa od bliskich osób . Teraz zupełnie się tym nie przejmuję, lubię siebie, lubię swoje chude nogi i grabiaste łapy 🙂

    1. okropne, że to się przytrafia nam wszystkim!

  9. Trafione w sedno! Super prawdziwy tekst…