Wpis i wciśnij enter.

Moda na ciałopozytywność?

grupa grubych kobiet tańczy w samej bieliźnie, trzymając się za ręce

Jadąc dzisiaj rano do pracy myślałam o nieszczęsnej bluzie LPE, którą wczoraj, na chwilę, marka wypuściła na rynek. Ta krótka chwila wystarczyła, żeby o bluzie usłyszał cały anglojęzyczny Internet plus size.

 

Wstaje sobie człowiek rano, idzie na kibel zrobić prasówkę i pierwszym, co rzuca mu się w zapuchnięte jeszcze oczy jest zdjęcie bardzo młodej, bardzo ładnej, bardzo białej i bardzo szczupłej* ubranej w szarą bluzę z dresówki z napisem „Being fat is not beautiful, it’s an excuse / Bycie grubym nie jest piękne, jest wymówką”.

 

(*tak, wszystkie te przymiotniki są niebywale ważne, gdyż przypominam uprzejmie, że u zarania dziejów body positivity powstała nie dla pozujących w legginsach, wyginających się w udawane fałdy dziewczyn ze środka rozmiarówki znakomitej większości producentów odzieży, a dla ciał, których pokazywać nie chciał nikt. Niemłodych, niebiałych, nieładnych i nieszczupłych. I nie, to co napisałam to nie jest dyskryminacja młodych dziewczyn, bo każdy ma prawo do swoich kompleksów.

Nie zmienia to w niczym sytuacji, że jeśli ktoś ma fałdy dopiero kiedy się wygnie, to zwykle koło grubego co najwyżej siedział w tramwaju. I nie, nie kwestionuję, że szczupłe, ładne, młode i białe kobiety mogą mieć problem ze swoim wizerunkiem w kontekście społecznych wymagań.

modelka Paloma Elsesser stoi w sportowym stroju na tle industrialnych betonów. Prezentuje stanik i leginsy z linii Nike+

Ale powiedzmy to sobie uczciwie: jeśli ktoś ma obiektywnie normatywne ciało, to ono pozostaje normatywne, nawet jeśli jego posiadacz go nienawidzi.)

 

Umówmy się, że to był jeden z tych poranków, kiedy kawa nie była mi szczególnie potrzebna. Półtorej długości ekranu smartfona później trafiam na długi, jak to u Leny Dunham, opis drugiej strony medalu. Czyli na wyjaśnienia, że bluza była częścią małej kolekcji – projektu powstającego we współpracy z między innymi w/w Leną i innymi twarzami amerykańskiej rozrywki i kultury. Tymi, które regularnie mają w Internecie kontakt z cudzą umysłową sraczką, tj. hejterami.

Napis, jak wyjaśniała, to cytat z jednego z komentarzy Palomy Elsesser, modelki plus size, której twarz znamy np. z kampanii Nike+

 

Promocja otyłości i włosy na nogach

 

Cała ta historia to jest nic innego, ja przydługi wstęp do rozważań na inny temat. Temat, który pojawił się w mojej głowie po obejrzeniu krążącego na moim FB filmiku, w którym aktywistki bo po kategorycznie się rozprawiały z czerpiącą z ich dorobku branżą reklamową.

Obracam temat w głowie od wielu tygodni i chciałabym Was zapytać, co sądzicie o zjawisku, jakim jest moda na ciałopozytywność?

 

Niewątpliwym plusem

 

popularyzacji, a może nawet mody na ciałopozytywność jest to, że mało zostało korzystających z Internetu ludzi, którzy nie zetknęli się jeszcze z tym zjawiskiem. Jak to bywa z internetowymi modami, każdy poczuwa się do tego, żeby mieć zdanie, nawet jeśli nie ma zielonego pojęcia co i o czym pisze. Wracając do faktów – ciałopozytywność  zaistniała.

 

Jeśli wstukacie w instagram #bodypositive, dostaniecie (w chwili gdy to piszę, rzecz jasna) 6,9 mln wyników. To tak, jakby bez mała co szósty Polak wstawił do Internetu swoje zdjęcie z tym hasztagiem. Uf, sporo. Ciałopozytywne selfiaczki z siłki, belfie (czyli selfie tyłka), ciało pozytywne wciągnięte brzuchy, twarz umalowane na wysoki połysk, ciałopozytywne tyłki w majtkach, dzióbki, garsteczka ciałopozytywnych grubasek.  

 

O ciałopozytywności piszą wszyscy i wszędzie. Promocja otyłości i włosy na nogach – mam wrażenie, że tak statystycznie kojarzy się Polakom fantastyczny ruch, który u korzeni przynosi ludziom bardzo wiele dobrego w zakresie wolności osobistej.

Przykre? Może to źle zabrzmi, ale jeśli chodzi o moją piękną ojczyznę, to ostatnio bardzo często jest mi przykro.

 

Po ciemnej stronie księżyca

 

zapis krótkiej rozmowy z instagrama, w któej tłumaczę że pokazujemy grubych ludzi, bo każdy ma prawo do obecności w social mediachpozostają ciała, dla których wyszykowano to miejsce. Spięte pupy i wciągnięte brzuchy odsuwają na drugi plan fałdy i odcienie nienormatywności. Nasze miejsce do reprezentacji PEŁNEJ palety cielesnych form jest szturmowane przez marketing całego świata. Która z Was wiedziała o co NAPRAWDĘ chodziło w ciałopozytywności, zanim przeczytała to tutaj, czy u zagranicznych? Żaden wstyd, ja też ciągle się uczę i odkrywam w tym ruchu nowe, fascynujące smaki.

 

Wrócę jeszcze do tej promocji otyłości, bo to jest kwestia, co do której nie umiem się zdecydować czy bardziej mnie już nudzi i nuży, czy może jednak wkurza. Ciałopozytywność nie jest rozmową o cudzym zdrowiu! Ani w kontekście chorób, ani w kontekście niepełnosprawności, ani w kontekście wagi. Koloru skóry, wieku, urody, stanu posiadania, etc. Jeśli miałabym wybrać jedną informację, którą od teraz do końca świata będzie się podawało ludziom z hasłem “ciałopozytywność”, to wybrałabym to, powtórzę:

 

W ciałopozytywności nie chodzi o niczyj stan zdrowia.

CHODZI O REPREZENTACJĘ!

 

Moda na ciałopozytywność, czyli bańka z koniem

 

Nie wiem czy istnieje jedyna słuszna odpowiedź na pytanie o moralną ocenę popularyzacji ciałopozytywności, body positive. Cały ten “ciałopozytywny marketing”, moda na ciałopozytywność spłyca i spłaszcza ruch, który dla mnie jest w tej chwili życiową misją. Nic nie tłumaczy ludziom, którzy lubią przecież podziały i kategoryzacje. Nie przynosi rozwoju duchowego, bo umówmy się: awantur, które przewaliły się przez plus sajzowe grupy w kontekście Cosmo z Tess na okładce naprawdę nie można uznać za krzepiące.

 

Ale z drugiej strony – mniejszy plus size w mediach, to jest stopa włożona pomiędzy drzwi a futrynę medialnych standardów kobiecego wyglądu. Co nie?

 

Pozostaje mi siedzieć w mojej bańce – słuchajcie, tak dawno nie było żadnego hejtera na blogu, że prawie zapomniałam, że ludzie naprawdę wierzą w farmazony o promowaniu otyłości – i obserwować rozwój wydarzeń.

 

I częściej, dla własnego spokoju ducha, powtarzać sobie: Możesz pokazać ludziom ciałopozytywność, ale nie zmusisz ich, żeby ją zrozumieli.

 

______

Główna fotografia tego wpisu to dzieło Mileny Pauliny z insta @olhardepaulina. Zalecam polubienie zdjęcia i profilu. Wiecie, tak w ramach podziękowania za to, że jest.

View this post on Instagram

eu ainda acho incrível o sentimento que nasce quando você une mulheres.⠀ ⠀ não canso de me surpreender em ver isso acontecendo em todos os coletivos. ⠀ eu junto mulheres que muitas vezes nunca se viram,⠀ e peço total entrega,⠀ peço total confiança,⠀ peço total verdade.⠀ e sempre é incrível.⠀ ⠀ as vezes fico triste por receber algumas mensagens de mulheres que dizem que não participam do coletivo "Eu, gorda" por não se sentirem a vontade de posar na frente de outras mulheres,⠀ mas eu entendo.⠀ eu entendo como a sociedade tende a nos separar,⠀ a nos jogar umas contra as outras,⠀ por medo do que podemos fazer juntas,⠀ por medo do quão fortes nós somos quando nos unimos.⠀ ⠀ esse é um post rápido só pra incentivar que você se una a outras mulheres,⠀ que vocês juntas tentam mudar o mundo,⠀ ou que vocês juntas apenas se entreguem e confiem no que vocês podem se tornar.⠀ ⠀ se você chegou até o final desse texto,⠀ então não perde tempo,⠀ se une com suas semelhantes,⠀ queimem tudo juntas.

A post shared by Milena Paulina (@olhardepaulina) on

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

2 comments

  1. Chciałam zapytać o to zdjęcie Mileny. Czy ona i Ty znacie Miss Shyly z DeviantArt? To świetna modelka, która kiedyś pozowała do niemal takiego samego zdjęcia, z tą różnicą, że modelki były nagie. Polecam poszperać i pooglądać, bo zdjęcia są zachwycające. 🙂

  2. Myślę, że bardzo trudno mówić o ciele ludzkim w ogóle, z wyłączeniem kwestii jego sprawności i zdrowia. Przecież to najważniejsza „funkcja” naszych ciał – czy to ładnych czy brzydkich. Bez hejtu, bez pogardy, bez wyszydzania, bez nadwyżki znaczeniowej – jak najbardziej, jestem bardzo za tym, ale od aspektu zdrowotnego się nie ucieknie w rozmowie o ciele. Bardzo chciałabym, żeby ciałopozytywność robiła taką społeczną robotę- żeby panie nie zostawiały swoich pieniędzy w salonach kosmetycznych a w studiu rehabilitacji np. Widzę codzień w autobusie mnóstwo starszych pań – z opuchniętymi stopami, widocznymi skrzywieniami itp. dodatkowo męczące się butami na obcasie i zupełnie niepraktycznymi spódnicami. Wolałabym widzieć te panie w dobrze dobranym obuwiu ortopedycznym i w dresie – wolne od głupich stereotypów i wbitych w głowę przekonań, za to mniej obolałe. To nie tak, że mnie obchodzi ich zdrowie – obchodzi mnie, kiedy ludzie robią sobie nawzajem krzywdę przez stereotypy.