Wpis i wciśnij enter.

Ciałopozytywność wypaczona czyli wszystko dla klików

Taki mamy dzisiaj dzień, że bardzo bym miała ochotę wypisać się z internetów. Zalana przez pełzający fatszejming po szyję, szukam stopą suchego lądu. Niby wiadomo, że to kiedyś musiało nastąpić – popularyzacja każdej idei niesie ze sobą etap burzliwych, pozbawionych znamion głębszej refleksji dyskusji publicznych. ciałopozytywność nie jest w tej kwestii wyjątkiem.
Kiedyś ludzi oburzał wegetarianizm. Ciągle jeszcze oburza feminizm.

Ciałopozytywność Na łatwiznę

Droga, którą wybrałam, czyli bycie tą grubaską, która zaprze się w progu i publicznie pokaże faka kulturze diety oznacza ni mniej, ni więcej, jak poczuwanie sie w obowiązku do stawania w każdej, najgłupszej nawet dyskusji na temat cudzego widzimisie o ciałopozytywności. Codziennie czytam o sobie, że jestem zwyczajną idiotką. Czasami w dodatku dybiącą na cudze życie, bo przecież nadwaga to jest samodzielne wpędzanie się do grobu. Mało osób gotowych jest przyznać mi, że w gruncie rzeczy, gdzieś w tych zwałach gadającego tłuszczu jest człowiek. Ciosy spadają czasami z najmniej oczekiwanej strony. To niesamowicie smutne, kiedy świetne, bystre dziewczyny o poglądach zbliżonych do moich nagle mówią mi, że może jestem dosyć inteligentna, żeby wraz z nimi domagać się praw kobiet, ale już nie dosyć rozgarnięta, żeby samostanowić o moim ciele. Przecież się zabijam. Tłuszczem.

Jestem ok, kiedy mówię, że aborcja powinna być niezależną decyzją zainteresowanej.
Nie jestem dostatecznie człowiekiem, kiedy mówię, że jestem gruba i zadowolona ze swojego życia. I że się nie zamierzam odchudzać.

Robię sobie screenshoty tych konwersacji. Serio. Następnym razem, kiedy ktoś mi powie, że rezygnując z odchudzania idę na łatwiznę, każę mu to wszystko przeczytać. Każde ociekające pełzająca pogardą zdanie, które czytam, bo czuję że muszę. Każdą dyskusję, w której uczestniczę, bo czuję, że ktoś powinien bronić naszego naturalnego prawa do wyboru własnej drogi. Tego samego, w imieniu którego wychodzę protestować na ulicę.

 

#promocjaotyłości #mojepodatki

Świat stoi cynizmem. Ciałopozytywność zaczęła się klikać i kwestią czasu było, aż skala ją mamzdanizm. Mamzdanizm to jest taka choroba cywilizacyjna XXI w. – mam zdanie i wszyscy muszą je poznać. Nie ominęła niestety też jednego z moich ulubionych dotąd blogów, którego autorkę miałam za osobę rzetelną i błyskotliwą.
Napisała mi dzisiaj w swoim tekście, że jestem chodzącą żenadą. Że wypaczam samoakceptację i wpędzam Was, moje Syreny, w pewną śmierć. I że ona sobie tego nie życzy, żeby z jej podatków leczono moje miażdżyce.

na zdjęciu potrestujacy tłum, na pierwszym planie transparent z apisem "my body my choice"Ten sposób mówienia o ciałpozytywności kojarzy mi się z rekcjami mężczyzn na #metoo. Skoro dajemy sobie i innym kobietom prawo do określania co narusza naszą intymność, a co jest gwałtem w kwestii seksu, to dlaczego wciąż zachowujemy szowinistyczny protekcjonalizm wobec ludzi mówiących “jestem grubasem i kocham swoje życie”? Nie wierzę, że jestem jedyną osobą, która widzi tu analogię i wietrzy hipokryzję.

Potrafimy powiedzieć #ImWithHer. Dlaczego nie #ImWithFatty?

To nie tylko podwójne standardy. Hejtowanie grubasów jest bardzo medialne. Klikogenne. Tak długo, jak nagrodą za cynizm będą kosmiczne zasięgi, takie teksty będą powstawały. Bo znajdą się ludzie, którzy ku uciesze internetowej gawiedzi nakładą nam, że jesteśmy idiotkami, które gadki o ciałopozytywności kończą w cukierni powolnym obsuwem w bolesna śmierć z powodu miażdżycy, cukrzycy i innych, zwyczajowo wiązanych z otyłością przypadłości.

 

Trolling “na zdrowie”

Wspólnym mianownikiem wszystkich tych pomników ludzkiej myśli jest nieuzasadnione poczucie wyższości (nawet jeśli nie całkiem uświadomione, to przecież obecne). Przecież grubaska nie wie, że jest gruba. Przecież nie wie, że nie powinna jeść hamburgera. Nie wie, że powinna się ruszać. Żadna z tych mądrych głów nie rozumie i naprawdę nie chce zrozumieć głównej idei ciałopozytywności, którą jest SZACUNEK DLA KAŻDEGO.
To jest sedno. To jest to, o co walczymy.
Szacunek.

Przerażone, drobnomieszczańskie w swojej naturze krzyki, że ojej, przecież to dla Twojego dobra i w zdrowym ciele, zdrowy duch nie mają nic wspólnego z PRAWDZIWĄ TROSKĄ o dobrostan drugiego człowieka.
Nie łudźcie się. Obcych ludzi w internecie gówno (pardon my french) obchodzi Wasze zdrowie. To tylko sposób, żeby nam, grubaskom, pokazać gdzie nasze miejsce. Że w porządku dziobania mamy pokornie i bez pyskowania zająć ostatnią lokatę i czekać, aż łaskawe panie pozwolą nam dokończyć te resztki praw człowieka, które spadną z obsadzonego przez Mądrych Dorosłych stołu.

Dlaczego tak trudno udzielić innym tych samych praw, których się żąda dla siebie? Co takiego jest w koncepcie rezygnacji z udziału w kulturze diety, że uruchamia w ludziach zwierzęce instynkty wykluczenia ze stada tej jednej zawalidrogi, która nie chce wytarzać się w tym samym błocie co reszta?

 

Za każdym razem odchorowuję te dyskusje obrzydzeniem do świata.

I za każdym razem biorę w nich udział, bo wierzę, że reprezentacja jest ważna. Że ważne jest uczestnictwo. Pokazały nam to inne, walczące o swoje prawa do odejmowania decyzji mniejszości. Dla nas też jest miejsce.

Sam fakt, że ludzi, którzy czują potrzebę wytłumaczenia nam jak bardzo nie mamy prawa żyć w naszych tłustych ciałach jest coraz więcej świadczy o jednej bardzo ważnej, a często przeoczanej kwestii: rozmowa o grubych ciałach weszła do mainstreamu. Ciałopozytywność odbiła się w świecie szerokim echem. Jesteśmy na okładkach, w telewizji i internecie. Tak dużo już się zmieniło, a jeszcze taki kawał drogi przed nami!

Tylko się nie możemy dać. Musimy wychodzić do ludzi, rozmawiać i tłumaczyć. Uczyć. Pokazywać, że ciałopozytywność to nie babajaga do straszenia dzieci.
Bez solidnego przykładu nie zmienimy nic dla tych śmiesznych małych ludzików, które każdego rana mi hałasują za oknem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

15 comments

  1. Jesteś bardzo dzielna i mocno Cię przytulam.

    1. Dziękuję, Wumie. This means a lot.

  2. Tolerancja kończy się tam, gdzie kończy się moda na to co aktualnie „można”, „wypada” tolerować i szanować. Potem jest już cały ocean g.

    1. Nałykałam się od wczoraj, nie powiem, że nie.

  3. Mądre, prawdziwe i smutne… dorzucę swój manifest: ” jestem jaka jestem (czy. gruba) bo lubię jeść, lubię makaron i pachnące pieczywo czosnkowe, lubię też wino… A jak się już najem to lubię leżeć… jestem gruba nie ze względu na hormony, słabą wolę, ciążę czy inne takie… jestem gruba i zadowolona ze swojego zycia, czas dzielę między pracę, która lubię, rodzinę i leżenie naprzemiennie z jedzeniem… tak, z Twoich podatków będę może leczyć miażdżycę, tak jak Ty zepsute zęby i depresję, więc następnym razem zanim napiszesz mi żebym schudła umyj zęby i łyknij swoje leki… oczywiście zrób tak w imię swojego zdrowia, które tak mi leży na sercu (wiesz, te podatki a kanałowe takie drogie…)

    1. I nic nikomu do tego!

  4. Bo ludzie są okropni. „Szacunek” to dla nich tylko takie abstrakcyjne słowo. Często obcując z ludźmi mam wrażenie, że jestem z innej planety, a obcuję przecież głównie z własnymi rodakami. Nigdy nie zrozumiem dlaczego ludzie pałają taką nienawiścią do każdego, kto się w jakiś sposób wyróżnia. Bo na obrzydliwe komentarze na ulicy jest w taki sam sposób narażona osoba otyła, czarnoskóra jak i nieprzeciętnie piękna. Oczywiście będą to zupełnie różne komentarze, ale mnie w głowie się nie mieści sam fakt głośnego komentowania wyglądu obcej osoby. Czemu? Po co? To samo dzieje się w internecie, tylko w dużo większym natężeniu, bo na ulicy jednak strach, że ta osoba coś odpowie. A przecież łatwiej jest traktować tego kogoś jak przedmiot, przedmioty nie reagują. Skąd takie zainteresowanie wyglądem drugiej osoby? Skąd przekonanie, że ta osoba powinna naszą opinię poznać? I czemu ta opinia zawsze musi być wyrażona w sposób obelżywy? Wielokrotnie zdarzyło mi się słyszeć na ulicy komentarze odnośnie mojego wyglądu i niezależnie od tego, czy w mniemaniu autora takiego komentarza był on pozytywny czy negatywny – dla mnie zawsze był obrzydliwy. Było łapanie mnie za tyłek, było „komplementowanie” części mojego ciała, propozycja kupienia mnie (!) skierowana do mojego chłopaka, były też komentarze odnośnie mojego „spasienia”. To się wszystko łączy – fatshaming, victimblaming, metoo – wspólnym mianownikiem jest totalny brak szacunku do drugiej osoby, brak dostrzeżenia jej człowieczeństwa, brak empatii.

    1. Krew mi w żyłach krzepnie jak czytam takie historie. To, że takie rzeczy się w ogóle dzieją to jest dowód na to, ile jeszcze mamy roboty przed sobą jako ludzkość.

      Wygląd skomentować najłatwiej, bo przecież nie da się podważyć np. tego, że jestem gruba. No jestem, no. Bardzo łatwo można sobie zorganizować dobre samopoczucie cudzym kosztem. Pyk, i już. To różnicowanie ludzi na lepszych – my i gorszych – oni to nasza prehistoryczna żyłka sprzed cywilizacji. Nie rozumiem tylko, że skoro ogarnęliśmy ogień i koło, jemy sztućcami i podcieramy tyłki, to czemu się tak kurczowo trzymamy tych podziałowych bredni?

  5. Napisałam to już w komentarzu pod recenzją “Dietolandu” Barb Grabowskiej, napiszę i tu: zdrowie i bycie zdrowym, nieważne w jakim rozmiarze, to niczyj zasmarkany obowiązek. To nie coś, co jestem komukolwiek winna, ani coś, co ktokolwiek jest winny mi. A dobry stan zdrowia to nie zawsze wybór. Cudze zdrowie tak na dobrą sprawę i tak nikogo nie obchodzi, czego dowodem jest to, że nie przejmujemy się stylem życia i stanem zdrowia wielu pojawiających się na okładkach osób, które dokonują kontrowersyjnych wyborów (np. zażywają narkotyki, wykonują nadludzki wysiłek fizyczny, uprawiając sporty ekstremalne, lub głodzą swoje ciało), jeśli tylko są szczupłej budowy ciała.

    Co zaś tyczy się “moich podatków” – cóż, te podatki idą też na pogruchotane kości osób uprawiających sporty (#justsayin, ale to przecież *dla zdrowia*, co nie?), wymiany stawów biodrowych i opiekę miażdżycowo-kardiologiczną u osób szczupłych. Ale może im bardziej wolno czerpać z funduszy, na które wszyscy się składają, tylko dlatego, że “milej” na takie osoby patrzeć?

    1. Najwyraźniej tak, lepiej się idźmy uczesać, bo emerytury też nie będzie.

      Widziałam ten komentarz i cieszę się bardzo, że zabrałaś głos – przeciwieństwie do błota, w którym się unurzałam na fb, to była wartościowa dyskusja i mam nadzieję, że jednak trochę dała do myślenia dziewczynom.
      Serio, mam wrażenie, że szacunek to jest najdroższa waluta XXIw.

  6. […] na przykład o tym, że będąc grubasami, mimo obowiązujących podwójnych standardów, wcale nie mamy obowiązku dietować całe życie. I łapię się na tym, że mimo szczęśliwego uniknięcia wszystkich Dukanów i innych […]

  7. Witaj, dzis pierwszy raz zajrzalam do Ciebie, bo zainteresowal mnie ten artykul.
    Nie jestem moze gruba, choc bywalam chudsza, duzo chudsza, ale…no wlasnie. Mam zylaki od zawsze – genetyka robi swoje. Miazdzycy sie dorobilam po drodze odkad zaczelam brac leki przeciwpadaczkowe. Dobre co? A biore je, gdyz ktos kiedys „madry” powiedzial, ze sport to zdrowie. Jezdzilam do pracy rowerem, kochalam to. Ale niestety pewien kierowca postabowil zniszczyc mi nie tylko rower, ale tez rodzine, moje dzieci, zdrowie i przyszlosc. Tak – przez niego jestem osoba z niepelnosprawnoscia sprzezona. Wczoraj opuscilam szpital po kolejnej operacji, ktorej nigdy miec nie chcialam. Od poruszania sie o kulach padly nadgarstki. A ile jeszcze mam do naprawienia, tylko ja I lekarze wiedza. I co smieszniejsze, miazdzyca i cukrzyca, to cjoroby nie tylko osob grubszych! Nawet tarczyca do takich nie nalezy!!! Tylko trzeba troche checi do zglebienia tematu i juz czlowiek jest ciut madrzejszy. Tak.samo osoba grubsza, czy nawet otyla moze byc niedozywiona, jak chudy wieszak. I tak samo oaoba grubsza, czy nawet otyla moze miec wyniki o niebo lepsze, niz chidy wieszak. Ale…tu znowu trzeba troche przysiasc i poczytac, by byc madrzejszym, a nie rzucac na lewo I prawo – bo z „moich podatkow beda Cie leczyc…a ja sobie tego nie zycze”. Ale to nie jest koncert zyczen! Nikt tak naprawde nie wie, co mu siedzi w srodku, dopoki nie zrobi dokladnych badan! A juz rzucanie haslami „z moich podatkow..itp” jest co najmniej nie na miejscu. Z prostego powodu – podatki placa WSZYSCY. Ci, co pracuja, maja renty, czy emerytury nieco wiecej od tzw obibokow zyjacych na koszt panstwa (czyli nasz), po tych pracujacych na czarno, by zyc na koszt panstwa (czyli nasz). W jaki sposob to sie dzieje? I znow trzeba troche przysiasc I piczytac, co jest duxo lepsze niz wykazac sie na gorum ignorancja. Kupujac zywnosc, ubrania, agd, benzyne, oplacajac prad czy gaz. Tak! W kazdej z tych materii ukryty jest…podatek moi drodzy! I placa go wszyscy bez wyjatku, czy chca, czy nie. Takze proponuje hejtujacej madrej glowie, by sie doksztalcila, a potem rzucala w twarz „nie zycze sobie, by z moich podatkow Cie leczyc, bo chcesz byc gruba”. Jestes czlowiekiem , istota majaca wolna wole, samostanowiaca o sobie. Masz w tej kwestii wybor. Jedynym wyjatkiem, gdzie wyboru brak jest kwestia zdrowia. Ja tez wolalabym byc zdrowa, niz chora. Ale ten wybor nie byl mi dany.
    Pozdrawiam Cie dzielna Kobieto! Zycze Ci zdrowia przede wszystkim. A reszta jest sprawa drugorzedna. Tak, jak wyglad, ktory sie zmienia kilkanascie razy w zyciu i niejedna chuda po ciazy zostaje grubaskiem. Z tym, ze czesto z depresja. Tak wiec lepiej cieszyc sie tym co sie ma i na co mamy wplyw, niz zamaartwiac rzeczami drugorzednymi.
    Pozdrawiam serdecznie, Gosia

  8. 😍😘 NIC wiecej nie musze pisac😍😘

    1. Cześć Ula!
      Od dawna Cię czytam ale po raz pierwszy komentuję.
      Kiedyś postrzegałam fat positivity bardzo stereotypowo (z tą różnicą że nigdy nie zniżyłam się do hejtu w necie ani w realu, chociaż myśli potrafiłam mieć dość paskudne). Na bloga trafiłam kiedy miałam słaby moment i potrzebowałam poczytać jakieś inspirujące babki. Z początku byłam trochę sceptyczna, ale że wciągnął mnie Twój styl pisania kontynuowałam lekturę. Po drodze otworzyły mi się oczy na wiele spraw i generalnie po raz pierwszy zrozumiałam czym tak naprawdę jest ciałopozytywność, o co chodzi pluskom i dlaczego jest to postawa która nie dotyczy tylko plusek, a z której i ja mogę czerpać (mam inne kompleksy). Także chciałam Ci tylko powiedzeć, że robisz dobrą robotę i tak trzymaj xxx

      1. Dziękuję za dobre słowo! I fajnie, że tu zaglądasz ❤️