Wpis i wciśnij enter.

Anatomia zmiany, czyli o tym jak szukając siebie, zmieniamy się na zewnątrz7 min. czytania

Galanta Lala w fioletowych lokach

Dzisiaj będzie osobiście. To znaczy – osobiście jest zazwyczaj, ale dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami opowieścią o mojej zmianie. Spokojnie, nie wrzucę teraz zdjęcia przed i po, żeby udokumentować cudowne odchudzanie. Pytacie często jak to się stało, że jestem tu gdzie jestem; skąd się wzięła ta ciałopozytywność i czy zawsze akceptowałam siebie. To są pytania, na które mogłabym opowiadać przez tysiąc i jedną noc. Nie wiem, czy słuchały byście mnie z równym zapałem co sułtan Szachrijar, dlatego dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć jedną z historii, które sprawiły, że mentalnie dorosłam do bycia Syreną Matką.

 

Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej go tam nie było

 

Okres, o którym mowa zostawiłam o przeszło trzy lata w tyle. W Łodzi kiełkowała wiosna, ja miałam stabilną i obciążającą nerwowo pracę, wynajęte mieszkanie w łódzkim śródmieściu i chłopaka nudnego tak, że na samą myśl o tym, że mógłby się oświadczyć, dostawałam poprzedzonych wysypką torsji. Żebyśmy zrozumiały sie dobrze – nie jego wina, żywiłam wówczas głębokie przekonanie co do tego, że dla innej może się okazać największym szczęściem świata. (Swoją drogą miałam wtedy rację!) Byłam niesłychanie nieszczęśliwa. Po wiośnie, jak to zwykle bywa, przyszło lato. Lato w centrum miasta ma tę właściwość, że człowiek wszystkie swoje problemy i rozterki ogląda jak pod lupą. Może chodzi o nie dający odporu nawet w nocy upał – w końcu rozgrzany beton niechętnie oddaje ciepło, a może o wyglądającą z bram nudę i wszechodczuwalny brak optymizmu.

Było mi źle, ale tak źle, że uciekałam z domu. Byle dalej, robić cokolwiek. Czułam, że ten moment, w którym trzeba będzie pociągnąć za sznur, żeby zmienić dekorację już tu jest, już pęcznieje, ale… nie miałam odwagi. Z lustra patrzył na mnie zmęczony trzydziestoletni diplodok i serio, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem był ten, w którym wraz ze swoimi białymi kotami zostaję sama samiuśka na stałe.

 

Czasami podróż tysiąca kroków zaczyna się od wizyty u fryzjera

 

Szukałam w sobie odwagi i szukałam, ale zamiast niej bezustannie odpowiadało mi echo jesteś bez szans. Brzmi okropnie znajomo, prawda? Nie to, że nie chciałam. Chciałam i to bardzo, ale strach przed wyimaginowanym Końcem Wszystkiego skutecznie trzymał mnie w miejscu; w relacji, która nie służyła nikomu.

Znasz to powiedzenie o tym, że każda lawina zaczyna się od małego kamyczka? Moim była diametralna zmiana fryzury. Cięcie, rozjaśnianie i koloryzacja – trzy wróżki chrzestne na samym początku sprawiły, że czułam się jak… smutny trzydziestoletni diplodok z grzywką. Z bardzo ładną grzywką! Z dnia na dzień w lustrze było coraz mniej diplodoka, a coraz więcej mnie, Uli.

Ta magiczna różdżka potrzebowała trochę więcej czasu, żeby zadziałać. Trzy lub cztery fryzury później poczułam, że coś się we mnie odblokowało. Jakby w smętnych strąkach, które do tej pory nosiłam, krył się cały ciężar gatunkowy, który mnie dociskał. Gdzieś w okolicach fioletu powiedziałam pas. I wszystko się zmieniło. Mały gest odwagi, żeby zmienić nienaruszalny dotąd status quo uruchomił znacznie potężniejszy mechanizm i pozwolił mi zakwestionować wszystkie przekonania, którymi wówczas żyłam.

Siła poszukiwania, siła odkrywania

 

Po fiolecie była grzywka, szary, zielony, magenta, karaibski turkus i znów fiolet. Pozorny banał, zwykła wizyta u fryzjera sprawiła, że spojrzałam na siebie na nowo. Chciałabym, żebyś pomyślała o tym przez chwilę. O tym, jak czasami coś zupełnie drobnego sprawia, że zauważasz siebie w innym świetle. Może chodzi o długość włosów, może o kolor bluzki, a może nawet o założenie szortów? A może chodzi o coś dużo głębszego, sumiennie tłumioną potrzebę wolności? Wyrażenie siebie. Zamanifestowanie tego, że jesteś.

 

 

Jeśli znajdujesz w sobie taki impuls – spróbuj za nim podążyć. Kiedy po raz pierwszy omawiałam z moją fryzjerką kolor i cięcie, nie sądziłam jeszcze, że to początek rewolucji. Że zaraz potem będą sukienki, odwaga, żeby pójść w swoją stronę, a potem… okres Wielkiej Randki! Tak! Nie mijam się wcale z prawdą pisząc, że gdyby nie ten pierwszy, niewielki z pozoru krok, nie tylko nie byłoby Grubych Randek, ale ba! nie byłoby Galantej Lali!

Teraz widzicie w jaką kulę śnieżną obrósł ten mały kamyczek?
Wszystko się zaczęło od kilku rozjaśnionych pasemek. Gdybym nie spróbowała, nigdy bym na to nie wpadła.

 

Eureka w szklance wody

 

Można oczywiście nazwać tę historię banalną. Można też spojrzeć na nią z perspektywy działającego mechanizmu: pierwsze kroki w kierunku zmiany znacznie łatwiej postawić zmieniając kolor włosów, niż wyprowadzając się na biegun północny.
Można to też odwrócić – to, że w tej chwili nie czujesz się gotowa żeby rzucić wszystko i zostać misjonarką ciałopozytywności, to nie ma w tym nic złego. Może na dzisiaj wystarczy założyć sukienkę i pokazać łydki? Spróbować po prostu tego, na co masz ochotę? Nikt nie zna wartości wielkich – małych kroków.
To ważne w świecie, w którym wydaje się, że są dla nas tylko dwie drogi: siedzenie w kącie albo wojowanie na ciałopozytywnym froncie.

Najważniejsze w moich poszukiwaniach było dbanie o siebie. Teraz znane jako modny self care, wtedy oznaczało dla mnie dwie rzeczy:

  • Mam świadomość możliwości odwrotu, jeśli zmian okaże się zbyt radykalna
    Zadbam o to, żeby moje włosy wyszły z tego bez szwanku
  • Wychodzenie ze strefy komfortu jest pożyteczne, co innego robienie sobie kuku.

Od dłuższego czasu na mojej głowie jest stabilnie, pole walki przeniosło się poza mnie. Odnalazłam w relacjach z sobą i swoim wizerunkiem homeostazę, takie bezpieczne gniazdo, z którego wypuszczam się w świat z szabelką. Nadal o siebie dbam, pilnuję równowagi. Nie daję się zatruwać i pozwalam sobie na regenerację.

Galanta Lala w turbanie - selfie z wanny

 

To samo zapewniam moim włosom.

Dbam o nie ostatnio z nową linią BIOVAX, tą limitowaną, z aktywnym węglem i jagodami acai. Mamy do dyspozycji super oczyszczający szampon micelarny, trychologiczny peeling do skóry głowy i odżywiającą maskę dla włosów pozbawionych blasku. Koktajl antyoksydantów (acai [czyt. asai] to brazylijski superfood, swojego czasu bardzo promowany przez Ophrę) i morskich minerałów, doprawiony znanym z detoksykującego działania węglem pomaga mojej zmęczonej miejskim klimatem czuprynie. Może to magia masażu, a może kwestia tego, że wartościowe składniki są w składach wysoko, ale podoba mi się nowra energia, którą zyskały moje włosy. Dla ciekawskich: Kosmetyki znajdziecie w Rossmannie – stacjonarnie i online TUTAJ.

Spośród trzech produktów z linii, moim ulubionym jest peeling. Szczególnie doceniam to, że drobinki, którymi wykonuję sobie masaż mózgu to zmielone łupiny pestki brzoskwini, nie syntetyczny, niemożliwy do odfiltrowania drobiazg. Staram się ostatnio myśleć bardziej o naszej planecie i wierzę, że takie drobne gesty jak nasze codzienne wybory w kwestii używanych produktów mogą wiele zmienić.

Ha, widzicie? Drobiazgi naprawdę mają znaczenie!

 

[Wpis powstał w ramach współpracy z marką L’biotica]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

5 comments

  1. Cieszę się, że Ci się udało, chociaż jakoś nie za bardzo rozumiem, czemu wcześniej nie strzygłaś się i nie farbowałaś zgodnie ze swoimi upodobaniami?

    1. Wrrr…od walcze z tekstem zmien fryzure.Bylam u dziesiatkow fryzjerow i prawde mowiac zaden nie byl wstanie odczarowac moich wlosow.A bywalam w naprawde dobrych.Moje wlosny nie znosza modelowania, farbowania i nadmiernego traktowania chemia.Nawet najlepsze strzyzenie nie pomaga ich okielznac.Wlosy to pierwsza rzecz do ktorej sie wszyscy czepiaja.Tekst zmien fryzure – powoduje u mnie sczekoscisk i agresje.Sczegolnie u facetow, ktorzy nie pojmuja, ze z moich wlosow nie da sie uhodowac plezyry za ramiona.

    2. A dlatego, że się nad nimi nie zastanawiałam. A do tego wobec fryzjerów byłam niesłychanie podejrzliwa, toteż farbowałam się i podcinałam własnoręcznie w domu

  2. Ulu, dzięki za ten wpis i za cały blog. Ja się cały czas jeszcze uczę, że mogę, że zasługuję, że sobie poradzę. Ale Twoje teksty bardzo mi pomagają, zaczęłam nawet chodzić na randki i nawet ktoś się ze mną umawia, no szok. Kończę też relacje, które mnie nie zachwycają, może ktoś powie, że zła decyzja, ale moja. Moja. Głowę to akurat mam dobrą, ale od niedawna ubieram się inaczej i właśnie takie małe zmiany to może początek czegoś większego:)

    1. Gratuluję Ci serdecznie! Małe zmiany są super, nigdy nie wiadomo dokąd doprowadzą!