Wpis i wciśnij enter.

Metafory wędliniarskie a polska szkoła internetowego chamstwa4 min. czytania

– Babciu babciu, a dlaczego siedzisz w internecie?
– Żeby Ci celniej dopiec, wnusiu!

Ta historia zaczyna się tam, gdzie w ostatnim czasie zaczyna się większość historii – w internecie. Coraz częściej czytam, że internet to bagno. Czuję że dzień w którym bezradnie przytaknę tej tezie zbliża się, choć aktywnie próbuję odsunąć od siebie tę myśl. Internet jest piękny i choć pełno w nim ludzi, z którymi nigdy w życiu nie chciałabym się zadawać prywatnie, to jednak jest dla mnie bezcennym źródłem inspiracji, wiedzy, rozrywki i wielu innych. Z frustracjami włącznie.
Pisałam w ostatnim czasie co myślę o ironii, znacie moje zdanie dotyczące dystansu, więc dzisiaj będzie o internetowym chamstwem, które przebrane za babcię Wolność Słowa jest nam wciskane do gardeł każdego dnia.

Widok komentarzy pod zamieszczonym na fanpage Ewy Michalak zdjęciem sprawił, że sięgnęłam po szabelkę.
Niewtajemniczonym powiemy tylko króciutko, że pod zdjęciem Ewki w nowym modelu biustonosza, takim z duża ilością paseczków zadano pytanie o propozycje nazwy dla tego modelu. Wśród mniej lub bardziej lotnych propozycji padły sakramentalne „szynka w siatce” i „Salceson”. No i się zagotowałam.

WAŻNE – ten tekst nie dotyczy li i jedynie tej konkretnej sytuacji. Dotyczy wszystkich takich „żartobliwych” komentarzy, które każdego dnia napotykam w internecie.

body shaming w owczej skórze

Można oczywiście tego nie rozumieć, zatem wytłumaczę, po to tutaj jestem. Oczywiście, na pierwszy rzut oka ani w szynce, ani w poczciwym salcesonie nie ma nic złego wprost. To jest koronny argument obrony internetowego chamstwa, bo przecież o co Ci chodzi, nikt w wprost nie napisał, że jesteś obrzydliwa. A jednak przypominam, że decyzją sądu Piekara za napisanie o Dorocie Wellman, że jej zajście w ciążę (domniemanie z powodu wyglądu, który to jest rozbieżny z estetyka w/w) nie grozi, dostał wyrok skazujący. Istnieje bowiem coś takiego jak kontekst, w którym umieszczone konkretne słowa zmieniają swoją wagę. I niby wszyscy to rozumieją, przynajmniej tak długo jak długo nie zaczynają tłumaczyć rozpylanych w internecie tzw. „inteligentnych inwektyw”. Wtedy nagle zapominają.

Istnieje też jeszcze jeden gatunek ludzi dopuszczających się takich zachowań, nazywam ich sobie roboczo dziećmi we mgle. To sa ci wszyscy, którzy są autentycznie i szczerze przekonani o tym, że nie palnęli nic niestosownego. I ja się przyznaję, że mam z nimi trochę problem: nie wiem, mianowicie, wierzyć czy nie wierzyć. Trudno jest mi wyobrazić sobie, że ktoś naprawdę może nie rozumieć szerszego kontekstu zwrotów, których używają.

Przebrany za dowcipne wędliniarskie metafory body shaming, czyli obśmiewanie cudzego ciała to nadal body shaming. Lubimy udawać mądrzejszych niż jesteśmy, wiadomo. Przecież to jest takie cool. A wiecie co smuci mnie jeszcze bardziej, niż takie losowe „dowcipki”? Używanie body shamingu, żeby się przed nimi bronić.

nie zgadzam się co do zasady

Można tez powiedzieć, że przesadzam. Że przecież to nic takiego, żarcik taki, trzeba mieć dystans i naprawdę nie ma o co się czepiać. a ponieważ jestem tu, żeby tłumaczyć, to chciałabym wyjaśnić Wam, Syreny, dlaczego publicznie reaguję na rzeczy, które mogłabym spuścić po brzytwie bo przecież nikt się na nikogo nie obraził.

Nie zgadzam się na internetowe chamstwo we wszelkich jego przejawach. Jestem ogromną obrończynią wolności słowa, ale uważam jednocześnie, że nie każdy objaw umysłowej sraczki należy rozsmarowywać ludziom po fanpage’ach. Serio. Jeśli na przykład nie podoba mi się czyjaś praca, nie interesuje mnie to, co robi, zwyczajnie idę sobie w drugi kąt internetu. Zanim napiszę coś niepochlebnego w internecie zastanawiam się zawsze, czy moje zdanie na ten temat jest ważne; czy może zmienić coś na plus, czy przyniesie rozwój, czy może zwyczajnie w takim zwykłym, niskim odruchu mam ochotę zrobić komuś przykrość. Warto zadawać sobie takie pytania, bo naprawdę – w internecie więcej jest krypto-chamów, niż Ty i ja tego byśmy sobie życzyły.

Uważam też, że zasad trzeba bronić, a piętnowanie internetowego draństwa w moim kawałku internetu jest jednym z filarów mojej działalności blogowej. Dlatego – jak widzicie – nie mam wyjścia. Wierzę w ludzkie przebłyski intelektu i to, że rozsądne argumenty trafiają do ludzi. Czasami nawet do tych twardogłowców, trzeba tylko cierpliwości i czasu.

Warto zwracać uwagę.

Warto rozmawiać i tłumaczyć, bo czasami, mimo braku światełka w tunelu udaje się otworzyć w czyjej głowie jakąś przytkaną arterię. Wierzę w ludzi – przecież każdemu z nas się to kiedyś zdarzyło. Wszystkie przez to przechodziłyśmy; przez ten okres, kiedy człowiekowi tak jest źle i tak niewygodnie, że wali czym popadnie w kogo popadnie. Bez znaczenia, bliski czy nie. Teraz jest nawet łatwiej, wystarczy otworzyć facebooka i zawsze się ktoś trafi.

Unikajmy tego. Każdego dnia pracuję nad sobą i chociaż nie zawsze mi się to udaje – zwłaszcza wtedy, gdy doświadczam negatywnych emocji – nie przestaję się starać. Wierzę, że warto, a Wy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

33 comments

  1. Mam troche „sama nie wiem”.
    Sama nazywam paskowe staniki siatka na baleron, bo mi sie calkiem zwyczajnie nie podobaja i licze ze moda na nie szybko sczeznie.
    Nazwa ktora nadalam ma zwiazek z modelem stanika, nie z wymiarami modelek – pierwszy raz widzialam paskowce na szczuplych, niezbyt biusciastych kobietach i manekinach.
    Biust mam spory, nie jestem wiotka dzieweczka, a te paski w dosc niekomfortowy sposob wrzynaja mi sie w biust, dekolt i inne czesci ciala, sprawiajac ze piersi wygladaja jak wedliny przygotowane do wedzenia (abstrahujac od faktu ze wylazi toto spod odziezy).
    Co gorsze jeszcze musialam pogonic sprzedawczynie, bo z uporem godnym lepszej sprawy mi usilowala wcisnac takie cudo.
    Z drugiej strony nic mi do tego co nosza inni ludzie i jak ktos kocha i czuje sie szczesliwy noszac takie cudo, to ciesze sie jego szczesciem, a jak mi sie nie podoba to sie moge nie gapic.

    1. Ależ! Nie jest przecież nigdzie ustanowione, że wszystko nam się musi podobać – mamy na szczęście w tym zakresie wolną wolę. Czym innym jednak są osobiste skojarzenia, czym innym jest pisanie o baleronach i innych salcesonach w odniesieniu do produktu firmy celującej w grupę klientów plus size. Jestem na tym punkcie wybitnie drażliwa, to prawda. Uszami mi wychodzą takie uwagi

      1. Tak samo nazywam ten sam model na kobiecie w rozmiarze 30A, to nie ma nic wspolnego z rozmiarem modelki, amen.
        Sama jestem plus size tak na marginesie.

        Nie jestem fanka produktow, ale bardzo szanuje EM za to ze po pierwsze szyje bielizne na wiele rozmiarow, a po drugie pokazuje produkty na roznych modelkach, chudych, grubych, takich i owakich.
        Nic mnie tak nie wkurza jak firmy szyjace dla rozmiarow powyzej 44 i prezentujacych kolekcje na modelkach rozmiar 32.

        Moge sie nie do konca zgadzac z ich koncepcja tego co jest ladne, seksowne ale doceniam ze staraja sie wyprodukowac cos, co podkresla ze powyzej rozmiaru L mozna nosic bielizne nie bedaca zgrzebnymi majciochami z bazaru i biusthalterem „Nadiezda Krupska”.

  2. To nie był Ziemkiewicz, ale rozumiem, gotowa jesteś na proces o zniesławienie go? 😉

    1. Racja jest to, że nie! Słuszna uwaga.

  3. Ja też się staram reagować i uświadamiać. Ale najgorsze, że być może ludzie, którzy nic nie mówią o swoim obrzydzeniu do mojego tłuszczu i tak go odczuwają. Nie wyrażają tego wprost tylko omijają mnie mniej lub bardziej szerokim łukiem 🙁

    1. Ciekawi mnie, dlaczego mimo padnięcia słów ‘być może ludzie, którzy nic nie mówią o swoim obrzydzeniu do mojego tłuszczu i tak go odczuwają. Nie wyrażają tego wprost tylko omijają mnie mniej lub bardziej szerokim łukiem’ wysiłek poświęcony w kreowanie rzeczywistości będzie włożony w uświadamianie ludzi zamiast w chudnięcie i zmienianie własnej percepcji. Zmienianiem własnej percepcji nazwałam zmiany myślowe.

      Dążę do tego, że w większości przypadków utrzymanie prawidłowej wagi jest prostsze niż zmienienie przypuszczalnego intencjonalnego działania społeczeństwa.

      Bo – jeśli chodzi o moralność – od ludzi nie można niczego wymagać, tylko od siebie.

      1. Bo łatwiej wymagać od innych, nawet czegoś tak karkołomnego, jak zmiana poczucia estetyki, niż od siebie 😉

        Ot powszechna cecha we współczesnym społeczeństwie ludzi nie chcących przyjąć na siebie żadnej odpowiedzialności. I nawet jeśli mają problem polegający na nieestetycznym wyglądzie, to wolą umiejscowić ten problem poza sobą i obarczyć nim innych. I wtedy to ci inni są winni, że im się tłuszcz nie podoba, a nie my sami, bo doprowadziliśmy się do stanu, w którym czujemy się ze sobą źle.

        1. Bardzo pięknie wykręcony ogonem kot. Wiadomo przecież, że nie można od społeczeństwa oczekiwać niczego, prawdaż.
          Zaakceptujmy wartość przemoc – nie tylko psychiczną, ale fizyczną może od razu też, a co tam! Lepiej kupić broń, niż wychowywać społeczeństwo do szacunku dla innych.
          Czy to nie brzmi podejrzanie znajomo? Nie mogę uwierzyć, że tak trudno to zrozumieć – wystarczy jedynie zmienić zestaw metafor, to naprawdę nie jest trudne.

          1. Przypominam, że dyskutujemy o wypowiedzi Magdaleny, tyczącej tego, że przeszkadza jej iż ludzie omijają ją wrokiem.

            Przemoc psychiczna w stosunku do kogokolwiek, bo wygląda moim zdaniem źle, jest prostactwem.

            Ale nie uważam też, aby moim obowiązkiem było wyrażanie aprobaty w stosunku do osoby moim zdaniem nieestetycznej. Jeśli ktoś ma twarz pełną pryszczy, to się nie gapię – czy ta osoba też powinna zgłaszać uwagi jak Magdalena? Gdyby tak było, również napisałabym o przenoszeniu odpowiedzialności za swój problem na innych.

            Wierzę Ula, że potrafisz czytać ze zrozumieniem i odpowiadać na temat, a udawanie, że jest inaczej, na potrzeby dyskusji, jest jak sądzę nieco poniżej Twojego poziomu.

          2. Nie mogę odpowiedzieć pod ostatnią wypowiedzią, więc odpowiem tu.

            „Protekcjonalny ton” – doprawdy? 😉 Rozumiem brak innych argumentów.

            I mylisz się. Byłam gruba. Kiedy pojawiło się widmo poważnych chorób, schudłam. I tak, po prostu przestając za dużo jeść.

            Niech każdy żyje jak chce. Ale nie wpychajcie nikomu do gardła siebie i swoich wyborów.

          3. Ależ nikt Cię nie zmusza, żebyś mnie przełykała, obiecuję.
            Argumentów mam na tyle dużo, że śmiało, możemy dyskutować przez kolejny tydzień.

            Teraz rozumiem dlaczego tak Cię złoszczę. Cały ten wysiłek, który włożyłaś w schudnięcie musiał być tytaniczny. A tu ktoś mówi, że nie trzeba, że można być zadowolonym z siebie bez wchodzenia na tę górę. Nie wiem, może mnie też by to wkurzało na tyle, że próbowała bym wszystkim udowodnić, że to jedyna słuszna droga.

            Niezmiernie nie dziwi to, że tak Cię odrzuca to, czym się zajmuję, czy jak to ujęłaś, wpycham Ci do gardła, a mimo to siedzisz na tym nieszczęsnym ciałopozytywnym blogu plus size. Masochizm czystej wody.

          4. „Ale nie uważam też, aby moim obowiązkiem było wyrażanie aprobaty w stosunku do osoby moim zdaniem nieestetycznej. ”

            @Magda
            Jak najbardziej uważam, że różnicowanie swojej aprobaty zależnie tylko od wyglądu innej osoby jest mocno niefajne.
            Kogo jeszcze nie akceptujesz? może osoby o ciemnej skórze też wyglądają według Ciebie nieestetycznie? A niepełnosprawni?

          5. Widzisz Ula – wręcz przeciwnie. Schudnięcie wcale nie było tytanicznym wysiłkiem, tylko świadomie podjętą decyzją. I nie, nie były to diety 800kcal ani Dukany. Jem więcej niż dawniej, tylko mądrzej.

            I tu jest właśnie odpowiedź na to co robię na tym blogu. Ciężko mi zrozumieć, dlaczego zamiast spróbować rozwązać problem u źródła, wkładasz tak duży wysiłek w tłumaczenie sobie i innym, że żadnego problemu nie masz. Nawet założyłaś w tym celu bloga.

            Jestem osobą ciekawą innych światopoglądów i poglądów na życie, więc czytałam Cię z ciekawością, właśnie po to, aby zrozumieć. I rozumiem wiele, ale nie pretensje (Magdaleny) o to, że ludzie ją ignorują, bo jest gruba, oraz Twoje usiłowanie udowodnienia mi, że skoro mnie to dziwi, to na pewno was wszystkich nienawidzę 😉

          6. Mam wrażenie, że u Ciebie na ekranie pojawiają się kompletnie inne literki, niż te, które ja piszę u siebie. Albo mamy tak skrajne spojrzenie na świat, że zupełnie inaczej interpretujemy tę dyskusję.

            Każdy ma prawo do swoich traum. Magdalaena ma prawo czuć się źle w społeczeństwie, w którym jest niewidzialna. Każdy ma prawo do swoich odczuć i choć moje są często skrajne, będę broniła wolności odczuwania.

            I nie, zrzucenie wagi nie jest ostatecznym rozwiązaniem wszustkich naszych problemów, bo (jestem przekonana, że masz tego świadomość) bycie szczupłym nie oznacza wcale, że świat Cię pokocha. Zawsze będziesz za niska, za wysoka, za blond, za mądra, źle uczesana czy co tam jeszcze. Będzie to trwało tak długo, jak długo będzie społecznie akceptowane takie zachowanie jak np. body shaming czy inne -izmy.
            Nie uważam, że warto się podporządkowywać społeczeństwu, w którym jakiś wydumany parametr pozbawia żywego człowieka wartości. I nigdy się z tym nie zgodzę. Ba, nadal będę o tym pisać, bo uważam że to jest absolutnie ważne przesłanie. Będę tutaj, na tym moim kawałku orać tak długo, jak długo będzie potrzeba.

            Nie musisz się ze mną zgadzać, nie ma takiej konieczności, tylko proszę, nie wstawaj ludziom kitu, że wróżka Schudnięcie zamieni ich życie w bajkę.

        2. Nie mam problemu polegającego na nieestetycznym wyglądzie. A tym bardziej nie uważam, żebym się sama do tego wyglądu „doprowadziła”.

          Przeszkadzają mi natomiast niemiłe wypowiedzi, takie jak powyżej, ewentualnie obojętność ukrywająca w sobie pogardę dla grubasów. W tym szczególnie przekonanie, że grubas jest gruby na własne życzenie i że gdyby tylko przestał się obżerać, zaraz by schudł. Brrr!

          I jakoś nie wiem, co moje ewentualne schudnięcie by tu zmieniło – przecież inni ludzie nie staliby się przez to lepsi, bardziej wyrozumiali itp. Za to rozmowa i uświadamianie daje taką szansę.

          1. Ula – to, że większości ludzi nie podobają się osoby otyłe, to nie „przemoc”, jak chciałabyś uważać, ale właśnie fakt.

            Magdalena – czyli przeszkadza Ci nie tylko krytyka, ale również obojętność innych ludzi w stosunku do Twojego wyglądu? To czego w takim razie oczekiwałabyś od ludzi, aktywnie wyrażanych pochwał?

          2. Magda, twój protekcjonalny ton jest naprawdę nie Magda miejscu. Z twoich wypowiedzi wnioskuję, że nie wiesz jak to jest być grubym.

            Jeśli chcesz zrozumieć – poczytasz bloga, jeśli nie to ja nie jestem Ci w stanie w pięciu zdaniach wyłuszczyć jak to jest żyć wśród ludzi takich jak Ty, którzy nie widzą przemocy, z którą się spotykają grubi ludzie.

            Mam wrażenie, że nie interesuje Cię empatyczna rozmowa i zrozumienie, a ja nie potrzebuję tu ewangelistów głoszących peany o dopasowywaniu się do sztancy.

            Serdecznie życzę Ci, żebyś nie podzieliła naszych doświadczeń. To jest coś, co lepiej próbować zrozumieć z daleka, niż tym żyć.

          3. Magdalena – ależ oczywiście, jeśli ktoś nie przyklaskuje grubasom, to na pewno jest też rasistą i homofobem! Grunt to uprościć sobie światopogląd, prawda? Łatwiej się żyje 😉

          4. Serio, to udawanie, że nie rozumiesz słowa pisanego jest naprawdę niefajne.

            Choć muszę przyznać, podziwiam, że Ci się chce.

  4. Magda: „jeśli ktoś nie przyklaskuje grubasom, to na pewno jest też rasistą i homofobem!”

    To wyjaśnij mi, jaka jest różnica między dezaprobatą wobec osób innej rasy a dezaprobatą wobec grubasów czy pryszczatych?

    1. Przytoczę jeszczę raz Twoją wypowiedź, od której zaczęła się ta dyskusja:
      „Ale najgorsze, że być może ludzie, którzy nic nie mówią o swoim obrzydzeniu do mojego tłuszczu i tak go odczuwają. Nie wyrażają tego wprost tylko omijają mnie mniej lub bardziej szerokim łukiem :(”

      Odpowiedziałam, że takie postrzeganie tej sprawy to przenoszenie swojego problemu na innych – bo zamiast schudnąć masz pretensje, że ludzie Cię „omijają”.

      Nie znajdziesz w moich wypowiedziach dezaprobaty w stosunku do osób otyłych, uważam natomiast że zazwyczaj takie osoby wyglądają nieestetycznie, i w związku z tym absolutnie nie dziwi mnie to „omijanie”. W kontaktach z osobami w jakiś sposób nieurodziwymi, pomijam całkowicie kwestię ich wyglądu i staram się nie „gapić” aby nikomu nie zrobić przykrości.

      Z Twojej wypowiedzi wyniknęło, że owo „nie gapienie się” jest czymś złym. Dlatego spytałam, czy skoro ignorowanie Twojego wyglądu Ci przeszkadza, to czy oczekujesz jego aprobaty. Nie dostałam jednak odpowiedzi.

      1. Nazywanie kogoś nieestetycznym to JEST dezaprobata.

        1. To stwierdzenie faktu, w oparciu o moje prywatne poczucie estetyki, do którego na szczęście mam prawo. Choć wierzę, że najchętniej byś narzuciła jeden obowiązujący kanon, którym wszysc powinni się kierować 😉
          Dobranoc.

          1. Oczywiście, z wielką przyjemnością
            😃

            Dobranoc!

      2. Magda: „zamiast schudnąć masz pretensje, że ludzie Cię “omijają”.”

        Ale ja nie pisałam o „omijaniu wzrokiem” tylko o omijaniu w ogóle, w sensie nienawiązywania bliższych relacji. I jeśli ktoś mnie wyklucza tylko ze względu na grubość, to raczej nie mam ochoty chudnąć tylko po to, żeby zdobyć jego aprobatę.

        „Dlatego spytałam, czy skoro ignorowanie Twojego wyglądu Ci przeszkadza, to czy oczekujesz jego aprobaty.”

        Przeszkadza mi ignorowanie MNIE jako osoby tylko dlatego, że jestem gruba. A podejrzewam, że niektórzy ludzie właśnie tak robią. A chciałabym być oceniana w całości a nie tylko ze względu na wagę.

        Plus faktycznie chciałabym, żeby niektóre osoby uważały, że fajnie wyglądam. I nie widzę w tym nic dziwnego, chyba wszyscy tego chcą.

        1. Nie czuję się na siłach aby bawić się w psychologa (bo się na tym nie znam), ale zastanowiłabym się na Twoim miejscu, czy to towarzyskie „omijanie” jest spowodowane jedynie wagą.
          Znam sporo grubych osób, które są bardzo towarzyskie i mają dużo znajomych.
          Ba, mój najlepszy przyjaciel waży coś ponad 130kg 😉

          Może chodzi o coś innego, nieśmiałość na przykład? Wracam tu do wcześniejszej wypowiedzi o odpowiedzialności – może warto problemu poszukać w sobie, a niekoniecznie w innych?
          Pozdrawiam.

  5. Piszesz Ula, że „u mnie na ekranie pojawiają się inne literki” a zaraz potem „tylko proszę, nie wstawaj ludziom kitu, że wróżka Schudnięcie zamieni ich życie w bajkę.”

    Nigdzie czegoś takiego nie napisałam.

    Napisałam, że łatwiej jest schudnąć niż prowadzić krucjatę taką jak Twoja, stąd moje zdziwienie, pomieszane z fascynacją, że Ci się chce.

    Popieram walkę o to, abyśmy się wzajemnie szanowali.
    Nie podoba mi się natomiast wmuszanie innym tego, aby otyłość im się podobała (a taką wolę wyraziła Magdalena w swojej wypowiedzi, do której się odnosiłam).

    Tyle. Dobrego wieczoru.

    1. Sortowanie ludzi na „estetycznych” i „nieestetycznych” jest jak dłubanie w nosie; pewnie, że każdy to czasem robi, ale doprawdy nie warto się z tego zwierzać, bo też i nie ma się czym chwalić.
      A wszystkim, którzy unikają jakichś ludzi tylko dlatego, że tamci wydają im się „nieestetyczni” – życzę z serca, duszy, żeby sami w tę przegródkę wpadli. By utyli, bardzo. By dostali jakiejś choroby skóry, której nie da się przykryć makijażem. Tobie też, Magdo. Wygląda na to, że bardzo by Ci się to przydało.
      Ula ma dobre serce. Ja wierzę natomiast w otwierającą oczy moc osobistego doświadczenia.

    2. Podejście „Chcesz być lepiej traktowany to się zmień” ma sens wyłącznie przy aspektach etycznych, dotyczących zachowania. Tzn. „chcesz, żeby cię lubili/nie unikali – nie rób ludziom krzywdy”.
      We wszystkich innych aspektach jest przerzucaniem odpowiedzialności i jest zwyczajnie nieetyczne. (Że już nie wspomnę, że głupie.)

      Każdy ma swoje kryteria estetyczne i może je wypowiadać. Ale są dwa dodatkowe czynniki, które warto wziąć pod uwagę:
      – wybrzydzać publicznie można na urodę rzeczy. Ludzie to nie rzeczy. Mogę bez skruchy i skrupułów obwieszczać, że brzydzę się swetrami zapinanymi na guziki. Chociaż robienie tego na forum miłośników tych swetrów jest durnym chamstwem.
      – i tu płynnie przejdę do drugiego aspektu. Są wybrzydze niszowe (jak moja niechęć do guzików), nie wpływające na społeczeństwo. Są wybrzydze z różnych przyczyn powszechniejsze i siłą rzeczy bardzo mocno wpływające na wielu ludzi. Krzywdzące ich. Przez: wykluczenie (często podświadome), powiązane stereotypy, przemoc psychiczną czy fizyczną. Taki drobiazg – (nie mam przy sobie tych badań, ale nam o nich mówiono na psychodietetyce) wiesz, że osoby uznawane za grube zwykle dostają niższe pensje?
      No. I kiedy ten wybrzydz jest dość powszechny, więc krzywdzi – warto się zastanowić. Że mówiąc, zapewne z serca, że grube=brzydkie, podtrzymuje się też całą masę powiązanych z tym znacznie bardziej szkodliwych postaw. Nawet jeśli się ich nie podziela, wzmacnia się je wśód innych.

      Podam może przesadzony przykład. Mogę woleć jasnookich blondynów od ciemnookich brunetów. Mogę lubić jak najjaśniejszą skórę u faceta. Ale dzielenie się tym na a) forum Ku Klux Klanu jest co najmniej nieodpowiedzialną głupotą b) na forum „Najprzystojniejsi czarni aktorzy” bucerą i chamstwem.

  6. Droga Magdo, moje preferencje wygladowe to moja sprawa.Moje poczucie estetyki to rowniez moj problem.Na wyedukowanym zachodzie nikt grubasa nie pokazuje palcami i nie komentuje jego wygladu.Jesli ktos nie lubi grubych to ma problem>On – nie gruba osoba.Tak sie sklada, ze wiem, ze otylosc to pikus w porownaniu z innymi rzeczami.Sa choroby, ktore potrafia oszpecic czlowieka zupelnie.Sa niepelnosprawnosci, ktore nie sa estetyczne.A miara naszego czlowieczenstwa jest to JAK RADZIMY SOBIE Z WLASNYMI ODCZUCIAMI, Z WLASNYM POCZUCIEM ESTETYKI BY PRZY OKAZJI NIE STRACIC CZLOWIECZENSTWA.Nasze lubienie czy nielubienie, podobanie czy niepodobanie nie moze odbierac komus poczucia godnosci i sprawiac, ze czuje sie gorszy.Powiem to glosno – facet, ktorego brzydza grube kobiety i to okazuje jest prymitywem niegodnym bycia z zadna.

  7. Od jakiegoś czasu regularnie czytam tego bloga, ale aż do tej pory nie czułam potrzeby komentowania (raczej nie lubię aktywnie udzielać się w internecie), ale dyskusja pod tym postem tak mnie jakoś poruszyła, że postanowiłam się wypowiedzieć. Tytułem wstępu: nie jestem taką ”prawdziwą” plus size, noszę rozmiar 42, ale w swojej głowie jestem znacznie grubsza niż w rzeczywistości, pewnie tak samo jak większość kobiet 😉

    Zabolały mnie trochę wypowiedzi Magdy. Nie dlatego, że mnie dotyczą, bo do ”nieestetycznej otyłości” jednak mi daleko, ale tak zwyczajnie po ludzku. Omijanie czy unikanie ludzi tylko dlatego, że są według nas za grubi, wydaje mi się niewłaściwe. Nieludzkie nawet. Owszem, może się to nie podobać, możemy nie chcieć tak wyglądać, uważać to za niezdrowe itd, ale na miłość boską, gruby to nie pijany menel, który nie mył się od roku, żeby go omijać na kilometr, to człowiek, który na pewno ma sobą sporo do zaoferowania, nawet jeśli nie w sferze wyglądu!

    Jeszcze jedno. Boli mnie, że ludzie sprowadzają plus size do ”promowania otyłości”, bo według mnie chodzi o znacznie więcej. Konkretnie o przeciwdziałanie zbiorowemu szaleństwu, które nas wszystkich ogarnęło. Mam masę przyjaciółek i znajomych szczuplejszych ode mnie, które uważają, że są za grube i chcą schudnąć. Jedna z nich (ok. 160 cm, 58-60 kg) wpadła w czarną rozpacz, gdy nie weszła w spodenki z zeszłego lata i przez kilka dni nie wychodziła z domu, ”bo kto by chciał wyjść na miasto z takim grubasem”. No ludzie! Do tego nas doprowadziły panujące obecnie absurdalne standardy. Plus size i działalność blogowa taka jak Uli jest według mnie po to, żeby próbować ten szkodliwy trend odwrócić. Żeby na nowo uświadomić ludziom, że niemieszczenie się w rozmiar 34 to nie zbrodnia, a waga nie nie świadczy o naszej wartości jako ludzi. Bo gdy się czyta i przegląda różne artykuły i komentarze w internecie, to naprawdę można dojść do wniosku, że wartość człowieka zależy w dużym stopniu od jego wagi. Ruch plus size jest od tego, żeby przypominać, że tak nie jest, a nie żeby zmuszać wszystkich do uznania, że otyłość jest super, piękna i w ogóle.

    Chyba tyle ode mnie. Bardzo dziękuję za tego bloga, jestem fanką, choć dość mało aktywną, przyznaję 😉

    1. To jest przerażające. Ludzie robią sobie krzywdę w imię tzw. standardów i bardzo mnie to widzą wkurza. Nie da się, rzecz jasna, za nikogo decydować, ale może jakby trochę ulżyć społecznej presji, to ludzie jednak zaczną siebie samych traktować inaczej?

      Paulina, ujęłaś sedno sprawy i nawet nie wiesz, jak bardzo mnie ucieszył Twój komentarz, bo w ostatnim czasie zaczęłam mieć wrażenie, że to co piszę zaczyna być kompletnie niezrozumiałe dla ludzi 😉