Wpis i wciśnij enter.

Panie pilocie, gruba w samolocie! Podróże plus size w pigułce7 min. czytania

Kojarzycie ten moment, w którym ktoś zrobi coś trzy razy i zaczyna się uważać za specjalistę? To ja pisząca dla Was wpis o byciu plus size w podróży. Śmiechłam z własnego dowcipu, nie wiem czy to aby dobra wróżba. No ale! Wróćmy do tematu. Żadna ze mnie specjalistka od podróżowania, po prostu tak się to jakoś ułożyło, że ostatnio trochę częściej niż zwykle mam okazję odwiedzać nowe miejsca. Nie czuję się podróżniczym guru, a jeżdżenie w tę i nazad uważam za upierdliwe. Ale wiecie, jestem Polką, a to oznacza, że nawet jeśli się nie znam, to zawsze się chętnie wypowiem w tej sprawie, prawdaż.

Chociaż zbieram się do tego wpisu trzeci dzień, czuję, że to będzie przyjemność go dla Was napisać bo wiecie, to jest poniekąd szansa, żeby opowiedzieć Wam trochę o tym, co jest w ostatnim czasie bardzo bliskie mojemu sercu, czyli o ograniczaniu śladu węglowego, który nasze aktywności i wybory posyłają w przestrzeń. Zaskakujące jak kilka drobnych i dobrych dla środowiska zmian może pozytywnie wpłynąć na jakość podróżowania.

1. Pakowanie ubrań

Duże ubrania są, no cóż, duże. Nawet dobrze poskładane w dalszym ciągu zajmują więcej miejsca niż te w rozmiarze 36. Truizm, ale w połączeniu z postanowieniem zabierania na krótkie wyjazdy wyłącznie bagażu podręcznego – mamy prawdziwe wyzwanie.

plus size w podróży
koszulka…

Zwijania ubrań w kompaktowe rolki nauczyłam się jeszcze zanim Europa oszalała na punkcie KondoMarie. Zrolowane fatałaszki po pierwsze gniotą się zdecydowanie mniej (co dla mnie, osoby, która żelazko widuje dosłownie od święta, ma niebagatelne znaczenie), po drugie zajmują zdecydowanie mniej miejsca.

plus size w podróży
… i sukienka

Jak wsponiałam – w tym roku postanowiłam sobie, że będę podróżowała z możliwie najmniejszą ilością bagażu. Wymaga to gimnastyki z planowanie outfiów wykorzystujących kreatywnie te same ubrania, ale – z drugiej strony – jest bardzo satysfakcjonujące. Skoro już muszę latać, to będę robić to z możliwie lekkim bagażem. Wiecie ślad węglowy to poważna sprawa i niech to będzie mój mały wkład.

2. Pas w samolocie

Odwieczna zgroza i stres każdego człowieka plus size. Nie ważne, że latam ciągle tymi samymi modelami samolotu; co z tego, że niejednokrotnie na własnej skórze przekonałam się, że większość pasów spokojnie zapina się na tyłku w rozmiarze 50; za każdym razem przeszywa mnie ten sam dreszczyk adrenaliny wymieszanej z poczuciem wstydu.

plus size w podróży

Ważne 1 – naprawdę można poprosić obsługę lotu o przedłużkę do pasa, gdyby się okazało, że go brakuje. No ja wiem, że niby wstyd, ale jednak trochę bardziej wstyd wylecieć z siedzenia jak z procy w przypadku komplikacji.

Ważne 2 – europejskie linie w większości nie mają dookreślonej polityki związanej z zakupem dodatkowego siedzenia, jeśli nie zmieścimy się w jedno.

Ważne 3 – dosłownie dzisiaj rano znalazłam we wpisie YourFatFriend link do znakomitej listy SEAT GURU, dzięki której jeszcze przed lotem możemy dowiedzieć się jakiej szerokości są fotele w naszym konkretnym samolocie, oraz ile będziemy mieć miejsca na nogi…

3. Dopłata za miejsce na nogi

Tanie linie lotnicze oferują całą gamę dziwacznych dopłat za tzw. dodatkowe usługi, a jedną z nich jest dodatkowa przestrzeń na nogi. Trochę to osobliwe, bo wydawać by się mogło, że nogi są dosyć podstawowym wyposażeniem dla przedstawicieli gatunku ludzkiego.

Z tymi nogami to jest w ogóle cała osobna historia, bo nawet ja, będąc wzrostu średniego, zastanawiam się czasami co poeta miał na myśli, kiedy wsiadam do takiego na przykład Flixbusa. To znaczy niby wiem, bo wiadomo, że 60* siedzeń w autobusie jest z ekonomicznego punktu widzenia zdecydowanie bardziej opłacalne niż 45*, ale come on! Dajcie żyć! Uczciwie przyznaję, że unikam tego typu busów jak ognia, bo wystarczy, że osoba przede mną położy siedzenie i napad klaustrofobii gotowy.
Jedynym remedium jest szukanie pociągów z przedziałami. To ważne, bo w wagonach z kanapami przy pełnym obłożeniu jest tak kosmicznie ciasno, że pół drogi do Poznania płakałam do środka, bo nie mogłam wyprostować lewej nogi. Nadal mam fantomowe bóle, kiedy o tym myślę.

*wszelkie liczby są zupełnie zmyślone

4. Stanik sportowy na drogę

Pisałam o tym ostatnio w kilku miejscach, ale napiszę jeszcze raz: O-MÓJ-BOBRZE! Nie wiem jak mogłam żyć i podróżować w biustonoszu innym, niż sportowy. Na co dzień noszę dobrze dobrane staniki, ale fizyka jest nieubłagana – im więcej podściółki tłuszczowej, tym mniej stabilna baza. Naciśniesz z jednej strony, to musisz się liczyć z tym, że wyjdzie drugą. Kojarzycie fiszbiny? No więc one nieco utrudniają swobodny przepływ fałd, po to przecież powstały, żeby je trzymać w ryzach w ciągu dnia.

W podróży, skompresowane i wciśnięte pomiędzy fotele potrzebujemy każdej odrobiny komfortu jaką da się znaleźć. Serdecznie polecam, spróbujcie, a nie pożałujecie. Słowo!

Tu znajdziesz przegląd staników sportowych plus size

5. Obtarcia

Długie przebywanie w wymuszonej pozycji, marszobieg z peronu na peron, stres (nie wiem jak Wy, ale ja w podróży zawsze mam Reisefieber) – wszystko to sprawia, że obtarte uda są nie do uniknięcia. Nawet jeśli mam na sobie dżinsy, to zawsze zjadą akurat tyle, żeby ta jedna, jedyna fałdka zdołała się obetrzeć.

W grę w takiej sytuacji wchodzi jedynie antyperspirant, błagam, zapamiętajcie to – podróżowanie w dłuższe trasy w opaskach na uda to wybitnie zły pomysł! Szczególnie, gdybyście wpadły na pomysł założyć je pod spodnie. Niech Wasz bób chroni!

Drugim musisz-to-mieciem jest krem wspierający gojenie. Alantan, Beta Skin, Bepanthen, cokolwiek pomaga. To bardzo ważne, zwłaszcza jeśli po długim dniu w podróży czeka Was… kolejny długi dzień w podróży.

Poczytaj o sposobach na obcieranie ud

6. Puchnące nogi

Puchnące stopy i kostki są upierdliwe, a stopy i kostki puchnące w podróży to istny horror. Szczególnie latem i w dłuższej podróży. Radzę sobie z tym na dwa sposoby:

Pierwszy jest dosyć oczywisty, pospolita maść z kasztanowcem potrafi cuda. Korzystam z niej przed, w trakcie i – w razie potrzeby – również po podróży.

Drugi, bezkosztowy, chociaż wymagający trochę kombinacji – kiedy to możliwe, wybieram podróż pociągiem tylko po to, żeby mieć możliwość przejścia się w tę i z powrotem, rozprostowania nóg i pobudzenia krążenia.

7. Butelka na drogę

To już w zasadzie taki bonus, ale mnie dał ostatnio popalić.

Butelka na wodę. Własna. Najlepiej metalowa, taka, którą można przed wejściem na kontrolę bezpieczeństwa na lotnisku opróżnić, a za bramkami napełnić ponownie. Bez kupowania wody w promocji 2 x 0,7l za piętnaście złotych (lotniskowy autentyk).

Poza zwyczajną wygodą i jeszcze zwyczajniejszą oszczędnością, takie rozwiązanie to ulga dla środowiska. I to jest w zasadzie najważniejsze.

Drugie najważniejsze, to to, żeby w podróży się nawadniać. Ilekroć o tym zapomnę, podróż kończy się dla mnie obrzękami, przesuszonymi i połamanymi paznokciami oraz twarzą w kratery. Nie wiem jak Wy, ale ja regularnie nie doceniam wartości picia dostatecznie dużo. I potem zdziwienie.

plus size w podróży
spakowana na 3 dni
(ps: ta dizajnerska paczuszka to Puffinsy, suszone owoce i warzywa produkowane przez samą Lady Pasztet, polecam rękami i nogami jeśli Wam się uda je upolować!)

Mam oczywiście świadomość, że nie jest to wpis, w którym odkrywam nowe lądy, ale jeśli chociaż jedno zdanie sprawi, że którejś z Was będzie się podróżowało chociaż trochę przyjemniej, to znaczy, że było warto!

Jeśli uważacie, że znalazły się tu przydatne wiadomości – podzielcie się wpisem ze swoimi znajomymi, będzie mi bardzo miło wiedzieć, że moja praca jest doceniana i przydatna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

11 comments

  1. pierwszy komentarz (do usunięcia) z literówką „Drugim musisz-to-mieciem jest krem wspierający golenie.”
    może gojenie?

    1. Oczywiście 😂

  2. Zawsze wykupuję dodatkowe miejsce na nogi, bo przy wzroście 190 cm w „normalnych” miejscach mogłabym sobie te nogi co najwyżej założyć za szyję (gdybym potrafiła). Niestety ostatnio się okazało (już po tym jak to miejsce wykupiłam), że nie mogę na nim siedzieć, ponieważ … osoby proszące o przedłużkę do pasa nie mogą tam siedzieć. Wprawdzie lot wcześniej tą samą linią nikt nie miał z tym problemu (sic!). Właściwie setki lotów wcześniej, które w swoim życiu przeżyłam, nikt nie miał nigdy z tym problemu… Nie przeszkadzało to paniom z obsługi wyprosić mnie z tego miejsca przy bacznie obserwujących wszystko współpasażerach. Ja zaś miałam ochotę udać się prosto do drzwi i dzielnie wyjść wprost do Morza Śródziemnego .
    Od tego czasu jakoś nie mam odwagi wsiąść do samolotu.

    1. Łączę się w bólu, mam 192 cm i też domyślnie się nie mieszczę. Ale miejsca na nogi nie wykupuję, bo latam albo służbowo, więc LOTem [i tam się mieszczę], albo na narty, przez biuro podróży, gdzie po prostu dostaję miejsce i nikt mnie o nogi nie pyta.
      W pociągu staram się zarezerwować miejsce przy stoliku w bezprzedziałowym – tam nogi się mieszczą, a stolik to dodatkowa wygoda.
      Natomiast podróże w autokarze do osobny dramat. Na szczęścio-nieszczęście potrafię drzemać w dziwnej pozycji – pupa na brzegu fotela, głowa w połowie oparcia, kolana i golenie oparte o oparcie przede mną. Kiepskie dla kręgosłupa, ale mieszczę.
      I pozdrawiam z krainy za małych butów, za wysokiej talii, za krótkich rękawów i nogawek… 🙂

  3. W temacie przedłużek do pasa w samolocie – w książce „Happy Fat” Sofie Hagen przeczytałam, że można sobie kupić i wnieść na pokład swoją. Niby prosta rzecz, a nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, żeby sprawdzić, czy to rozwiązanie nie jest dostępne komercyjnie. Być może dla niektórych osób zakup własnego „extendera” i świadomość, że w razie, gdyby pas okazał się za mały, nie muszą nawet wołać obsługi, zapewni większy komfort psychiczny podczas podróżowania?

    1. Czytałam o tej możliwości, ale nie ma tak sprawdzić czy własna przedłużka będzie kompatybilna z pasami, bo wedle info z amerykańskiej fatosfery nie ze wszystkimi jest. Głupio by było się przekonać w sytuacji testowej.
      Ale faktycznie, jest taka opcja

    2. Mam swoj wlasny Extendera (ja nazywam go Pasem Wstydu:D) i zawsze mam ze soba w podrozy 🙂 nigdy nikt nie mial nic przeciwko, a oszczedza mi to dodatkowego stresu w podrozy 🙂

      1. O, to super! Napisz nam wiecej! Jest kompatybilny z pasami, na które trafiasz? Gdzie go kupowałaś?

        1. Musialabym meza zapytac 😀 Zakupil mi gdzies na ebayu. Lecialam juz z nim Raianerem do Grecji i Delta do Nowego Yorku i pasowal bez problemu w lotach w obie strony. Niedlugo czekaja mnie kolejne loty;) zawsze zapinam przed startem i problem z glowy!

  4. Ja w podroz, nawet krótką, ubieram sie jak, pardon, lump 😀 włosy w kuc, spodnie obowiazkowo dresowe i luźne jak piżamowe oraz luźna koszulka (koniecznie ciemna bo ja sie w podróży zawsze czymś usmaruje). Z miejscem na nogi tez bywa roznie. Niby mam tylko 173 cm wzrostu (wiec taka calkiej srednia norma) ale mam dosc dlugie nogi w stosunku do reszty ciala. Zasadniczo to w busach uwazam ze swobodnie mieszcza sie jedynie dzieci do lat 6 bo pozywej to juz chyba nie.

  5. Ja mam inny problem – jestem grubą żoną młodego pilota i tenże przystojny i najkochańszy pilot chce mnie zabrać na wakacje małym, dwuosobowym samolotem. Czy może któraś z Was ma doświadczenia w lataniu takimi samolotami? 😀 Mój rozmiar to 48/50.