Wpis i wciśnij enter.

Wenus z Nowego Jorku – Jamie aka Gingerkidasaurus

naga Gingerkidasaurus pozuje tyłem

W LUTYM PÓŁ INTERNETU PŁAKAŁO O ZMIANIE W ALGORYTMACH FEJSBUKA. NIE, SPOKOJNIE, TO NIE BĘDZIE ROZPRAWKA O TECHNICZNYCH NIUANSACH INTERNETOWEGO MARKETINGU. SEDNEM TYCH ZMIAN MIAŁ BYĆ POWRÓT DO KORZENI – WIĘCEJ INFORMACJI OD ZNAJOMYCH, MNIEJ ZE STRON. CZY ODCZUWAM TĘ ZMIANĘ? ANO ODCZUWAM I TO BARDZO. NIE TYLKO DLATEGO, ŻE W SOCIAL MEDIACH JEST WAS TERAZ SPORO MNIEJ, LECZ RÓWNIEŻ – A MOŻE GŁÓWNIE – DLATEGO, ŻE DUŻO MNIEJ INSPIRUJĄCYCH TREŚCI POJAWIA SIĘ NA MOIM FACEBOOKU.

 

Nie chcę przez to powiedzieć, że moi znajomi są nudni, ale zdecydowanie jestem jedną z tych osób, które męczą się czytając o cudzych dietach i dzieciach, oglądając słabe żarciczki z kobiet oraz prośby o pomoc. Ot, po prostu – facebook jest dla mnie sumplementem mediów, niekoniecznie naszą klasą. Chcę powiedzieć, że największym – moim zdaniem – dobrodziejstwem płynącym z bycia w social mediach jest płynąca szerokin strumieniem rzeka inspiracji.

Która to ostatnio trochę, na rzecz wpisów moich znajomych, obeschła.

 

WIEM, ŻE POLUBIŁYŚCIE JOHNA SAVOIĘ, CHOĆ TO WYMAGAJĄCA ZNAJOMOŚĆ. POMYŚLAŁAM SOBIE, ŻE PODZIELĘ SIĘ Z WAMI POSTACIAMI, KTÓRE MNIE INSPIRUJĄ, KTÓRE STAWIAJĄ MI WYZWANIA I GWARANTUJĄ ciałopozytywną, ŚWIATOPOGLĄDOWĄ GIMNASTYKĘ KAŻDEGO DNIA.

 

PERŁY, SZYLKRET I OBŁOŚCI

 

Instagramowe konto Jamie (znajdziecie je pod adresem @Gingerkidasaurus) ma swój niepowtarzalny smak. Tak wyglądał by Instagram, gdyby wymyślono go gdzieś na przełomie lat 70/80. Ruda grzywka, ziarno i dobór kolorów sprawiają, że szukam zakłóceń rodem ze zużytego VHSu. Przypomina mi trochę to konto z elementami dekoracji ze starych filmów porno.

Wśród pereł, futer i rogowych oprawek – ona, zalane światłem krągłości.

View this post on Instagram

Mobsters wife…but make it fashion ✨📸 @4locrow

A post shared by Jamie Gonzalez (@gingerkidasaurus) on

 

Jamie Gonzales przedstawia się jako kobieta renesansu, feministka i pozująca do aktów modelka. Wszystko to sprawia, że nasza rozmowa dryfuje w kierunku odkrywania ciała poprzez zdjęcia. Mam tu, owszem, do obronienia tezę, ale dialog z kimś, kto na co dzień zajmuje się wystawianiem swojego ciała w celu uwiecznienia go w formie niezliczonych prac plastycznych jest szalenie inspirujący. To  jedna z tych okazji, kiedy warto wyciągnąć głowę z własnego tyłka i słuchać. Nasza rozmowa przypada na dzień Czarnego Protestu.

*

Prowadzona w social mediach konwersacja o ciałopozytywności dotyczy tylko dopuszczalnie grubych.

 

Masz na Instagramie z milion nagich zdjęć [pomiędzy rozmową, a publikacją Jamie moderowała kanał], o co w tym chodzi?  Wypalam mało parlamentarnie, zmarznięta i zmęczona emocjami z protestu. Odpowiada mi, że nie nazwałaby tego aktem ciałopozytywności.  Body positive oddala się w kierunku komercji, a zatem uśrednia i spłyca. Poza tym – jak mówi Jamie i trudno mi się z nią nie zgodzić – ta prowadzona w social mediach konwersacja o ciałopozytywności dotyczy tylko dopuszczalnie grubych.

Dopuszczalnie grubi to grupa zawierająca wysokie klepsydry, płaskobrzuche i długowłose hiperkobiety o szczupłych ramionach. Bardzo wąską próbę całej społeczności, z myślą o której powstała ciałopozytywność.

Tu chodzi raczej o samomiłość i akceptację – to, co wynika z wnętrza i pracy nad sobą, nie z zewnętrznego pozwolenia na bycie. O wielkie marzenie, żeby każdy, kto jest na wojnie ze swoim własnym ciałem, złożył wreszcie broń.

 

Jamie w promieniach słońca

 

Punktem zwrotnym na drodze do samomiłości był dla Gingerkidasaurus pierwszy raz gdy pozowała nago. To była jej Eureka. W jednej chwili przestała odczuwać swoje ciało jako niespełniającą społecznych oczekiwań wydmuszkę, a zaczęła czuć, że może być pożądana. Poszukiwana wręcz! Miękkie ciało to ruch i kształty. Pozowanie nago radykalnie zmieniło to, jak postrzega siebie.

 

 

REPREZENTACJA GRUBYCH CIAŁ

 

Jamie podkreśla, że choć niewątpliwie zmysłowe, jej zdjęcia nie mają erotycznego kontekstu w zamyśle. Wpisuje się tym samym w toczący się w polskim środowisku plus size dialog o tym, dlaczego pokazujemy różne fragmenty swoich ciał i czy warto się obnażać w ramach blogowej działalności.

 

Jamie pozuje nago w ogrodzie na rattanowym fotelu

 

Brak roll models (w luźnym autorskim tłumaczeniu – wałkomodelek) na internetowym panteonie sprawia, że odczuwamy wspólną potrzebę stworzenia reprezentacji nie idealnych ciał. Jamie nie ukrywa, że jest to jeden z powodów, dla których dzieli się swoim wizerunkiem w internecie, gdzie każde zdjęcie prawdziwego ciała, bez wygładzania i bez przeróbek, jest na wagę złota. Albo nie. Na wagę gołej grubej baby.

Połączenie misji, którą współdzielimy ze sztuką jest dla mnie absolutnie fascynujące. Zapytana o to, co czuje gdy spogląda na swoje ciało obcym okiem, Jamie z rozbawieniem odpowiada, że pierwszą jej myślą było “Jest lepiej, niż się spodziewałam”. Obcowanie z własnym, choć ubranym w cudzą formę wizerunkiem, dało jej psychiczny komfort bycia we własnej skórze.

 

View this post on Instagram

Self love/acceptance isn't always an easy task, even as someone who poses nude I still have days when I don't love myself 100%. All I can do is try to do better with every passing day. Part of my own practice of self love starts with being kinder to myself because we all know you are your own worst enemy. Being kind to yourself is so important especially in a world where people tend to not be very nice to one another, so be kind to yourself, be kind to those you love, be kind to strangers, it's free and the world needs more of it ✨📸@tcmbeats #bekind #loveyourself #bodypositive #selflove #thickchick #artmodel #nudemodel #figuremodel #plussizemodel #redhair #radicalselflove #effyourbeautystandards #selflove #loveyourself #bigandbeautiful #fatandfabulous #queen #nyc

A post shared by Jamie Gonzalez (@gingerkidasaurus) on

 

@GINGERKIDASAURUS TO DOWÓD DLA MOJEJ TEZY,

 

że robienie sobie zdjęć i obcowanie z nimi to jeden z najskuteczniejszych sposobów pogodzenia się ze swoim ciałem. Dobrze jest wyjść ze swojej głowy i sprawdzić jak się sprawy mają NAPRAWDĘ. Warto przy tym pamiętać, że jedno dobre, tak samo jak i jedno tragiczne zdjęcie nie stanowi jeszcze wiosny, jeśli wiecie, co chce powiedzieć. Pamiętajcie, że każdemu można zrobić i bardzo dobre, i bardzo złe zdjęcie. Nie chodzi o ocenianie siebie, o porównywanie z naoliwionymi nasmarowanymi samooplaczem ciałami, które w ostatnim czasie pod hasłem body positive serwuje mi Facebook. Tego to akurat szczerze polecam unikać, bo z pojedynku z retuszem nikt jeszcze nie wyszedł cało.

 

Jamie nago w ogrodzie

 

Na Instagramie nadal bawimy się w #365 dni sefie i choć z roku ubyły nam już cztery miesiące, to wciąż możecie dołączyć. Jeśli macie ochotę, zróbcie to dla siebie, tak po prostu. To jest okazja do potrenowania sobe oka, zrozumienia siebie i rozłożenia na części pierwsze swoich kompleksów. Zaakceptowania, że to czy tamto wygląda inaczej, niż wedle gazet powinno oraz znalezienia w tym szczodrze nam przez Matkę Naturę oferowanym fristajlu piękna.

Tak, piękna.

____

Zdjęcia we wpisie są własnością Jamie i zostały mi udostępnione na potrzeby tego artykułu.

Pozostałe pochodzą z jej ciałopozytywnego instagrama – odwiedzajcie i zalewajcie ją serduszkami. Jest tego warta!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

4 comments

  1. Świetny profil – bardzo mi odpowiada to, co robi ta pani! Dzięki za polecenie! Fajne instagramy są fajne 🙂 Szykuję właśnie u siebie wpis o moich ulubionych profilach łączących temat bielizny z reprezentacją nieidealnych ciał.

    1. Koniecznie! To czekam z zapartym tchem!

  2. Jest Pani inspiracją dla wielu! 🙂