fbpx

Wpis i wciśnij enter.

Kluseczka, grube dziewczyny i deklaracja LGBTQ8 min. czytania

Słuchajcie, stało się. Obejrzałam Kluseczkę. Trzy miesiące po wszystkich, co z uwagi na moją internetową aktywność jest trochę wstydem, ale już. Obejrzałam i to się liczy, prawda? Myślałam o recenzji, ale kto by chcial czytać recenzje tyle czasu o premierze. Z drugiej strony, byłaby może z tego nowa świecka tradycja, w końcu Dietoland zajął mi zaledwie pół roku. Czym wobec tego są trzy skromne miesiące, z czego jeden to w zasadzie w całości święta, drugi jest najdłuższym miesiącem w roku, a trzeci to niech idzie do domu, bo jest pijany jak bela. Także tak, myślałam o recenzji, ale zamiast tego chciałabym się podzielić z Wami niepopularną refleksją.To nie będzie jeden z najłatwiejszych tekstów, jakie tu znajdziecie, ale muszę go napisać. Bo uważam, że to naprawdę ważne.

Kto ma prawo mieć prawo

Poprzednią sobotę spędziłam w najstarszym łódzkim klubie dla gejów. Kiedy pada hasło drag, moje uszy zamieniają się w sonar. Chciałam obejrzeć na żywo Queer Show przygotowane przez czwórkę utalentowanych artystów. Było magicznie. Takiej pięknej atmosfery nie doświadcza się codziennie.
Na pamiątkę wieczoru mam na instagramie zdjęcie z przepiękną fanką turbanów – i chociaż nie ma pod tym zdjęciem negatywnych komentarzy, to jednak dostałam kilka wiadomości, które mnie zagotowały. Zwykle piszę tu o sprawach ważnych dla ludzi grubych, ale bycie otwartym i jawnie przeciwnym dyskryminacji w jakiejkolwiek postaci jest tak naprawdę RÓWNIEŻ sednem naszych problemów, Syreny. Nie piszę tu o prawach społeczności LGBTQ+, bo dla mnie to tak oczywiste, że nie ma o czym mówić. To znaczy zazwyczaj nie piszę, ale czuję, że teraz powinnam. No bo kurwa mać.

Nie żyję pod kamieniem i to, co dzieje się wokół deklaracji LGBT sprawia, że nie mogę siedzieć cicho. Ba, że nie powinnam wręcz, jako osoba zajmująca się sprawami i prawami wystawianej poza społeczny margines grupy, nie mogę dłużej gryźć się w język, patrząc na to, jak robi się to innym. Jeśli sądzicie, że przecież “my tylko jesteśmy grube”, to bardzo się mylicie.
Skoro po uchodźcach sięgnięto po środowisko LGBTQ+ po to, by go używać w charakterze chochoła, grzmieć i straszyć nim dzieci, to nie myślcie sobie, że grubi ludzie nie mogą być następni. Same się zastanówcie, ile znacie osób, które publicznie mówią o tym, że geje to spoko, ale grubi to na serio nie powinni być grubi, bo przecież wiadomo. A 54% lekarzy uważa, że powinni mieć prawo odmówić nam leczenia.
Wiem, że część z Was skrzywiła się kwaśno i pomyślała, że teraz to mi już całkiem peron odjechał, ale pozwólcie, że pokażę Wam dzisiaj kilka bezpośrednich podobieństw pomiędzy nami, a publicznym obrazem społeczności LGBTQ+.

Trochę nie chcę, bo w mojej głowie połączenie jest bezpośrednie jak pendolino z Warszawy do Krakowa i oczywiste jak botoks Gillian Anderson. Nie chcę też dlatego, że prawo człowieka do życia w swoim domku uważam za niewymagające tłumaczenia i niezbywalne. Z drugiej strony – okazuje się, że jest to wiedza tajemna, a ludziom zwyczajnie brakuje wyobraźni, żeby przekroczyc magiczny próg w postaci własnego nosa.

To, co się rozgrywa w mediach, ta awantura o to kto, co i z kim ma prawo robić pod kołdrą, nie mieści mi się w światopoglądzie. Nie ogarniam, że w porządku jest zamiatanie pod dywan wieloletniego molestowania dzieci przez potężną międzynarodową instytucję, a pod pręgierz wyciąga się ludzi, którzy sobie po swojemu układają życie, nie wadząc przy tym nikomu. Nie-po-ję-te.
Trudno mi się jednocześnie pisze i przerwaca oczyma, powiem Wam.

Kto zjadł babcię

Jeśli macie wątpliwości co do tego jak ważne jest w życiu człowieka poczucie przynależności do grupy, to przypomnijscie sobie, jak istotne było dla Was w takiej np. podstawówce, żeby wyglądac jak koleżanki. Zajrzyjcie do wybranej książki historycznej i zwróćcie uwagę na rzeczy, który może dokonać napędzana duchem solidarności grupa ludzi, zjednoczonych pod wspólną banderą.
Człowiek nie jest bezludną wyspą, chociaż trzeba to sobie powiedzieć uczciwie, że staramy się jak możemy. Wczoraj po bez mała dwóch latach po raz pierwszy zobaczyłam na oczy sąsiadów z ostatniego z czterech mieszkań na moim piętrze. Zeszło chwilę, co? Ale do rzeczy.

Wiecie na czym opiera się fenomen forów internetowych, teraz zastąpionych przez grupy na facebooku? Ludzie lubią się zbierać. Lubimy towarzystwo osób o podobnych poglądach. Tych, z którymi wspóldzielimy doświadczenia i system przekonań. W grupie nam raźniej. W Polsce, dodatkowo, mamy wdrukowany w pulę genów ten jeden zgniły, odpowiadający za palącą potrzebę antagonizacji. Nasza grupa jest zawsze lepsza niż cudza.

Ludzie bezdomni

Nie wiem czy jesteście świadome istnienia badań mówiących o tym, że jedyną grupą nie posiadającą wspólnej tożsamości są grubi ludzie? Chudy z chudym się dogada, łysy z łysym, panie w urzędzie, dzieci w przedszkolu. Każdy, tylko nie my.

To bardzo interesujące badania, muszę Wam powiedzieć. I to nie jest tak, że my, grubi ludzie, mamy jakąś szczególną mutację braku poczucia przynależności. Chodzi – dosyć zresztą banalnie – o głęboko w nas zakorzenione przekonanie, że grubą jest się na chwilę. Przecież zaraz zadziała obiecana przez kolejną gazetę dieta cud i puf! brzydkie kaczątko schudnie. Potem wprawdzie okazuje się, że ta dieta to tak naprawdę koszula z pokrzyw i człowiekiem możesz być tylko kosztem własnej skóry. Brzmi dosyć makabrycznie, ale ręka w górę kto w towarzystwie nie nabawił się zaburzeń odżywiania czy upośledzonego metabolizmu.
A jak się nie schudnie? To tym bardziej jest dowód na to, żeby innych grubych uważać za nieudaczne niezguły. Przecież wszyscy powinniśmy postarać się bardziej.

Skutkiem bycia grubą-na-chwilę we własnej głowie jest nie tylko tymczasowa, workowana i byle jaka garderoba. Dużo dotkliwszy jest brak “swoich” ludzi. Złość na świat i na metaboliczne okoliczności przyrody. Dojmująca samotność, bo przecież skoro jestem na chwilę, to po co wchodzić w głębsze relacje podobnymi do mnie. Brak hobby, bo przecież pójdę tańczyć jak schudnę te 20 kilo i wtedy wszyscy zobaczą!
Błąd.

Osadzamy całe swoje życia w tymczasowości, a przecież każdy potrzebuje stada. Może nie codziennie, 24 na dobę, ale jednak.

Grube dziewczynki potrzebują innych ‚dziwadeł’, żeby się poczuć akceptowanymi

Wróćmy do Kluseczki, bo kiedy Willowdean zadała się z drag queens (szkoda, że w roli Lee nie obsadzono prawdziwej królowej – mam kilka typów, które chętnie bym zobaczyła w filmie na dłużej!), pomyślałam sobie – NO TAK.
Wiecie, że mam słabość do RuPaul’s Drag Race i z niegasnącą pasją brnę przez wszystkie sezony. Poruszają mnie ich historie, pełne braku akceptacji, tragicznych zwrotów akcji i przypowieści o zawziętości. O problemach z ciałem. Myślę, że drag queen to nieprzypadkowy dobór rozwiązania fabuły. Że nie jestem jedyna z taką refleksją.

drag dream team w Kluseczce

Czy to odmienność szuka odmienności? A może raczej chodzi o tę specyficzną wrażliwość, której nabywa się w kontakcie z powszechną dezaprobatą? Poznanie na własnym podniebieniu smaku braku przynależności znacząco pobudza ośrodek empatii. Gdziekolwiek go mamy.
Zastanawiam się ostatnio, często i długo scrollując internetowe treści, jak to jest możliwe i skąd się wzięła we mnie ta postawa głębokiego szacunku dla wszystkiego, co odstaje od właściwej mojemu otoczeniu średniej. To nie jest tak, że na siłę szukam tego, co inne, ale najlepiej czuję się w otoczeniu ludzi, którzy kwestionują tak zwane normy.
To nie jest pean pochwalny na moją cześć, chciałabym Wam po prostu wyjaśnić jakie to ważne, żeby mieć w sobie przestrzeń na cudzą odmienność. ZWŁASZCZA jeśli samemu oczekuje się akceptacji.

Skomplikowane rozwiązania prostych sytuacji

To nie jest wcale łatwe. Żyjemy w bardzo homogenicznym kulturowo kraju, gdzie wszelkiej ‘inności’ używa się jako straszaka.
Szukających azylu przerażonych ludzi przedstawiono nam jako krwiożerczy terror u bram Europy. Teraz pora na ludzi, którzy ośmielają się kochać inaczej, niż nakazuje katechizm. Dajemy sobie robić wodę z mózgu, a cała ta nienawiść rośnie znakomicie na pożywce z polskiego genu antagonizacji i braku wiedzy.

To nie jest tak, że nie da się dogadać i że brniemy donikąd. Zwykła życzliwość, sporo cierpliwości i duuużo pracy nad tym, że nasza własna racja wcale może nie być najracjejsza. I gotowe. I chociaż Kluseczka nie jest filmem idealnym, bo mimo wszystko utrwala wiele szkodliwych kalek (jak na przykład ta, że Will rozkwita do samoakceptacji dopiero w jupiterach uwagi Bo), to przynosi cenną sposobność do wartościowej refleksji.

Nie bójmy się tego. Refleksja nad sobą to bardzo cenne narzędzie, przydatne w samorozwoju jak mało co. Wiem, że trudno się przed sobą samą przyznać do błędów. Czytając w internecie komentarze o babskiej solidarności, trzymaniu sztamy i byciu dobrym dla siebie nawzajem odbija mi się gorzkim śmiechem (a może żalem?). Widzę potem jak te same twarze uczestniczą w zbiorowym ostracyzmie i już na serio tracę rachubę.

Zacznijmy każda od swojego podwórka, takie – wiecie – wiosenne porządki. Wyrzućmy trochę zjedzonych przez mole przekonań i uprzedzeń, a zróbmy miejsce na cudzą inność.
Wszystkim nam wyjdzie na zdrowie. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

4 comments

  1. Z tymi ciuchami to tak bardzo ja. Odchudzajac sie nie kupowalam nowych ubran i chodzilam w starych (juz za duzych) bo to jeszcze nie byl ten moment, ta waga, bo moze uda sie schudnac jeszcze 5 kg… Teraz wciaz z tym walcze. Robiac porzadki w szafie zlapalam sie za glowe ile mialam koszulek z kategorii „jeszcze do nich schudne” albo te wieksze tak znoszone ze juz nawet po domu wstyd w nich chodzic no ale przeciez nie kupie bluzki w rozmiarze XXL. Bo przeciez „kiedys tam” schudne i wtedy bedzie szkoda wyrzucac nowej za duzej bluzki. Na szczescie mam takie myslenie za soba i kupuje sobie wciaz cos nowego z przyjemnoscia.

  2. To, co się ostatnio dzieje w tematach okołodeklaracyjnych i podobnych przyprawia mnie o ból głowy, głęboki niesmak, smutek. Jakim trzeba być człowiekiem, by zagladać drugiemu pod kołdrę czy w majtki. Jakim trzeba być człowiekiem, by zabierać głos w sprawie deklaracji, której nawet nie czytało się tekstu. Jakim w końcu trzeba być człowiekiem, by szczuć ludzi na innych ludzi, strzelać do tłumów stekiem bzdur w stylu zaraz przyjedzie czarna wołga, biorąc sobie za żywą tarczę dzieci? Nikt nie ma prawa mówić drugiemu, że jest od niego gorszy. Na to się nie godzę. Dlatego cieszę się z takich filmów. Jest jeszcze parę innych, niemniej fajnych 🙂

  3. Jak zawsze, dziękuję Ci, że jesteś w internecie. Wydrukuję Twojego bloga i będę rozdawać w centrum Warszawy!

    1. 😲 To bardzo miłe, oszalałam