fbpx

Wpis i wciśnij enter.

Nieoczywiste niewymowne, czyli bielizna plus size – rozmowa ze Stanikomanią cz. 118 min. czytania

Zacznę dzisiaj od tego, że jeżeli szukasz odpowiedzi na pytanie „No to ile można gadać o bieliźnie???”, to jej tutaj nie znajdziesz. Dzisiejszy wpis to pierwsza z części rozmowy – rzeki o tym, bo tygryski lubią najbardziej, czyli o bieliźnie plus size. Rozmowy, bo nie jestem tutaj sama! Popraw kokardę, bo mamy gości!

Kasica, Matka Założycielka najstarszego i nawiększego polskiego bloga o bieliźnie, Stanikomania!, dała się namówić na pewnego rodzaju sformalizowanie niekończącej się dyskusji, która w szachowym tempie prowadzimy od lat. To znaczy najpierw był pomysł redakcji Modnej Bielizny, żeby zaprosić nas do współpoprowadzenia śniadania z blogerkami podczas Salonu Bielizny. Potem wpadł wirus i pozamiatał. Tym bardziej, że przeszło 200 z Was wypełniło ankietę, którą zdążyłam przygotować. Nie będę tu dziś przedstawiać pełnych wyników ankiety, bo nie zdążyłam się przygotować z wykresów, a materiał jest tyleż rozległy, co interesujący. Zasługuje na osobny wpis, i obiecuję, że się go doczeka.

Trochę mi tego było szkoda, bo jednak miewamy całkiem błyskotliwe refleksje, a temat dobrze dobranej, wygodnej bielizny jest wart każdej przestrzeni. A zatem, nie przedłużając, zapraszam Was na pierwszą część rozmowy o bieliźnianych potrzebach kobiet plus size.

Bielizna plus size, czyli jaka?

Galanta Lala: Nie udało nam  się porozmawiać o tym podczas odwołanych targów, a przecież o bieliźnie plus size rozmawiamy tak dużo, że aż szkoda tych wszystkich złotych myśli. To ważny temat, a trochę nieobecny w branżowej, ale też klienckiej!, świadomości. Czy mówienie o “bieliźnie plus size” ma sens? Czy w swoim doświadczeniu społecznościowym spotykasz się w ogóle z tym stwierdzeniem?

Stanikomania!: Mam wciąż wrażenie, że termin „bielizna plus size” pojawia się głównie w momentach, gdy ja czy ty go używamy 🙂 To już jednak pomału zaczyna się zmieniać, marki zaczynają na przykład współpracować z influencerkami określającymi się jako plus size i dzięki temu słowa “bielizna” i termin “plus size” występują coraz częściej w swoim sąsiedztwie. Niewielka popularność tego terminu wynika moim zdaniem z tego, że wciąż brakuje w Polsce marek bielizny określających się jako marki plus size, czy też linii bielizny adresowanych do plusek – bielizna jest pod tym względem w tyle za odzieżą. Są nieliczne marki z importu, ale jeszcze za mało je widać. Warto tutaj zdać sobie sprawę z faktu, że brafitting w Polsce w swoim początkowym okresie, czyli tych kilkanaście lat temu, był odpowiedzią na potrzeby konkretnej grupy: osób szczupłych z dużym biustem. Grupa ta była na rynku całkowicie wykluczona, a proponowano jej w sklepach właśnie te rozmiary, które dziś nazwałybyśmy plus size. Czyli, z braku dużych miseczek, większe rozmiary pod biustem – co oczywiście nie było dla nich żadnym rozwiązaniem (nie bez powodu najczęstsza metamorfoza brafittingowa to przesiadka z za dużego rozmiaru pod biustem w prawidłowy, typu z 85E w 75G). Wiele osób, w tym ja również, sądziło, że dostępność rozmiarów typu 95E czy 100D w paru modelach Triumpha czy innych popularnych firm oznacza, że potrzeby osób grubszych są zaspokojone, i że to przede wszystkim o te szczupłe trzeba walczyć. Tymczasem… rzeczywistość jest bardziej złożona, prawda? 

Kasia i Ula stoją w tym samym pomieszczeniu co wcześniej, tym razem odwrócone do kamery bokiem, zaglądają w lustro
zdj. Antolos Agency, bielizna – Kasica, Marina marki Wiesmann, Ula – Moulin Rouge od Ewy Michalak

GL: Ooo, zdecydowanie! Chociaż trzeba przyznać, że nie byłam tego świadoma nawet kiedy wkraczałam w świat bielizny. Przecież zanim poznałam Ewę Michalak nie wiedziałam, że biustonosz może być wygodny. Trochę mnie to zepsuło 😉 sprawiło, że trzy lata później, mam wobec bielizny wyższe oczekiwania niż duży obwód, chociaż wtedy naprawdę nie rozumiałam co Ty do mnie mówisz, kiedy zachwycałaś się Elomi. Skąd te zachwyty? 😉 Teraz rozumiem, że diabeł tkwi w szczegółach, nie tylko w takich oczywistościach jak szerokość fiszbin czy ramiączek (one wcale nie muszą być bardzo szerokie!). Szerokość mostka, wysokość boczków czy miejsce wszycia ramiączek na obwodzie – to wszystko robi robotę i sprawia, że fason biustonosza, zawodowo nazywany konstrukcją, po prostu lepiej współpracuje z ciałem, którego jest więcej nie tylko na szerokość. Tak, to byłaby moja definicja “bielizny plus size” – bielizna tworzona z uwzględnieniem szczególnych potrzeb dużego ciała. A jaka byłaby Twoja?

Stanikomania!: Pamiętam, kiedy domagając się od producentów biustonoszy z dużymi miseczkami (za takie umownie uważamy te powyżej D) musiałyśmy cały czas zwracać ich uwagę na fakt, że biustonosz w rozmiarze D+ to naprawdę nie może być przeskalowany w prosty sposób biustonosz 75B. Oprócz samego stopniowania, co też nie jest banalne (wie to każda krawcowa, która choć raz szyła tę samą rzecz w kilku rozmiarach), trzeba jeszcze uwzględnić wszystkie wspomniane przez ciebie szczegóły. Choćby szerokość mostka – wąskie pod biustem osoby z dużymi piersiami często potrzebują wąskich zarówno mostków, jak i fiszbin – w przeciwieństwie do osób z szeroką klatką piersiową. Do tego dochodzi stabilność materiałów.
Biustonosz, który ma udźwignąć i podtrzymać więcej, jest KOMPLETNIE innym produktem, niż stanik na raczej lekkie piersi (i nie chodzi tu bynajmniej o to, że musi być brzydki i beżowy oraz mieć najszersze ramiączka świata – ciut szersze się przydają, ale bez przesady). Na początku producenci próbujący ogarnąć nową dla siebie niszę rozmiarową tworzyli mnóstwo produktów nieudanych, które ani nie podtrzymywały dobrze biustu, ani nie były wygodne – co tylko zniechęcało potencjalne klientki, utrzymując je w przekonaniu, że stanik to rzecz z definicji niekomfortowa. Z czasem niektórzy się nauczyli – siła nacisku konsumenckiego jest ogromna 🙂  Wciąż jednak część firm, obsługujących głównie rozmiarowy mainstream, ma w swojej ofercie jakieś modele z większą rozmiarówką, które jednak nie spełniają standardów koniecznych dla właściwej „obsługi” dużych biustów. 

W przypadku strefy plus size działa to moim zdaniem tak samo. Nawet jeśli uda ci się dostać twój rozmiar w sieciówce – mało prawdopodobne, że będziesz z takiego stanika naprawdę zadowolona… Raczej będzie cię wkurzał – a większość osób niestety w takiej sytuacji uzna, że coś jest nie tak z ich ciałem, nie z produktem. Bo tu potrzebny jest produkt naprawdę dostosowany do twojego rozmiaru. 

A wracając do próby definicji, co oznacza „plus size” w bieliźnie…. Dla mnie, jako skupiającej się głównie na biustonoszach, rozmiary plus size to rozmiary pod biustem powyżej 85, choć może należałoby przesunąć tę granicę jeszcze nieco w dół – powiedzmy, 80, biorąc pod uwagę specyfikę polskiego rynku. Warto przy tym zaznaczyć, że nawet osoby noszące prawidłowo dobrany rozmiar 75 pod biustem i do tego spory rozmiar miseczki (czyli mające spory obwód w biuście) mogą być zakwalifikowane do plus size ze względu na rozmiar noszonej odzieży, i same też czuć się „plus”. Taką figurę jednak nazwałabym bardziej „biuściastą” niż plus size – w moim odczuciu typowo plus sajzowe problemy ze stanikami zaczynają się w większych rozmiarach pod biustem. Myślę, że trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie, że plus size w biustonoszach to nie jest duży biust – to jest duże ciało, z biustem większym lub mniejszym. 

Podsumowując, moja definicja bielizny plus size jest dokładnie taka sama, jak twoja – bielizna tworzona na potrzeby i z myślą o dużych ciałach – nie tępo przeskalowane produkty dla ciał małych. 

Bieliźniane rewolucje

GL: No właśnie, nagle okazuje się, ze koncept “bielizny plus size” jest dosyć egzotyczny. Zwłaszcza, jeśli nigdy nie miało się na sobie produktu marki szyjącej na duże ciała. O to z kolei wcale nie jest łatwo, bo tak jak powiedziałaś – polskie marki nie szyją bielizny plus size, chociaż oferują ją w szerokiej rozmiarówce. Masz poczucie, że to się może zmienić? Mówisz o brafittingowej rewolucji i dostarczeniu na rynek brakującego ogniwa, jakim były biustonosze z dużymi miskami na małym obwodzie. Czy segment klientek plus size ma w Twoim odczuciu szansę na rewolucję podobną do tej, której byłaś matroną?

Stanikomania!: Umysł ciągle podsuwa mi analogie między sytuacją, w której kilkanaście lat temu znajdowały się „biuściaste”, z tą, w której teraz są klientki plus size. Ale są też różnice. Potrzeby plus sajzek są „niby” zaspokajane – w sensie, że na rynku są już jakieś rozmiary plus sajzowe, polscy producenci się rozwinęli i są odważniejsi w powiększaniu rozmiarówek niż kiedyś. Jest Ewa Michalak, która szyje każdy rozmiar w kosmosie 🙂 I z tego powodu, paradoksalnie, jest to sytuacja nawet trudniejsza, bo o ile ja 15 lat temu mogłam się wściekać, że w żadnym polskim sklepie nie ma 75G i w związku z tym domagać się stworzenia produktu dla mnie niemal od początku, o tyle klientce plus sajzowej można już zaoferować produkt nawet teoretycznie w jej rozmiarze. Tyle, że nie zaspokajający tych realnych potrzeb dużego ciała, o których mówisz. Dlatego mam wrażenie, że wiele tych klientek jest zrezygnowanych, bo sądzą, że produktu naprawdę wygodnego dla nich nie da się stworzyć – skoro niby mają swój rozmiar, ale jeszcze nigdy nie miały wygodnego stanika… Że stanik to po prostu zuo i tyle, albo że pierwotną przyczyną problemów jest ich ciało, nie bielizna. Dlatego być może nie mają tak silnej motywacji, by tworzyć ruchy konsumenckie, poświęcać czas na risercz i szukać kontaktu z markami, tworzyć „społeczności nacisku” tak, jak szczuplejsza grupa. Wydaje mi się, że wkrada się tu także kwestia przywileju szczupłości. Osoba szczupła, nawet mając duży czy bardzo duży biust, cieszy się przeciętnie wyższą akceptacją społeczną swojego ciała – i co za tym idzie, większym poczuciem wartości związanej z ciałem, którego może brakować osobie plus size. Ta druga będzie miała dużo mniej siły na to, by domagać się produktu dla siebie.

Jako osoba o ciele z pogranicza (w terminologii plus sajzowej jestem „inbetweenie” albo „small fat”) mam trochę doświadczeń z obydwu stron. Pamiętam, jak rozmawiając z naszym przemysłem i handlem używałyśmy argumentu „ale przecież Polki są szczupłe, tylko mają duże biusty!”, protestowałyśmy, gdy oferowano nam staniki „dla grubych”, bo my przecież nie jesteśmy takie grube. Te protesty były słuszne w tym sensie, że faktycznie osobom z dużymi piersiami wciskano wtedy notorycznie nieodpowiednie rozmiary – biust 80H naprawdę nie da rady wygodnie nosić 95E, które było największe w sklepach. Natomiast w tym tupecie, z jakim te teksty wygłaszałyśmy, z pewnością pomagało przekonanie, że nasze ciała są spoko, bo szczupłe (no, powiedzmy). A duży biust – to w sumie zaleta i atut kobiety. Było w tym sporo fatfobii i także z tego powodu „brafittingowa rewolucja” nie objęła plus sajzek. Trudno dołączyć do rewolucjonistek, które cię szejmują, prawda? Zaczęło to do mnie docierać w momencie, w którym zorientowałam się, że w salonach brafittingowych najczęstszą „metamorfozą rozmiarową” jest dobranie rozmiaru 65F dla osoby noszącej nieśmiertelne 75B, a gdy ja szukam dla siebie rozmiaru „aż” 80 (czyli zaledwie pogranicze plus sajzu), to oferuje mi się 3 modele. To samo dotyczyło części firm bieliźniarskich, które owszem, zaczęły szyć miseczki do K, ale tylko 65K, a moje 80H już w ich tabelkach nie występowało. Zaświtało mi, że coś tu jednak nie gra… i nie możemy jeszcze odtrąbić sukcesu. Pamiętam, że napisałam wtedy – a było to aż 10 lat temu! – tekst pod tytułem „Równouprawnienie osiemdziesiątek” 🙂 

Ewangelia według 95E

Stanikomania!: Szalenie się rozgadałam o tych rewolucyjnych czasach, jak każda kombatantka, ale teraz chciałabym dowiedzieć się czegoś od ciebie. Jak sądzisz, jak możemy – wspólnie i pojedynczo – przekonać plus-sajzowe nosicielki bielizny, że mają prawo do pięknych i naprawdę wygodnych rzeczy? Może powinnyśmy teraz szczegółowo pokazać, czym różni się prawdziwa bielizna plus size od tej „w dużym rozmiarze”? 

Galanta Lala: Spróbujmy tu trochę “pokopać”. Śmiałam się ostatnio, że nikt tak nie rozumie mojego ciała jak Liesl Goodman, szefowa designerów marki Elomi, ale jest w tym dużo prawdy, nie sądzisz? Kiedy zobaczyłam ją w zeszłym roku w Warszawie, wszystko mi w głowie kliknęło i wskoczyło na swoje miejsce, to był naprawdę moment jasności. Dlaczego Liesl projektuje świetną bieliznę plus size? Bo sama jest gruba. Zastanawiam się, czy można wyłowić te wszystkie niuansy będąc względnie szczupłą. Mam chyba teraz jakiś czas spóźnionych refleksji, ale dosyć mocno dociera do mnie, że plus size, który wyobrażają sobie szczupli ludzie, to naprawdę nie jest to samo, co realny plus size. Może dlatego tak mało jest naprawdę fajnie skonstruowanych plus sajzowych ubrań na rynku? W ofercie wielu marek mój rozmiar 95E jest górną granicą rozmiarówki, a czasem się wręcz w niej nie mieści. 

Jedną z rzeczy, które podczas rozmowy z Liesl zszokowały mnie najbardziej, była informacja, że prace nad konstrukcją zaczynają od rozmiaru 40E. Gdybyś miała – możliwie prosto – wytłumaczyć, co to w praktyce oznacza dla klientek, to na co zwróciłabyś uwagę? 

Kasica i Ula pozują przed tym samym lustrem, uśmiechają się do obiektywu
zdj. Antolos Agency

Stanikomania!: Jeśli cały proces zaczynamy od 40E, to znaczy, że punktem wyjścia jest długi pas obwodu (rozmiar 40 to mniej więcej polskie 90). Co z tego wynika? Po pierwsze – wyobraźmy sobie dwa paski tej samej dzianiny o tej samej szerokości, ale różnej długości, i pociągnijmy je z identyczną siłą – a potem policzmy, o ile wydłuży się ten krótszy, a o ile dłuższy. Intuicja słusznie podpowiada, że im dłuższy pas materiału, tym więcej centymetrów mu przybędzie. Co to oznacza? Stanik w mniejszym rozmiarze pod biustem będzie mniej się rozciągał (czyli mocniej trzymał) niż stanik w większym rozmiarze uszyty z tego samego materiału. Jeśli więc chcemy zaprojektować biustonosz dla rozmiaru 90, to nie możemy użyć tak samo elastycznej dzianiny, jak dla osoby z przeciętnym biustem i rozmiarem 70, bo to po prostu nie będzie niczego trzymało. Nie jestem konstruktorką biustonoszy – ale mam wyobraźnię, którą tak naprawdę każda z nas może uruchomić. A więc: dobry stanik dla rozmiaru 90 musi być uszyty z innych materiałów: stabilniejszych, mocniejszych (co nie musi wcale oznaczać: grubszych czy sztywniejszych – ważne, jak materiał się zachowuje „w pracy”). 

Po drugie, taki stanik musi być dostosowany do budowy większej osoby. Piersi osoby o szerszej klatce piersiowej często rozstawione są szerzej, często też same są szersze i krój całego biustonosza musi to uwzględniać. 

Jeśli więc mamy wiecznie problemy z za wąskimi miseczkami, które ściskają nasz biust z boków, a powiększenie rozmiaru miseczki nic nie daje oprócz pojawienia się pustki w miseczce u góry – to znak, że mamy stanik niedostosowany konstrukcyjnie do naszego typu budowy. I jest duże prawdopodobieństwo, że osoba go projektująca po prostu nie wiedziała, jak wygląda biust i klatka piersiowa przeciętnej osoby grubej, czy po prostu dużej, o szerokiej klatce piersiowej. 

Jeśli mamy puste przestrzenie w miseczkach pomiędzy piersiami, od strony mostka – to znaczy, że stanik był projektowany dla osoby o piersiach umieszczonych blisko siebie – bliżej,  niż siedzą na ciele nasze piersi. Biustonosze zaprojektowane specjalnie dla szerszego obwodu najczęściej uwzględniają szerszy rozstaw i większą szerokość samych piersi. 

Uwzględniają też takie niuanse, jak np. grubsze ramiona i więcej ciała pod pachą. Każda z nas w okolicy pachy ma naturalną „poduszkę”, pod którą jest mięsień – jeśli stanik w dobrym rozmiarze wpija się w to miejsce, to znaczy, że znowu nie uwzględniono naturalnej cechy ludzkiej budowy. Dobry biustonosz plus size ma wygodne wykrojenie pod pachą (wystarczy spojrzeć na dowolny model Elomi i porównać go z przeciętnym stanikiem nie-plus size – widać różnicę). 

Wracając zaś do paska materiału – szerokość boków i skrzydełek w rozmiarze plus size też powinna być odpowiednio większa, by stanik po naciągnięciu na ciele nie zamieniał się w „sznurek”, jednocześnie boki nie powinny być zbyt wysokie, żeby nie wjechały nam pod pachy.

Podsumujmy więc cechy dobrego biustonosza dla osoby z dużym rozmiarem pod biustem:

  • Stabilniejsze, nie nadmiernie elastyczne materiały
  • Szerszy pas (boczki i skrzydełka, czyli tył biustonosza)
  • Odpowiednio szerokie fiszbiny i mostek (uwzględniający szerszy rozstaw piersi)
  • Wygodne podkrojenie miseczek pod pachami
  • Materiały przyjazne dla skóry – większy rozmiar to większe naciski i obciążenia, więc materiały nie mogą być gryzące i powodować otarć.

Chciałabym tu mocno zaznaczyć, że w tych wszystkich detalach nie chodzi o wygląd. Nie chodzi o to, że ten za wąski tył wgryzający się między fałdki może kogoś gryźć w estetykę – to jest drugorzędne. Chodzi przede wszystkim o to, że jest diablo niewygodny! 

No i jeszcze trzeba do tej listy dodać świetny design, bo estetyczna bielizna robi nam dobrze w głowę, prawda? 

zdj. Antolos Agency

GL: Wrócę jeszcze do punktu wszycia ramiączek, bo to wcale nie takie oczywiste i bywa, że przy dużych obwodach ramiączka są wszywane w miejscu, które może i jest poprawne arytmetycznie w kontekście całego skalowania, ale na pewno nie anatomicznym. Odstawione za daleko od środka, będą wkurzająco zjeżdżać z ramion. Wrócę na chwilę do Elomi, do której mamy obie najwyraźniej słabość, w ich modelach dosyć często trafimy na J-hook, haczyk z oczkiem, pozwalający na połączenie ramiączek na plecach. Sama nie korzystam z takiego rozwiązania, ale domyślam się, że przy większym biuście to może być naprawdę istotne, że biustonosz oferuje ten dodatkowy poziom stabilizacji na życzenie.

Stanikomania!: Masz rację, miejsce wszycia ramiączek to też element, który mocno wpływa na komfort, ale też i na podtrzymanie biustu. Ramiączko wyprowadzone z miseczki bliżej jej środka daje większą „siłę podnoszącą” oraz nie ociera pachy. Tak uszyte są biustonosze typu full-cup (w angielskiej terminologii oznacza to pełną miseczkę, w sensie: wysoko zabudowaną) z oferty zarówno wspomnianej wcześniej marki Elomi, jak i Sculptresse, drugiej ciekawej marki plus size z Wielkiej Brytanii (produkowanej przez firmę Panache). Haczyki do spinania ramiączek to rozwiązanie przydające się nie tylko plus sajzkom i nie zaszkodziłoby, gdyby występowały we wszystkich strefach rozmiarowych. Tylko ramiączka muszą być na tyle długie, żeby umożliwiały spięcie – niestety nie wszyscy producenci pamiętają o tym, że o ile ramiączka można skrócić w ramach poprawki krawieckiej, jeśli ktoś tego potrzebuje – to wydłużyć ich już się nie da. 

Warto też pamiętać, że piersi osób plus size, nawet jeśli nie wydają się duże w relacji do reszty ciała, to w wartościach bezwzględnych są spore i mają niepomijalny ciężar. A zatem – potrzebują także nieco szerszych ramiączek. Nie oznacza to, że ramiączko stanika plus size musi przypominać pasek do spodni – bo, jak dobrze wiemy z zasad brafittingu, większa część ciężaru piersi w dobrze dobranym biustonoszu opiera się na jego pasie (obwodzie), nie na ramionach. Ale centymetr czy półtora szerokości to jednak za mało.

[cdn.]


Pozwoliłam sobie podzielić tekst na części, bo to dopiero połowa, ale jeśli dotarłaś tak daleko, że to czytać, to należy Ci się order. W kolejnej części dotykamy tematów designu i dostępności bielizny plus size. Wiem z naszej ankiety, że to ważne dla Was zagadnienie, a zatem stay tuned – następna część już niebawem!


Zdjęcia wykorzystane we wpisie zostały wykonane przez studio Antolos na potrzeby sesji zdjęciowej dla magazynu Modna Bielizna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 comments

  1. Jako posiadaczka rozmiaru 90 I, a do tego szerokich pleców, rozrzutnie rozstawionych żeber i słusznej odległości między piersiami (jeśli o mnie chodzi, to wszystkie staniki mają te miseczki za blisko siebie, co powoduje, że mostek wisi w powietrzu) doceniam podjęcie tematu i z niecierpliwością czekam na kontynuację. 🙂

    1. Kontynuacja będzie, i to całkiem słusznych rozmiarów 🙂