fbpx

Wpis i wciśnij enter.

Twoje zdrowie = Twoja sprawa6 min. czytania

Zanim przyjedziemy dalej, chcę Ci się zwierzyć z tego, że w pierwotnej wersji tytuł tego wpisu miał brzmieć: Od bierdolta się ode mnie i mojego zdrowia i ode mnie. Uznałam jednak, że jeślibym się zdecydowała puścić to w takiej formie, to właściwie nie musiałabym pisać więcej i w sumie byłby to pierwszy bodaj w historii jednozdaniowy wpis tu na blogu.

Od kilku tygodni czuję, że moja kreatywna energia wraca z dwumiesięcznych wakacji, ale ponieważ inwestuję ją w inny projekt, dawno już nie zdarzyło mi się opublikować tu nowego wpisu. Do dzisiaj, bo pisząc coś innego (o czym będziemy mogły rozmawiać już niedługo) przyszło mi do głowy, że już, kurde, dosyć.

Motorem tego tekstu są dwie sytuacje, których doświadczyłam w tym tygodniu w internecie. Pierwsza nie ruszyłaby mnie nawet, gdybym zaraz następnego dnia nie doświadczyła następnej. To było tak: Moja obecność w sieci jest ostatnio raczej ograniczona. Nie znajduję radości w walce z algorytmem i twardymi głowami innych internautów. Najpierw Black Lives Matter, a potem represje wobec społeczności LGBT+ postawiły moje pisanie pod znakiem zapytania, bo jak żałować róż, kiedy lasy płoną? Długie tygodnie czułam się nieadekwatna, a przede wszystkim nie chciałam zapychać przestrzeni, której potrzebowały osoby walczące o życie. W świetle tego, prawo do bycia grubym i zadowolonym zeszło w mojej głowie na drugi plan. W efekcie tej wybiórczej obecności, ominęło mnie wiele dyskusji.

W tym takich, których byłam podmiotem.

Odkryłam to przypadkiem, kiedy na fb wyświetlił mi się wpis jednego z popularnych w internecie dietetyków. Pod tym postem, jakaś może nawet miła, ale kompletnie mi nieznana osoba napisała, parafrazuję, że przyglądała się mojemu przypadkowi i on byłby nawet do ogarnięcia, gdybym miała tyle hajsu co Adele. Nosz, muszę Ci powiedzieć, że mnie zatkało. Po pierwsze dlatego, że gdybym miała tyle pieniędzy co Adele, to na pewno nie wydawałabym ich na odchudzanie. Bóbr mi świadkiem, że prędzej bym zainwestowała w bannery ze zdjęciami nienormatywnych ciał, którymi wytapetowałabym pół Polski niż przeszła na hardkorową dietę. Po drugie, pomyślałam sobie, że jaki trzeba mieć tupet i jak żenujący brak refleksji, żeby wypisywać w internecie takie rzeczy o obcych. Jaką tupeciarską butę. Serio, żaden z moich lekarzy nie zrobiłby nic takiego mimo dostępu do moich aktualnych wyników badań, a tu proszę, internetowe znachorstwo diagnozuje mnie zdalnie i bez skrępowania. Z trzeciej strony – umówmy się – to nie jest pierwsza, ani tym bardziej nie ostatnia opinia, jaką na swój temat przeczytałam w sieci. Trzniam to, pomyślałam, i dalej przewijałam fejsbuk. No i wtedy, zaraz następnego dnia, przyszło to walnięcie szpadlem.

Kompletnie mi nieznana osoba napisała, parafrazuję, że przyglądała się mojemu przypadkowi i on byłby nawet do ogarnięcia, gdybym miała tyle hajsu co Adele

Gdzieś pomiędzy pakowaniem toreb na urlop, a kolejnym praniem, oglądałam sobie Instagramowe stories. Tak sobie podziwiałam a to grube dziewczyny na wrotkach, a to grube dziewczyny w kolorowych stylizacjach, aż trafiłam na story Igi Wiejak. Iga, na co dzień mieszkająca za granicą, podczas ostatniego pobytu w Polsce nawiązała współpracę z Ciałopozytywem. Na podstawie udostępnionych przez nią fragmentów wiadomości mogę się tylko domyślać, ile nienawiści spłynęło na tę dziewczynę. I to wciąż nie jest to, co mnie tak uderzyło. Otóż, wśród całego tego hejtu, Iga opublikowała story, w którym opowiada, że choruje i wylicza jednostki chorobowe, z którymi żyje. To zmroziło krew w żyłach. I to jest to, co zmusza mnie do napisania poniższych słów:

Gówno cię obchodzi moje zdrowie.

Wyobrażam sobie te słowa wydrukowane złotymi zgłoskami na koszulkach, w książkach, na plakatach pokrywających całe miasta. W radiu, prasie i telewizji jeden wspólny refren – gówno cię obchodzi moje zdrowie, przypadkowy internauto, przechodniu, słuchaczko. Nic ci do moich wyników. Nie powinno cię to w ogóle obchodzić! A wiecie dlaczego?

Bo nikomu nie jesteśmy winne zdrowia.

Bo ciała chorujące i niesprawne są tak samo wartościowe jak ciała Chodakowskiej czy olimpijczyków. I mamy prawo do tego, żeby nasz stan zdrowia był znamy tylko osobom, które wybrałyśmy. Do szału mnie doprowadza świat, w którym internetowy bullying zmusza bobu ducha winną dziewczynę do dzielenia się z masą anonimowych ludzi bardzo intymnymi szczegółami na temat jej zdrowia. To przejaw healthismu, czyli postawy cechującej się nadmierną koncentracją na zdrowiu i skłonnością do przypisywania pełnej odpowiedzialności za stan zdrowia konkretnej jednostce. Jest mi tak cholernie wstyd, że takie rzeczy nadal się zdarzają, że pojęcia nie masz. Wiem, że to rozumiesz, bo nie byłoby Cię tu, moja Syreno Lądowa, gdyby nie ten szczególny rodzaj wrażliwości i poczucia potrzeby sprawiedliwości społecznej dla wszystkich.

Twoje zdrowie, tak samo jak zdrowie Igi czy moje nigdy nie powinno być przedmiotem publicznej dyskusji, no chyba, że tak wybierzemy. Tak, to jest superkontrowersyjna myśl, bo przecież można odnieść wrażenie, że ludzie w internecie niewiele rozrywek cenią sobie wyżej niż przepowiadanie grubym ludziom rychłej śmierci. Jakie to przynosi efekty? Odsyłam do TEGO TEKSTU.

I nie, pozorna troska, concern trolling, to nie jest pozytywne zjawisko. To w ogóle nie powinno być dopuszczalne, że obcy człowiek, nie będący Twoim lekarzem, poucza Cię na temat zdrowia „dla twojego dobra”. Jeśli o mnie chodzi, to dla własnego dobra może sobie wetknąć trąbkę w tyłek i udawać, że pozuje dla Boscha. Nie róbcie tego innym. Nigdy, przenigdy nieproszone nie komentujcie cudzego zdrowia. Nigdy nie wiecie, jak czułej struny możecie dotknąć.

Czy dla higieny możemy po prostu uznać, że dorośli ludzie mają prawo samodzielnie podejmować swoje decyzje?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 comments

  1. Hejka, link do „TEGO TEKSTU” cos mnie nie bangla.

    1. Ooo, dzięki za cynk. Publikowałam z telefonu i wstawienie tego linka było koszmarem 🙈

  2. tak bardzo tak, ze Oł Maj Gad, Ulu, Uleńko. 😀
    a tekst o trąbce – genialny! ❤ lovam tak bardzo! 🙂 ;):)
    Chyba nawet sobie wydrukuję i powieszę, żeby oczy me cieszyć codziennie 😀
    Dziękuję, że jesteś