Wpis i wciśnij enter.

Czy dyskryminacja w miejscu pracy z powodu wagi to naprawdę znikający różowy jednorożec?9 min. czytania

A co powiecie na takie małe ćwiczenie – spróbujcie sobie przypomnieć kiedy ostatni raz widziałyście w filmie lub serialu grubą kobietę sukcesu? Kiedy myślicie o kobiecie z udaną karierą zawodową, to kogo sobie wyobrażacie?

Jeśli miałabym wskazać źródło, które w ostatnim czasie inspiruje mnie najbardziej, to wybrałbym bez wahania naszą facebookową grupę. Całkiem niedawno odbyła się na niej rozmowa dotycząca braku opcji odzieżowych dla kobiet plus size pracujących w miejscach, gdzie obowiązuje dress code. Jest to temat, który, jak już może wiecie, głęboko mnie dotyka. Jakiś czas temu pisałam tu na blogu o rozmowie kwalifikacyjnej, na której pod marynarką miałam zaciągniętą na biust i udająca sukienkę spódnicę. To było traumatyczne doświadczenie. Mimo że nie jestem osoba przesadnie przejętą swoim wizerunkiem, to tamto poczucie bycia gorszą zapadło we mnie na dobre. 

Bo wiecie – w gruncie rzeczy i tak miałam dużo szczęścia. Miałam tę marynarkę (uszytą na mnie na maturę jakieś 6 lat wcześniej) i tę nieszczęsną spódnicę. Gdybym nosiła kilka rozmiarów więcej, a moich rodziców nie byłoby stać, żeby zapłacić krawcowej, byłabym na tej rozmowie bez szans. Dzisiaj, niemal dekadę później sytuacja wygląda lepiej. Lepiej, ale tylko trochę. 

Brakujące ogniwo – wzorce

Czy nie macie poczucia, że brak jakościowych propozycji ubrań biurowych i oficjalnych dla kobiet plus size wynika z naszego postrzegania aktywnych zawodowo ludzi sukcesu przez pryzmat stereotypu. Cała ta propaganda sukcesu zawodowego kompletnie pomija archipelag realizujących się w pracy grubych specjalistek i ekspertek. 

W naszych półprywatnych rozmowach w mediach społecznościowych jak bumerang co jakiś czas powraca temat pojawiającej się w środowisku zawodowym dyskryminacji z uwagi na masę ciała. To bardzo ciekawe, że kiedy szukam w polskim internecie na pierwszej stronie wyników wyszukiwania dla hasła “dyskryminacja w pracy z powodu wagi” znajduję stareńki artykuł, w którym z pełnym przekonaniem dwoje specjalistów do spraw zatrudnienia twierdzi, że jeśli grubi pracownicy doświadczają trudności na rynku pracy, to wynika to z ich nastawienia: mniejszej pewności siebie, zmniejszonego poczucia sprawczości zawodowej, więc w efekcie słabszej autoprezentacji na rozmowach kwalifikacyjnych.

Po drugiej stronie tego płota są historie takie, jak ta, którą podzieliła się ze mną Agnieszka Sierotnik, prowadząca bloga girlsgang.pl:

“W świecie mody panują pewne standardy. Musisz być zawsze na czasie, zawsze myśleć o tym, co założysz za pół roku zamiast żyć „tu i teraz”, ale przede wszystkim, musisz być piękny i chudy.
Bo chudość to wyznacznik zajebistości.

Rekrutując się do dużej marki modowej w Polsce, nie przeszłam tymczasowej operacji plastycznej odejmujących milion kilogramów. Byłam sobą – w rozmiarze wykraczającym poza klasyczne 32-38, chociaż to taki świat, że 38 już i tak jest plus sajz. Na początku wszystko było spoko. Zajmowałam się marketingiem i umówmy się – kochając modę, ubierałam się modnie. Pierwszy raz w twarz dostałam, gdy na spotkaniu dotyczącym planów na kolejny miesiąc, rozpoczęła się dyskusja na temat nowego produktu. Przełożony zapytał pięciu facetów w pomieszczeniu, ale mnie nie. Rzucił tylko tekstem „no dobrze, to wiemy wszystko, grubasy nie znają się przecież na modzie”. Zaznaczmy tylko, że nosiłam wtedy rozmiar 48. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. W sumie nawet dzisiaj gdy o tym myślę, mam ochotę albo rozkurwić cały świat albo schować się i płakać.

Wtedy uśmiechałam się jak idiotka i udawałam , że nie wiem o co chodzi.

Wróciłam na chatę, popłakałam i po butelce wina stworzyłam taki projekt, że wszystkim szczeny opadły. Oczywiście ostatecznie okazało się, że to nie był mój pomysł, tylko mojego szefa, ale umówmy się – to norma.

Potem było już tylko gorzej. Jadąc na targi miałam założyć cokolwiek, żeby zakryć cycki i ręce, bo tak „będzie lepiej”. Miesiąc później miałam jechać z kolegą na ważne, biznesowe spotkanie. W ostatniej chwili dowiedziałam się, że nie jadę. Powód? BO NIE. Na własne nieszczęście podsłuchałam rozmowę, w której szef stwierdził, że jestem niereprezentacyjna, bo nie można pokazywać światu, że w firmie są grubasy.

No hit końcowy. W ostatnim dniu nie przedłużyli mi umowy, chociaż miałam już nawet ustalone warunki. Powód? Likwidacja stanowiska. Jakimś cudem, dwa dni po wypowiedzeniu mojej umowy do firmy przyjechała laska w rozmiarze 34, która miała dokładnie to samo stanowisko co ja wcześniej. Nagle była wszędzie.”

Amerykańscy naukowcy

Za wielką wodą prowadzi się badania na temat sytuacji grubych ludzi na rynku pracy. W artykule Potential Policies and Laws to Prohibit Weight Discrimination: Public Views from 4 Countries (tłum. Potencjalne polityki i prawa zakazujące dyskryminacji z powodu wagi: Opinie publiczne z czterech krajów) [pełna wersja tutaj] czytamy:

“Dyskryminacja w oparciu o masę ciała została udokumentowana jako popularna forma złego traktowania w wielu dziedzinach życia. Często jest ona napędzana przez negatywne stereotypy, w świetle których ludzie postrzegani jako “z nadwagą” lub “otyli” są leniwi, słabej woli, niechlujni, nie przestrzegają zasad, są nieinteligentni lub brakuje im samokontroli oraz osobiście odpowiedzialni za swoją masę ciała.Stereotypy te wzmacniają społeczne uprzedzenia i stygmatyzację tej populacji, co w efekcie utrwala dyskryminacyjne praktyki w warunkach takich jak miejsce pracy, służba zdrowia czy instytucje edukacyjne. Narodowe badania wskazują, że statystyki dyskryminacji z powodu wagi wzrosły  66% pomiędzy 1995, a 2005 rokiem i są tej samej wysokości co dyskryminacja na tle rasowej – zwłaszcza wśród kobiet.”

Potential Policies and Laws to Prohibit Weight Discrimination: Public Views from 4 Countries

To, w zamierzeniu, nie miał być poważny wpis, ale wiecie – człowiek nie jest taki, co by rzucał słowa na wiatr i skoro są takie badania, to dobrze jest do nich sięgnąć. Marzy mi się, że porównywalne badania pojawią się i w Polsce, chociaż trzeba to sobie powiedzieć uczciwie, że nie mam na to wiele nadziei. Pozostaje nam pocieszać się, że gdzieś tam, hen, naukowcy mają takie mądre refleksje jak ta:

„Większość uczestników ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Australii zgodziło się, że ich rządy powinny przyjąć konkretne regulacje prawne zakazujące dyskryminacji z powodu wagi. Co najmniej ⅔ uczestników ze wszystkich czterech krajów wyraziło wsparcie dla regulacji, które zdelegalizowały by możliwość odmowy zatrudnienia, gorsze wynagradzanie, odmowę awansu czy zwalnianie pracowników z powodu ich masy ciała. Kobety oraz osoby o wyższej masie ciała wyazały większe poparcie pomysłu wdrożenia rozwiązań antydyskryminacyjnych.”

Potential Policies and Laws to Prohibit Weight Discrimination: Public Views from 4 Countries

#MODELTHAT – biznesmenki plus size okiem marki Eloquii

Tak naprawdę przyczynkiem do powstania tego tekstu była kampania, którą wiosną tego roku rozpoczęła jedna z największych amerykańskich marek odzieżowych, Eloquii. Kampania powstała jako wyraz buntu wobec braku reprezentacji kobiet plus size w wyobrażeniu o tym, jak powinna wyglądać kobieta robiąca karierę. Bo przecież jesteśmy tam, w mniejszych i większych organizacjach, na różnych stanowiskach.W halach produkcyjnych, salach konferencyjnych i urzędowych korytarzach. W śródtytule używam wprawdzie słowa “biznesmenki”, ale przecież jesteśmy wszędzie. 

Tym, co w kampanii #MODELTHAT należy docenić przede wszystkim, jest podejście, którego u nas w Polsce bardzo nie rozumiemy. Publiczna dyskusja o edukacji i tym, czego warto uczyć społeczeństwo budzi zdecydowanie za dużo emocji i dzieli nas na podgrupy. Bo choć wydawałoby się przecież, że rozmawianie z dziećmi o tym, skąd się wzięły na świecie jest czymś oczywistym, to jednak… same wiecie. No więc ja uważam, że ta edukacja leży u nas i kwiczy na bardzo wielu poziomach. W tym najboleśniej odczuwam brak edukacji o różnorodności i równym traktowaniu.
I właśnie ta kampania wspaniale realizuje postulat edukacji. Reprezentacja – jak już napisałam to tutaj na łamach bloga niejednokrotnie – reprezentacja jest królową! Jest absolutnie niezbędna dla normalizacji wszystkich ciał w przestrzeni publicznej. Kobiety, które widzicie na zdjęciach to wspaniałe przykłady, których masa ciała czy społeczne uprzedzenia nie powstrzymały przed robieniem tego, co kochają najbardziej. Właśnie o to chodzi w tej kampanii, o wsparcie i wzmocnienie wszystkich kobiet i dziewczynek, które z powodu wyższej niż społecznie akceptowalna średnia, znajdują się w sytuacji, w której zamykane są przed nimi perspektywy rozwoju zawodowego.

Co możemy zrobić?

Jeśli miałabym wskazać remedium na ten stan rzeczy, to postawiłabym na edukację właśnie. I to wcale nie tylko wśród grubych. Stereotypy na temat grubych ludzi szkodzą nam na każdym kroku.
A co jeśli do kogoś argumenty równościowe? To bardzo łatwo można sobie to policzyć: skoro wszyscy narzekają, że na rynku brakuje rąk do pracy, a ludzie grubi stanowią ponad 60% społeczeństwa, to… wiecie już jaki wpływ na ten rynek może mieć fatfobia. 

Marzy mi się, że ten wpis rozpocznie tutaj na blogu i w okolicach rozmowę na temat aktywności i aktywizacji zawodowej. Chciałabym stworzyć cykl rozmów z kobietami plus size, które w swojej dziedzinie odniosły zawodowy sukces. Uważam, że potrzebujemy dobrych wzorców i dowodów na to, że nie warto samych siebie ograniczać.
Dajcie znać, jeśli jesteście takimi kobietami, albo jeśli takie kobiety są w Waszym otoczeniu! No i jeśli uznacie, że ten temat może zainteresować Wasze otoczenie – będzie mi miło, jeśli podacie ten tekst dalej.

__________________________
Photo by AllGo – An App For Plus Size People on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

One comment

  1. „Ludzie grubi stanowią ponad 60 procent społeczeństwa.” Tak. Wystarczy się rozejrzeć dookoła siebie – nie, nie w jakiejś klimatyzowanej enklawie na szczycie wieżowca, ale na zwykłej ulicy. Jesteśmy większością. A traktuje się nas jak wstydliwy wybryk przeciw moralności (właśnie nie naturze, tylko moralności.) Wystarczy.