fbpx

Wpis i wciśnij enter.

Zaburzenia odżywiania – 5 szkodliwych mitów8 min. czytania

Dzisiaj u nas piękne święto, Tłusty Czwartek. Ten dzień w roku, w którym pośród rubasznych i weightystowskich żarcików o tym, że ten pączuś to już na pewno pójdzie w cycki, zajadamy się słodyczami w imię tradycji. W tym dniu przecie hulaj dusza, nawet Twardowski na księżycu faworki zapycha pączkiem, a w chatce Trzech Małych Świnek studzą się ciasteczka.

U nas rytualne obżarstwo na skali od ekscytacji do wyrzutów sumienia, a w tym samym czasie za Oceanem Atlantyckim trwa Tydzień Świadomości Zaburzeń Odżywiania. Myślę sobie, że chyba nie ma w ciągu roku lepszego momentu, żeby porozmawiać na ten krytycznie ważny temat.

To nie takie proste, prowadzone na świecie badania wskazują, że sposób postrzegania osób cierpiących na zaburzenia odżywiania przez społeczeństwo nie jest kwestią podlegającą głębszej refleksji. Wręcz przeciwnie, jak wszystko co niezrozumiałe, jest interpretowany na podstawie dopasowywania fragmentów obrazu do istniejących przekonań.
To dosyć popularne zjawisko, opiera się na nim cały wróżbiarski biznes. Nasze ludzkie mózgi lubią rozumieć, więc bezustannie zbierają informacje i próbują składać je w całość po linii najmniejszego oporu. To dlatego nie mamy w zwyczaju szanować odmienności, jeśli nie wypracujemy w sobie takiej postawy.

Skutkiem tego w zbiorowej świadomości ED (z ang. eating disorders – zaburzenia odżywiania) obrosły w grubą otulinę stereotypów, mitów i błędnych przekonań, których istnienie stanowi autentyczne i realne zagrożenie dla ludzkiego życia. Nie podoba mi się to, dlatego chciałabym porozmawiać z Wami dzisiaj o tym wielkim ryzyku, jakim jest lenistwo w myśleniu i brak empatii.

Porozmawiajmy o najbardziej szkodliwych mitach na temat zaburzeń odżywiania:

Mit 1 – Na zaburzenia odżywiania chorują tylko bardzo młode kobiety

Choć w statystykach zachorowań na zaburzenia odżywiania największą grupą pacjentów są młodzi ludzie pomiędzy 12. a 26. rokiem życia, zaburzenia odżywienia (w przeciwieństwie do ludzi) nie dyskryminują z uwagi na wiek, płeć, pochodzenie etniczne czy status materialny.
Zdarza się często – zwłaszcza w przypadku najpopularniejszego i zarazem najsłabiej diagnozowanego zaburzenia, jakim jest BED, Binge Eating Disorder – że choć choroba rozwija się w młodym wieku, przez wiele lat nikt nawet nie domyśla się, że to prawdziwy problem. Ot, żrę to żrę, nie ma co drążyć.
Miałyście czasami tak, że budzicie się pod koniec tabliczki czekolady bez najbledszego pojęcia gdzie się podziała jej reszta oraz ostatni dziesięć minut? Właśnie to mam na myśli. Jedni nazywają to brakiem kontroli, inni obżarstwem, a jeszcze inni mają na to fachową, medyczną nazwę.

Aktualne szacunki podają, że liczba cierpiących na ED chłopców i mężczyzn rośnie, aktualnie sięgając pułapu ~30% wszystkich chorych. W ciągu sześciu lat pomiędzy 2010, a 2016 rokiem zanotowano 70% wzrost zachorowań wśród mężczyzn. Nierealistyczne standardy urody oraz – od niedawna – sprawności fizycznej dotyczą całego społeczeństwa. Widziałam ostatnio takiego mema o tym, że boimy się już nawet jabłek. Jabłek, na miły bób! Sami zaciągamy sobie pętlę na szyi, śpiewając przy tym alleluja.

Mit 2 – Zaburzenia odżywiania widać gołym okiem

Zła wiadomość, na zaburzenia odżywiania, w tym również anoreksję, można chorować nawet ważąc ponad sto kilo. Anoreksja to metaboliczny i psychologiczny stan, nie wynik na wadze. Trudno w to wierzyć, ja wiem. Popkultura od dekad trenuje nas w konkretnym postrzeganiu tych zaburzeń. Luksusowo wychudzona Angelina w Przerwanej lekcji muzyki czy jej romantycznie smutna wymiotuje po każdym posiłku, kolekcjonująca od łóżkiem kurczaki Brittany Murphy. Koks, dietka i kibić o obwodzie mniejszej niż obwód mojego uda – mass mediowy ideał piękna.

Otóż nie. Statystyka jest nieubłagana, wrócę do BEDa, bo to bliskie mi zjawisko. Wiecie, że z tym konkretnym zaburzeniem zmaga się około 30% osób, które kiedykolwiek zaczęły kontrolować swoją wagę poprzez dietę? 30%! Ile znacie kobiet, które się regularnie odchudzają? Na każdą setkę 30 z nich choruje na zaburzenia odżywiania. A przypomnę, mówimy tu li i jedynie o kompulsywnym objadaniu się. Ile z nich wygląda, jakby się zmagało z zaburzeniami odżywiania?

Mit 3 – Na zaburzenia odżywiania chorujemy z własnego wyboru

To stereotyp, z którym spotykam się szczególnie często. Chciała to ma. Nażarła się, to wymiotuje. Nie je, to umrze. Żre bez umiaru tyje. No co, może przecież (nie) żreć. Albo, na ten przykład, żreć ostrożnie, prawdaż.
Łatwo pomyśleć, że źródłem zaburzeń odżywiania jest zwykła próżność. Wot, fanaberia. Tymczasem winowajcą jest kultura, w której żyjemy. Nasza wartość jako ludzkich istnień jest regularnie i sukcesywnie sprowadzana do jednego mianownika – atrakcyjności wizualnej. Bez urody nie ma nic – pracy, męża, kariery, sławy. My, Syreny Lądowe, nie odstajemy w tym względzie od reszty peletonu. Za każdym razem, kiedy widzę w mediach społecznościowych kolejny wpis “odważyłam się zaakceptować siebie i wysłałam zgłoszenie do agencji modelek”, co we mnie pęka. Poza tym, że mam głębokie przekonanie, że modelka to zawód, do którego – jak i do wielu innych – trzeba posiadać konkretne predyspozycje, to spójrzcie na to: czy naprawdę kariera modelki jest jedyną drogą do odczarowania niezadowolenia z rozmiaru naszego tyłka? Przecież ludzie mają tyle wymiarów! O wiele więcej, niż wygląd zewnętrzny! Matko, ile ja bym dała, żeby te “chcę być modelką” zostały zastąpione przez “chce być blogerką” to sobie nawet nie wyobrażacie.

Życie w tej kulturze ciągłego napięcia i konieczności bezustannego potwierdzania swojej atrakcyjności poprzez czyjś zachwyt jest szkodliwe. Smutnym dowodem jest obniżająca się dolna granica wieku pacjentów diagnozowanych pod kątem zaburzeń odżywiania.

Mit 4 – Zaburzenia odżywienia wynikają z braku silnej woli

Polskie społeczeństwo, to przeszło trzydziestomilionowe nigdy nie odpoczywające na posterunku konsylium lekarskie wie doskonale, że najlepszym lekarstwem na wszystkie bolączki związane z odżywianiem jest silna wola. Masz nadwagę, zaciśnij pasa. Masz niedowagę – jedz regularnie. To samo z chorobami nerwowymi i o ile powoli dorastamy do świadomości, ze mówienie osobie chorującej na depresję, żeby wzięła się w garść nie jest najlepszym pomysłem, o tyle masa ciała. Och, tutaj nie ma limitów.
Przecież może nie rzygać / może jeść / może nie żreć jak hipopotam. Puf i już, no co za problem.

A wiecie, że na przykład taka bulimia jest objawem żelaznej woli? Że okresy sztywnej diety pomiędzy epizodami w BEDzie, maksymalne ograniczenie jedzenia czy zwracanie wszystkiego po posiłku wymagają nadludzkiej dyscypliny? I że właśnie te chorobowe epizody to rzadkie momenty utraty kontroli nad jedzeniem? Przyznajcie się, patrzyłyście na to z tej strony?
Zaburzenia odżywania to w gruncie rzeczy karykatura naszego obsesyjnego przekonania, że zawsze, wszędzie i nad wszystkim musimy mieć kontrolę.

Mit 5 – Zaburzenia odżywiania to fanaberia, żaden poważny problem

Doszłyśmy do punktu, w którym robi się naprawdę groźnie. Zaburzenia odżywiania to najbardziej śmiertelnie ze wszystkich zaburzeń nerwowych, a wśród nich cierniową koronę nosi anorexia nervosa. Z makabryczną statystyką.
Nie znaczy to wcale, że pozostałe to spacer po parku. Częste wymiotowanie prowadzi do zaburzeń w gospodarce elektrolitowej organizmu, a w konsekwencji do zaburzeń neurologicznych. Nie wspomnę już o możliwych urazach fizycznych, takich jak rozerwanie przełyku, przepuklina dolnego zwieracza przełyku i pochodne.
Leczeniem zaburzeń odżywiania zajmują się specjaliści. Ku mojej rozpaczy udział w terapii nadal nosi znamiona społecznej stygmy, a przecież – do cholery! – kiedy złamiemy nogę, nikt nie czeka w domu aż się zrośnie, powtarzając sobie pod nosem, że jakoś to będzie.

.

Badania dowodzą, że im mniejszym tabu obłożone są zaburzenia odżywiania, im wyższa jest społeczna świadomośc wagi tego rodzaju chorób, tym wyższa skuteczność ich leczenia. Nie jestem w stanie napisać jak bardzo ważne jest w tej sytuacji sięganie po pomoc. I jak ważne jest udzielanie wsparcia tym, którzy go potrzebują.

Ten wpis to taka trochę rękawica, którą chciałam Wam rzucić. Porozmawiajmy o Waszych doświadczeniach, o tym co możemy w swoim otoczeniu zmienić, żeby było ono bezpieczniejsze dla osób chorujących na zaburzenia odżywiania. Dla nas samych, bo przecież nie jestem tutaj sama ze swoim BEDem. Marzy mi się, że nasza rozmowa da początek nowej serii tu na blogu.

Wiem, że to trudne, obnażać się przed obcymi, dlatego jeśli chcecie podzielić się swoimi historiami lub refleksjami dotyczącymi zaburzeń odżywiania, możecie do mnie napisać na halo@galantalala.pl lub za pośrednictwem formularza kontaktowego, który znajdziecie u góy strony w zakładkach. Będę czekać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

14 comments

  1. Twoje wpisy zawsze poruszają we mnie czułe struny, ale teraz to wyrwałaś je wszystkie. Ciągle się zastanawiam, co z tym zrobić. Dużo ciepła <3

    1. ❤️ Cieszę się! To takie ważne, żebyśmy rozmawiały w dyskursie o ciałozytywności także o skutkach presji szczupłego ciała na samopoczucie i zdrowie nas wszystkich

  2. Po raz kolejny bardzo Ci dziękuję za wpis, Ulu. Myślę, że BED też jest mi niebezpiecznie bliskie. Będąc na studiach miałam taki epizod, który nie skończył się bulimią z jednego, jakże śmiesznego i prozaicznego powodu – nienawidzę wymiotować. Ostatnio się zorientowałam, że większości ludzi to nie dotyczy, ale mnie podczas torsji wymiociny wylatują także przez nos i jest to tak obrzydliwe uczucie, a nos później tak boli w środku, że wiele zrobię, żeby tylko uniknąć tego doświadczenia. Także tak… trochę śmieszne, ale raczej bardzo smutne.
    Oczywiście nigdzie nie poszłam i nic z tym nie zrobiłam, bo przecież „sama sobie z tym poradzę”. Ale miałam wtedy takie przemyślenie, że chyba bym wolała leczyć się z alkoholizmu, bo wtedy po prostu wiesz, że masz nigdy więcej nie pić, a jak się napijesz, to wiesz, że to źle. Z jedzeniem nie jest tak łatwo. (W żaden sposób nie chce sugerować, że łatwo się wyleczyć z alkoholizmu. Po prostu z alkoholem człowiek ma większą „jasność”, a jedzenia ze swojego życia nie da się wykreślić i o to mi chodziło).

    1. Żebyś Ty wiedziała jak ja Cię rozumiem! Mam dokładnie tak samo. I z tego samego powodu to BED, a nie coś innego.
      I oczywiście, alkoholizm to poważna choroba, nie jestem specjalistką, żeby wypowiadać się na temat specyfiki leczenia, ale faktycznie, w praktyce odcięcie się od alkoholu jest, w przeciwieństwie do jedzenia, wykonane

  3. Mozesz podrzucic jakis sensowny link do wyjasnienia czym jest BED? Bo szczerze mowiac nigdy o nim nie slyszalam.

    1. Jeśli może być po angielsku, to w tekście są odnośniki do dwóch badań o BED. Jeden w akapicie z 2. mitem, drugi kawałek dalej.
      Jeśli po polsku to muszę poszukać, daj znać czy to robić

  4. Dzięki za artykuł! Myślę, że jest bardzo ważny. Zwłaszcza kwestia tego, że osoba gruba również może cierpieć na zaburzenia odżywia- być anorektyczką, bulimiczką itd. Media pokazują, że jedynym „słusznym” okazem anoreksji jest nastolatka o wadze 45 kg i wystających kościach. Tymczasem, każda anorektyczka kiedyś zaczynała i to chyba najgorszy okres bo zazwyczaj te już w stadium mocnego wychudzenia zdają sobie sprawę, że są chore. Te grube przez ten kreowany obraz „właściwej anorektyczki” mogą nie podejmować leczenia bo „jestem za gruba na anorektyczkę”. To samo dotyczy anoreksji wśród mężczyzn, która występuje a o której się nie mówi.
    Co do BED znalazłam jeszcze taki artykuł po Polsku: http://www.psychiatriapolska.pl/uploads/onlinefirst/BakSosnowska_PsychiatrPolOnlineFirstNr49.pdf
    Tu jest rozróżnienie BED od uzależnienia od jedzenia. Chociaż sama widzę jaka to cienka granica bo widzę u siebie część symptomów BED a część uzależnienia. Jednak jak wynika z artykułu nie ma polskiej adaptacji kwestionariuszy do badania obu zaburzeń co jak dla mnie jest nie do pomyślenia. No bo teraz jak tu pójść do lekarza i poprosić o konsultacje w tej sprawie skoro nie ma wiarygodnych narzędzi badań? Jedyna nadzieja, że może jakiś ambitny student psychiatrii podejmie się tematu w ramach pracy dyplomowej.

  5. Jezu, jakie ten temat jest mi bliski. W liceum przeszłam przez okres, w którym schudłam prawie 30 kg. Pierwsze 20 zdrowo, potem rzuciło się na mózg. Byłam w stanie jeść 300 kcal dziennie i każda chwilę wolną ćwiczyłam. Teraz widzę, jakie to było chore. Wtedy wydawało mi się, że jestem tak super, silna wola, samoopanowanie. A nienawidziłam swojego ciała bardziej niż wtedy kiedy ważyło te 80 kg. Najsmutniejsze jest to, że nawet teraz, czasem mam takie myśli, że mała głodówka załatwi sprawę, skoro wtedy dałam radę, to czemu nie teraz. To jest ciężki temat, który powinien pojawiać się w mediach, nie tylko w nagłówkach typu „czy X ma anoreksję? Schudła X kg” tylko jako poważny problem, dotykający coraz większą ilość ludzi.

    1. jakbym czytala o sobie tylko ja tak zaczelam w wieku ok 12 lat jak szlam do pierwszej klasy gimnazjum. Jadlam surowke z obiadu, ziemniaki wywalalam a kotleta dawalam potajemnie psu. Potem szlam na spacer nieraz nawet 20 km wracalam do domu i nieraz mdlalam bo nie mialam sily. Wieczorem w lozku robilam brzuszki dopoki nie padalam z wycienczenia. W 3 miesiace schudlam 25 kg i nabawilam sie problemow z cisnieniem. Wystraszylam sie jak trafilam do szpitala wiec zaczelam jesc ale zeby sobie zrekompensowac obzarstwo wymiotowalam albo czesciej stosowalam rozne srodki przeczyszczajace ktorych mialam w domu pelno bo mama musiala je brac z powodu choroby jelit.

      1. I jak z tego wyszłaś?

        1. hmm jak wyszlam. Nie wiem czy do konca wyszlam bo dalej ta relacja z jedzeniem jest trudna chociaz z czasem lepsza. U mnie to byl taki „klasyk”- anoreksja przeszła w bulimię, bulimia w kompulsywne jedzenie. W pewnym momencie zycia po prostu doszlam do wniosku, ze albo sobie z tym poradze i cos zrobie albo sie wykoncze. Punktem kulminacyjnym byla o dziwo zdrada ze strony partnera. To byl taki moment kiedy jestesmy na dnie dna i 100 metrow mulu. Z nerwow nie moglam jesc bo wszystko zwracalam. Chudlam kilogram dziennie. Myslalam ze juz gorzej byc nie moze. Partner mnie zdradzil, w pracy sie wykanczalam, miezkalismy w tymczasowym mieszkaniu wrecz ruderze bo stare zostalismy zmuszeni szybko opuscic. I nagle wszystko sie po prostu zaczelo ukladac. Najpierw zadzwonil telefon z propozycja pracy w miejscu, w ktorym zawsze chcialam pracowac. Potem znalazlam przypadkiem na facebooku profil jednej z modelek plus size. Pochlonelam jej blog w jeden dzien. Delikatnie rozpoczela sie u mnie zmiana myslenia o sobie. Udalo mi sie poukladac sprawy z partnerem (do tej pory jestesmy razem), znalezlismy lepsze mieszkanie. Po tym okresie pojechalam sama na tydzien na mazury. Postanowilam zastosowac to co przeczytalam na blogu. Kupilam bikini i chodzilam codziennie na plaze. spacerowalam i opalalam sie w tym bikini. Kupilam pierwsza od dawna sukienke i tak pomalu staralam sie byc sama dla siebie po proatu milsza. I teraz jestem tu: z kochajacym partnerem z ktorym staramy sie o dzidzie, slicznym mieszkanku, zadowolona ze swojego ciala, odnalazlam pasje w sporcie i mam wzglednie poukladana sytuacje z jedzeniem (choc wiadomo bywa roznie kilka lat z ED czasem da o sobie znac).

  6. Hej, widziałyście to? 😦

    1. Ale co?

  7. Dziękuję Ulu za ten wpis. Ja też w gimnazjum płakałam po nocach przez komentarze koleżanek „w Glamour pisali, że duże dziewczyny powinny nosić męskie spodnie, może ty też?”, babci „taka byś śliczna była jakbyś schudła”, „musisz uważać na jedzenie”, „chyba za bardzo lubisz słodycze” „spoko, ale pasztet”- a ja patrząc na zdjęcia widzę zwykłą nastolatkę. Owszem, nie drobną, nie byłam nigdy bardzo szczupła z natury jak koleżanki, ale całkowicie w normie. Potem pierwsza dieta, po której skończyłam z dodatkowymi kilogramami, zjazd, zajadanie smutków. Potem kolejna dieta, eksperymenty ze środkami ziołowymi bez atestów, efekty wow, a potem znów równia pochyła, dieta, kompulsywne jedzenie, bulimia, BED… Koniec końców ważę 20kg więcej niż gdy zaczynałam pierwszą dietę. I zaczynam akceptować siebie, być wdzięczna swojemu ciału za to, że dzięki niemu chodzę, czuję, mogę robić niesamowite rzeczy. Kochać siebie i wracać do „normy” z troski o siebie i sympatii a nie chęci przypodobania się światu. Pierwszy raz w tym roku pójdę na plażę bez lęku, że ktoś się będzie ze mnie śmiał- układam sobie rzeczy w głowie.
    Bardzo pomaga mi blog Ani Gruszczyńskiej „Wilczo Głodna”- sama przeszła przez ten koszmar, promuje samoakceptację, rozsądek i lubienie się w swojej przyrodzonej przez naturę formie. I traktuje BED i bulimię jak nałóg, z którego można wyjść tak samo, jak z picia czy palenia fajek.