fbpx

Wpis i wciśnij enter.

Przychodzi baba do lekarza – Jak sobie pomóc w gabinecie lekarskim?

Nikt nie jest wolny od stereotypów, nawet my, mimo aktywnego wysiłku i starań, wpadamy czasem w wyjeżdżone do obrzydliwości koleiny uproszczonego myślenia. Z jednej strony nic w tym dziwnego, kalki stereotypów pomagają naszym mózgom porządkować świat i unikać raz doznanych nieprzyjemności. Z drugiej strony kiedyś nad oczyma wisiały nam obficie owłosione balkony łuków brwiowych, ćwierć życia spędzaliśmy w kucki, a tyłki wycieraliśmy patykiem.

Chodzi mi o to, że świat się zmienia. Zmieniają się społeczeństwa i powinniśmy się zmieniać my.

Zaczęłam od stereotypow, bo nie tak znów dawno rozmawiałyśmy o dwóch postawach, które prezentują napotykani przez nas pracownicy służby zdrowia. Niestety, podejście wago-normatywne, które jako przyczynę wszelkich dolegliwości identyfikuje nadwagę, wciąż wygrywa.

Dotkliwe skutki takiego stanu rzeczy niejedna z Was poczuła na własnej skórze.

– Panie doktorze, mam trzecią anginę w sezonie…
– Pani schudnie, to wszystko przejdzie!

– … a ta wysypka?
– A próbowała pani zredukować wagę?

– Mam takie niepokojące zawroty głowy.
– Pani ma ze trzydzieści kilo nadwagi!

To tylko kilka sytuacji, z którymi spotkałam się osobiście. Jeśli dodamy do tego pigułki na odchudzanie przepisywane bez żadnych badań przez ginekologa, odmowę badania ginekologicznego z uwagi na moją masę ciała oraz osądzające spojrzenia ledwie przekroczę próg gabinetu, to momentalnie robi nam się wcale nie cukierkowy obraz typowych przygód grubej kobiety w krainie polskiej służby zdrowia.

Z której by strony na to nie spojrzeć, nie ma lekko.

Obcesowe zachowania wobec pacjentów są tym paskudniejsze, że nikt z nas nie trafia do gabinetu w pełni sił. Zmęczony dolegliwościami lub przerażony perspektywą diagnozy pacjent to łatwy cel. Prawdopodobieństwo, że zareaguje na grubiańskie teksty inaczej niż położeniem po sobie uszu jest wyjątkowo niewielkie.
Bo i co może zrobić pacjentka, której tuż przed planowanym zabiegiem w narkozie anestezjolog mówi, że z jej wagą, ryzyko towarzyszące zabiegowi jest na poziomie ryzyka pacjenta po przebytym zawale? No właśnie.

Przecież po 1) mało kto jest w stanie zwrócić lekarzowi uwagę ze strachu przed obniżeniem standardu obsługi (co przecież może bezpośrednio rzutować na zdrowie, a nawet życie); po 2) mało kto jest na bieżąco z magicznym światem prawdziwych! (z wykrzyknikiem, bo w jednej z internetowych dyskusji któryś z interlokutorów jako legitne źródła rzetelnej wiedzy medycznej podał poradnikzdrowie.pl oraz Wikipedię) badań naukowych nad otyłością i jej konsekwencjami; po 3) trafiając na stół operacyjny mamy zwykle na głowie większe zmartwienia niż wychowywanie dorosłych ludzi, którzy dawno już zapomnieli co to jest empatia.

Niby wiemy, że to się może zdarzyć, a jednak za każdym razem skażone stereotypem zachowania przedstawicieli służby zdrowia spadają nam na głowę jak deszcz żab na biednych Egipcjan.

No to co zrobić? Jak się przygotować? I jak nie zgubić języka w gębie?

Nie ma na te pytania łatwych odpowiedzi, ale pomyślałam sobie, że może możemy się chociaż trochę przygotować?

Mam na to kilka pomysłów na usprawnienia przebiegu wizyt lekarskich i leczenia w ogóle:

1. Uprzedź fakty

Nie ma nic złego w daniu lekarzowi do zrozumienia, że wiecie co może się zdarzyć. “Wiem, że dużo ważę, ale przyszłam tu z takim, a takim problemem. Inni lekarze często zwracają na to uwagę, ale ja przyszłam tu po prawdziwą pomoc, nie po porady dietetyczne.”

To działa. Od jakiegoś czasu stosuję tę strategię w gabinetach lekarskich dla rozładowania swojego stresu w kontakcie z lekarzami, których widzę po raz pierwszy.

I wiecie co? Spotykam się z zaskakująco dobrymi reakcjami. Od zbycia sprawy milczeniem, po wyrażające zrozumienie komentarze.

2. Powiedz wszystko

Rozumiem, że czasami trudno nam się przyznać to wstydliwych aspektów naszych dolegliwości. Na serio rozumiem, ale bez względu na to czy zataimy część męczących nas dolegliwości, czy skłamiemy odpowiadając na pytanie o wagę, zadane w celu ustalenia odpowiedniej dawki antybiotyków – zawsze wystawiamy się na niepotrzebne ryzyko. Ponadto – rzadko jesteśmy w stanie zaskoczyć praktykującego lekarza. Oni naprawdę niejedno widzieli!
Bardzo długo wstydziłam się przyznawać w gabinecie ile ważę, a potem tygodniami narzekałam, że nie mogę doleczyć zapalenia zatok dawką antybiotyków, która owszem, może i byłaby skuteczna, ale pod warunkiem, że ważyłabym tyle, co moje jedno udo.

Po co ryzykować?

3. Poszukaj innej opinii

Jeśli czujecie, że mimo wszystko lekarz traktuje Was przez pryzmat masy ciała, poszukajcie innego specjalisty. Wiem, że to szczególnie trudne w małych miejscowościach, gdzie w przychodni jest czterech specjalistów na krzyż i w czasie, kiedy teleopieka medyczna raczkuje. Jeśli możesz umówić się do innego lekarza tak po prostu to jest to ogromny przywilej, którego nie ma 80% populacji. Skorzystaj z niego!

Czasami, nawet mimo dobrych intencji, lekarz nie dostrzeże rozwiązania. Warto pytać, warto szukać dodatkowych opinii nawet jeśli wystawia nas to na stres pierwszej wizyty. NIE REZYGNUJEMY!

Trochę kołczingu czyli dlaczego musimy rozmawiać z lekarzami?

Nie ma lekko. Wiem o tym. Żadna z nas nie potrzebuje fatshamingu, żeby w chorobie czuć się podle. Wszystkie tak samo zasługujemy na szacunek, także w sytuacjach, w których trudno się go domagać.

W jednej z naszych poprzednich rozmów pojawił się komentarz o tym, że na skutek kontktu z gburowatymi lekarzami rezygnujecie z opieki medycznej w ogóle. Duży, duży błąd! Rezygnacja z opieki medycznej stwarza ogromne ryzyko zagrożenia zdrowia, a przez to życia. Regularna profilaktyka jest dla naszego zdrowia tak samo ważna, jak odżywianie czy higiena.

Nie możemy się bać lekarza! Mamy prawo rozmawiać z nimi i edukować, bo chociaż to oni mają na ścianach dyplomy z uczelni, to o ile nie żyją na co dzień w grubym ciele, mogą sobie tylko wyobrażać (choć nie oszukujmy się, oczywiście, że tego nie robią, nikt tego nie robi!) jak to jest być na naszym miejscu. Mimo wszystko, większość ludzi wciągnięta w dyskusję twarzą w twarz uruchamia swoje zastałe pokłady empatii.

Wiem, że głeboko w naszej kulturze osadzony jest nabożny wręcz szacunek lo lekarzy, prawników i księży, jako przedstawcieli tak zwanych elit, ale na miły bób, to są ludzie tacy jak my! Po prostu zajmują się w życiu czymś innym.

Ja wiem, nie każda z nas ma w swoje adwokacką żyłkę, ale im wcześniej zaczniemy się uczyć stawać we własnej obronie, tym lepiej dla nas. Czasami sam lęk przed wyobrażoną sytuacją jest większy, niż rzeczywista sytuacja. Badajcie się, Syreny!
Nie ma nic gorszego, niż ryzykowanie swoim zdrowiem ze strachu przed konfrontacją z czyimś widzimisię.

____________________________________
Photo by Owen Beard on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.