Wpis i wciśnij enter.

Joyn – jedyna aplikacja fitnessowa, której kiedykolwiek będziesz potrzebować!7 min. czytania

O moich trudnych relacjach ze światkiem fitnessu padło tu na łamach bloga niejedno już słowo, a wiele z nich było gorzkich. Stoję sobie i czekam, aż w branży nastąpi wyraźny przełom w myśleniu o tym, z jakich powodów ludzie powinni się ruszać.
I nadal nie ogarniam, dlaczego jedyną narracją mającą zachęcać ludzi do aktywności fizycznej ma być odchudzanie. Bo wiecie, z bycia aktywnym fizycznie płynie dla człowieka jako organizmu dużo więcej o wiele ważniejszych korzyści niż redukcja masy ciała. To nie jest wcale nowy koncept, w doinformowanych kręgach profesjonalistów zajmujących się badaniami nad masą ciała i jej wpływem na zdrowie i dobrostan ludzi dawno już się o tym mówi. 

80 tysięcy dowodów

W nie takim znów nowym, bo z 2009 roku, artykule Fat or Fit: What is more important? (pl. Gruby czy sprawny: Co jest ważniejsze?, artykuł w całości w oryginale językowym przeczytacie TUTAJ) znajdujemy opis badania nad wydolnością krążeniowo-oddechową w korelacji ze śmiertelnością na tle wysokiej masy ciała. 

Mówimy tu o poważnych danych, bo podstawą do zawartych w opracowaniu wniosków są dane pozyskane w długotrwałym badaniu o nazwie Aerobic Center Longitudinal Study. Badanie to trwało 35 lat, a w czasie jego trwania przebadano ponad 80 tysięcy osób. To tylko trochę więcej, niż ma mieszkańców taka na przykład Jelenia Góra. 

Na podstawie danych z tego badania powstało kilka opracowań wskazujących, że niska sprawność jest dla ludzkiego organizmu o wiele większym zagrożeniem niż wysoka masa ciała. Kluczowy wynik badania znamy jako potoczne stwierdzenie, że lepiej być grubym i sprawnym (w kontekście kondycji fizycznej), niż szczupłym i bez kondycji. Dane sugerują, że podniesienie wydolności krążeniowo – oddechowej może równoważyć potencjalne niebezpieczne konsekwencje bycia ciężkim. 

Tyle na poważnie i w naukowym tonie. Jeśli macie ochotę na więcej, to w tekście powyżej zostawiam link do artykułu, my wróćmy do tematu. Bo wiecie, poza wszystkim aktywność fizyczna może być po prostu satysfakcjonująca i przyjemna. Mam świadomość, że dla kogoś, kto jeszcze nie znalazł “swojego” sposobu na ruch brzmi to abstrakcyjnie. Rozumiem po stokroć. Jestem z tej grupy ludzi, którzy nienawidzą bycia ocenianymi. Nie przypominam sobie, żeby w dziecięctwie było dla mnie cokolwiek gorszego niż testy sprawnościowe na wuefie. 

Dzisiaj opowiem Wam o aplikacji fitnessowej, którą odkryłam dwa tygodnie temu i nie, nie podmienili mnie kosmici. To nadal ja, ta sama Ula, słowo.

Daj się zauroczyć

Na Joyn trafiłam po raz pierwszy na jednej z facebookowych grup o fitnessie dla grubych ludzi, było to w tygodniu, kiedy została uruchomiona w USA. Podekscytowałam się strasznie, bo pierwsze komentarze na jej temat były entuzjastyczne – że grube instruktorki, że zajęcia dla ludzi o różnym poziomie sprawności, weszłam na stronę i szybko zrzedła mi mina, kiedy okazało się, że ta ciałopozytywna aplikacja fitnessowa nie jest dostępna w Europie. Z poczuciem głębokiego zawodu zamknęłam stronę i zapomniałam o apce aż do momentu, w którym zaczęły mnie śledzić reklamy na facebooku. Nie trzeba mnie było szczególnie długo namawiać, nie wiem czy już to o mnie wiecie, ale z rozkoszą nadużywam aplikacji. Mam ich na telefonie ponad 100, jeśli wierzyć statystykom, w każdym miesiącu używam ⅔ z tej liczby. Mam apki od bycia eko, śledzenia okresu, edycji zdjęć i filmów, social mediów, notatek, rozrywki, transportu w Polsce i (od niedawna) w Szwecji, fitnessu, zakupów, zdalnego zarządzania urządzeniami, tańca, przechowywania plików, a nawet Pokemon Go. Uwielbiam. Ale wróćmy do Joyn.

Jej twórcy obiecywali mi w facebookowych reklamach inkluzywność, radosny ruch oraz opcje dopasowane do różnych poziomów sprawności. Zarejestrowałam się na testowy tydzień za darmo a potem… zostałam.

Bo Joyn to znakomita ciałopozytywna aplikacja fitnessowa. 

Żebyśmy miały jasność, to nie jest aplikacja w stylu programów Chodakowskiej. Tu nikt nie ciśnie na wynik i nie ma sekcji przed i po. Są za to świetne instruktorki sportu plus size o różnych kolorach skóry i ciałach różnej grubości. 

ciemnoskora trenerka z nieryważną miną wykonuje swoje ćwiczenia
screen z apki – urzekła mnie mina Akuy, jakoś tak łatwiej mi uwierzyć, kiedy instruktorka podczas wykonywania ćwiczeń ma taką samą minę jak ja

Pięć szalenie pozytywnych babek to nie cała ekipa Joyn i nie jedyny przejaw inkluzywności. Za każdym razem kiedy przedstawiają ćwiczące z nimi osoby, podając przy tym ich zaimki, moje lewackie serce robi fikołka. Mało tu normatywnych ciał, a jeszcze mniej ekstrawaganckiego sprzętu sportowego.

Wyginaj śmiało, wait whaaaaa?

W tej chwili w aplikacji dostępne są moduły tańca (głównie Hula), jogi (“body love” to autorski program Anne), tai chi i medytacji oraz low impact cardio. Poziom intensywności jest umiarkowany, dzięki czemu z aplikacji mogą korzystać również osoby, które dopiero zaczynają albo chcą się rozruszać po dłuższej przerwie. 

Ćwiczenia podane są za każdym razem również w opcji siedzącej, dla ludzi o ograniczonej mobilności. I to jest taka niby drobnostka, ale mówi mi, że ktokolwiek stoi za tą aplikacją, ma doskonale przemyślane potrzeby swoich odbiorców. Chylę przed tym czoła zarówno jako osoba gruba, jak i marketingowiec. 

W aplikacji skorzystać można z ułożonych dla nas flow, czyli sekwencji kilkunastominutowych filmów z ćwiczeniami. Jeśli nie wiecie gdzie zacząć, albo weźmiecie próbny tydzień, żeby z grubsza przyjrzeć się opcjom, warto włączyć którąś z tych miniaturowych playlist i dać się ponieść. 

A jest czemu. Ponieważ trzeci dzień z rzędu wracam do tego tekstu, w międzyczasie nastąpiła aktualizacja dostępnych zajęć- na platformie pojawiły się filmy z waackingiem, formą tańca, która rozwijała się w klubach gejowskich Los Angeles w latach ‘70. Jako entuzjastka kultury dragowej jestem zachwycona! To pozwala mi przypuszczać, że możemy się po Joyn spodziewać systematycznego i dynamicznego poszerzania oferty. 

Uberinkluzywność

Joyn to dowód na to, że można na fitness spojrzeć świeżym okiem. Trudno w to uwierzyć nam, siedzącym w Polsce w samym środku dyskusji o tym, czy grubi ludzie mają prawo być grubi publicznie i jeść co chcą, a jednak. 

Joyn nie tylko zaprasza do fitprzestrzeni grube ciała, nie tylko robi w głowach użytkowników miejsce na trenerki i instruktorki o nienormatywnych ciałach, nie tylko w praktyce pokazuje, że niebinarność płciowa jest czymś zwyczajnym, ale także szanuje fakt, że duże ciała mają różne możliwości. Wiem, że już o tym mówiłam, ale przecież to genialne! Posadzenie jednego z ćwiczących na krześle to proste, a genialne rozwiązanie. Drobny, a ważny gest w kierunku osób o ograniczonej mobilności.

Muszę Wam się przyznać w sekrecie, że ta ciałopozytywna aplikacja fitnessowa jest dla mnie taką ostoją inkluzywności, że oglądam te filmiki nie tylko przy okazji ćwiczeń. To odświeżające oglądać grube ciała, którym ruch sprawia przyjemność. To odświeżające wchodzić w kontakt z produktem, w którego stworzenie ktoś włożył tyle empatii. 

Wierzę, że Joyn jest pierwszą, ale nie samotną jaskółką. O aktywności fizycznej, na całym fitnessie naprawdę można mówić inaczej niż nas do tego przyzwyczajono. W końcu dbanie o dobrostan ciała jest ważniejsze niż presja odchudzania. Mam nadzieję, że sukces Joyn będzie spektakularny i cała branża zobaczy pieniądz w zmianie narracji i podejścia do ćwiczeń. Chciałabym, żeby siłownie stały się takimi inkluzywnymi miejscami, w których każdy może czuć się dobrze, ten gruby też. 

DETALE

Fanpage Joyn znajdziecie pod adresem www.facebook.com/letsjoyn

Joyn możecie pobrać:

Koszt:

pobranie i pierwszy tydzień za darmo, później abonament kosztuje 10$ miesięcznie (wedle przelicznika google store 46,99zł)

Joyn ciałopozytywna aplikacja fitnesowa fitness dla grubych
Joyn ciałopozytywna aplikacja fitnesowa fitness dla grubych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.